Co na prezent – luty 2017

Dla tych, których nie było tu w zeszłym miesiącu, wyjaśniam – „Co na prezent” to przegląd nowości wydawniczych z danego miesiąca. Są to w większości pozycje, których nie czytałam ani nie miałam w ręku, także nie ręczę za to, że faktycznie okażą się dobre i ciekawe. Tekst podzielony jest na zapowiedzi dla dużych (dorosłych) i małych (dzieci, również tych wewnętrznych). Miłej lektury (i zakupów).

Dla dużych

________________________________________________________________________

okladka-200

Totalnie nie nostalgia – Memuar Wanda Hagedorn, Jacek Frąś
Wydawnictwo: Kultura gniewu

Autobiografia w formie komiksowej. Tematyka (dorastanie w PRL) i fakt, że autorka komiksu mieszka aktualnie za daleką granicą, przywodzą na myśl (nielubianą przeze mnie) Marzi. Jednocześnie też przecież dorastałam w tamtej rzeczywistości, poza tym ciekawa jestem bardzo wątków feministycznych. Recenzje rewelacyjne. Na rynku od stycznia.

________________________________________________________________________

silwer-3

Silver, trzecia księga snów Kerstin Gier
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłum. Agnieszka Hofmann

„Trylogia czasu” tej autorki to jedna z najfajniejszych serii młodzieżowych, jakie czytałam w ostatnich latach. Ta o snach nie jest aż tak dobra (czytam właśnie drugi tom), ale na tyle lekka, ciepła, sympatyczna i przyjemna, że na pewno doczytam do końca. A poza tym ma ładne okładki.

________________________________________________________________________

big_obywatel_kane_bd_ocard_3d

Obywatel Kane
Reż. Orson Welles

Czy to rzeczywiście najlepszy film w historii kina? Trudno powiedzieć, jednak nie ulega wątpliwości, że jeden z najważniejszych. Właśnie wyszedł ponownie na DVD i Blue-Ray, więc jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zobaczyć, to teraz może.

________________________________________________________________________

pic2642988

The Others

Przyznaję – pewnie nigdy w tę grę nie zagram. Po pierwsze – jest bardzo droga, po drugie – wściekle skomplikowana. Ale bardzo podoba mi się mroczny, ponury klimat i pomysł na rozgrywkę, gdzie jedna osoba gra przeciwko drużynie (lubię gry kooperacyjne i o niskiej losowości). W dodatku nie jest wcale taka długa, przynajmniej według twórców. Może jak dzieci dorosną, uda mi się gdzieś dorwać. Niedawno pojawiła się w polskiej wersji językowej.

Dla małych

________________________________________________________________________
brummnahula-przod

Pan Brumm na Hula Hula Daniel Napp
Wydawnictwo: Bona
Tłum. Elżbieta Zarych

Bardzo lubię serię książek o Panu Brummie, sympatycznym niedźwiedziu, i jego przyjacielu, malutkim Kaszalocie. Jest zabawna, niegłupia i pomysłowo zilustrowana. Dobra propozycja dla najmłodszych.
Wiek: 3+

________________________________________________________________________

wilki_grill_draft

Wilki z Nowego Meksyku William Grill
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Tłum. Agata Napiórska

Komiks etnograficzno-ekologiczno-przyrodniczy. Zdobył na całym świecie górkę nagród. Piszą o nim na Brain Pickings. Przepięknie ilustrowany. A jeśli ktoś jest zainteresowany wilczą tematyką, to jako dorosłe uzupełnienie polecam „Wilk zwany Romeo” Nicka Jansa, o sytuacji wilków współcześnie, na Alasce i w Kanadzie.
Wiek: 9+

________________________________________________________________________

www_bankrut1

Bankrut

Nasza Księgarnia wkracza na rynek gier planszowych. Wśród pierwszych propozycji wydawnictwa pojawiła się gra autorstwa Reinera Knizia, niemieckiego projektanta gier, m.in. bardzo popularnych na naszym rynku Pędzących Żółwi. Gra jest niedługa (ok. 30 minut), a rozgrywka nietypowa, bo gracze muszą handlować ze sobą jednocześnie. Zapowiada się przyjemna gra imprezowa.
Wiek: 8+

„Przez las” Emily Carroll

przez-las

Kiedy zapowiedź „Przez las” pojawiła się na fejsbukowej stronie Są komiksy dla dzieci (którą nawiasem mówiąc polecam wszystkim interesującym się tematyką dziecięcych komiksów, trafiają tam zapowiedzi i recenzje większości wychodzących w Polsce pozycji, a od czasu do czasu również przecudne gify), od razu wiedziałam, że ją kupię. Otwierałam książkę z pewną obawą – tym razem oczekiwania miałam wysokie – ale nie zawiodłam się. Z pełną odpowiedzialnością mówię – idźcie i kupujcie ją wszyscy, albowiem jest cudna jak pierwsze zielone listki na drzewach po długiej zimie.

przez-las-ii

Wszystkie grafiki w tekście pochodzą z „Przez las” autorstwa Emily Carroll.

„Przez las” to powieść graficzna dla nastolatków i dorosłych. Zawiera pięć opowiadań grozy oraz wstęp i zakończenie. Każda historyjka jest skończoną całością, narysowaną w nieco innym stylu. Pierwsze trzy klimatem nawiązują do baśni, czwarte – do powieści gotyckich gdzieś z pogranicza Edgara Allana Poe i Daphne du Maurier, a piąte to czysty horror, ciekawie wykorzystujący motyw industrializacji i… macierzyństwa. Autorka, Emily Carroll, błyskawicznie zdobyła popularność, kiedy jej internetowy komiks Jego twarz cała we krwi (można go przeczytać również na stronie autorki) w Halloween 2010 roku rozprzestrzenił się wirusowo w mediach społecznościowych. Od dzieciństwa zafascynowana baśniami, zaczęła tworzyć krótkie komiksy grozy i umieszczać je na stronie internetowej, aż w końcu zainteresowali się nią wydawcy i zaproponowali stworzenie antologii. Jeśli chodzi o prace w internecie, to ciekawym przykładem jest opowiadanie Margot’s Room, które ma cechy interaktywne – historię czytelnik składa sobie sam, klikając na różne przedmioty w pokoju tytułowej bohaterki.

emily-carroll-ii

Ale wracając do „Przez las” – wszystkie opowiadania mają otwarte zakończenia, co daje fantastyczne pole do interpretacji. W „Domu sąsiada” mamy więc wariację na temat Czerwonego Kapturka, którą odczytać można zarówno jako opowieść o odchodzeniu, jak i o relacjach siostrzanych. Moje ulubione „Dłonie pani są zimne” to fantastyczny retelling baśni o Sinobrodym, a jednocześnie opowieść o dojrzewaniu i zazdrości, które każe nam się zastanowić, kto tutaj właściwie jest katem, a kto ofiarą. „Jego twarz cała we krwi” to historia o tchórzostwie i zawiści, bardzo wyraźnie inspirowana baśniami braci Grimm (również w warstwie wizualnej). Najsłabsza fabularnie „Moja przyjaciółka Janna” jest całkiem zgrabną metaforą przyjaźni, a przez wielu uważane za najlepsze „Rodzinne gniazdo” daje się intepretować na tyle różnych sposobów, że nawet nie będę zaczynać. Zresztą już sam tytuł jest wieloznaczny. Strach przed lasem ma wiele przyczyn. Z jednej strony jest w nim coś pierwotnego, powiązanego z lękiem przed ciemnością i żyjącymi w lesie drapieżnikami. Jednocześnie często zapominamy o tym, że las sam z siebie nie jest groźny, ale dla nas, uzależnionych od cywilizacji, taki się staje. Nie umielibyśmy w nim przetrwać, nie potrafilibyśmy nawet znaleźć drogi, chociaż dawniej posiadaliśmy tę zdolność. Fakt, że akcja większości opowiadań rozgrywa się w czasach, kiedy człowiek i las byli sobie bliżsi, nadaje im dodatkowy wymiar.

emily-carroll

O ile fabuła, mimo swojej wieloznaczności, może pozostawiać w niektórych przypadkach nieco do życzenia (widać, że prace pochodzą z różnych okresów i autorka uczy się, jak prowadzić historię), o tyle wizualnie jest to rzecz po prostu cudowna. Carroll przepięknie splata tekst z obrazem (zwłaszcza widać to w „Dłonie pani są zimne”, gdzie tekst stanowi jednocześnie mocny element ilustracji) i fantastycznie operuje kolorami. Jej prace budzą skojarzenia m.in. z japońskimi drzeworytami. Dawno nie miałam w ręku komiksu, który byłby tak piękny. Niektóre kadry można by po prostu wyciąć i powiesić na ścianie bez żadnych zmian.

Na koniec chciałam jeszcze dodać, że ja się przeważnie boję horrorów i staram się ich raczej w swoim życiu unikać. Co rzekłszy, stwierdzam, że dawno się tak dobrze nie bawiłam przy lekturze czegokolwiek, strasznego czy nie. „Przez las” to po prostu czysta radość.

Wydawnictwo Entliczek
Tłum. Marta Bręgiel-Benedyk

Co na prezent – styczeń 2017

Ruszam z nowym cyklem (mam nadzieję). Będzie to przegląd nowości wydawniczych: książki, komiksy, dvd, gry planszowe itp. z danego miesiąca. Czasem na pewno będę opisywać interesujące starsze rzeczy, ale postaram się umieszczać głównie zapowiedzi. Są to w większości pozycje, których nie czytałam ani nie miałam w ręku, także nie ręczę za to, że faktycznie okażą się dobre i ciekawe. Tekst podzielony jest na zapowiedzi dla dużych (dorosłych) i małych (dzieci, również tych wewnętrznych).

Dla dużych

____________________________________________________________________

okladka-200Miss Marvel. Niezwykła, tom 1, G. Willow Wilson, rys. Adrian Alphona
tłum. Anna Tatarska
wyd. Egmont

Kamala Khan, muzułmańska nastolatka z Jersey, nagle staje się superbohaterką. Autorką scenariusza jest kobieta, G. Willow Wilson. Komiks stał się głośny jakiś czas temu ze względu na kontrowersyjną (dla fanowskiego betonu) tematykę. Później obsypano ją statuetkami i pewnie dzięki temu doczekaliśmy się polskiego tłumaczenia.

_____________________________________________________________________

large_holiday

Lady Day śpiewa bluesa, Billie Holiday, William Dufty
tłum. Marcin Wróbel
wyd. Czarne

Billie Holliday to postać, której chyba nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać, tyleż fascynująca, co tragiczna. Wydana 50 lat temu biografia artystki wreszcie trafiła na polski rynek. Tłumaczył Marcin Wróbel, co jest gwarancją dobrej jakości tekstu.

_____________________________________________________________________

pressroom-materialy-0-spojrzenia_pakiet_1_2_film_dvd_2d

Spojrzenia (Looking)
reż. Andrew Haigh
produkcja HBO

Uroczy, cudowny serialik, połyka się go za jednym posiedzeniem. Pisałam o nim więcej tutaj. Dwa sezony można od niedawna kupić na DVD. [Tylko co to za tragiczna okładka]

_____________________________________________________________________

sabotazysta

Sabotażysta
wyd. G3

Nie jest to bardzo nowa gra, ale robi ostatnio furorę w moim towarzystwie, więc postanowiłam się podzielić. Świetna gra imprezowa, można ją rozegrać szybko albo trochę dłużej (zależy, na ile tur się umówimy). Dość duża losowość, ale mnóstwo frajdy z kooperacji. Nie jest może piękna, ale bardzo miodna. Najlepiej gra się od pięciu osób wzwyż.

 

 

Dla małych

____________________________________________________________________

okladka-450

Seria Sisters Christophe Cazenove, William Maury
tłum. Maria Mosiewicz
wyd. Egmont

Sisters to seria krótkich, zabawnych komiksów o dwóch siostrach i ich codziennym życiu. Muszę powiedzieć, że pierwszy tom serii podszedł mi umiarkowanie, mimo że sama miałam młodszą siostrę, więc przynajmniej w teorii przygody bohaterek powinny mi być bliskie. Ale starsze dziecko zareagowało entuzjastycznie i zażądało kolejnych części, więc postanowiłam dać drugą szansę. W księgarniach niedawno pojawił się tom 5.

Wiek: 6+

____________________________________________________________________

75921539_kiwi-lec-nielocie-lec_700x726_ffffff_scl

Kiwi – leć, nielocie, leć
Wyd. Egmont
Kolejna nie-taka-bardzo-nowa nówka. Gra zręcznościowa, przypominająca odrobinę dawne „pchełki”. Gracze muszą trafić do pudełka żetonami, w dodatku w określonej kolejności. Zabawa jest niezła, bo wcale nie jest łatwo. Nie polecam, jeśli ma się ambitne maluchy, trudno im będzie wygrać, zwłaszcza na początku.

Wiek: 5+

____________________________________________________________________

315971_ewolucja-wedlug-calpurnii-tate_722

Ewolucja według Calpurnii Tate Jacqueline Kelly
tłum. Katarzyna Rosłan
wyd. Wydawnictwo Dwie Siostry

Calpurnia Tate ma jedenaście lat i chciałaby zostać przyrodniczką, ale w realiach Teksasu 1899 roku te marzenia wydają się być tylko głupimi mrzonkami. Polecam, bo mam słabość do książek o rezolutnych małych dziewczynkach i do amerykańskiego Południa. I do robaków też.

Wiek: 9+

Co zrobić, jeśli się zapomniało o Smerfetce?

Wyobrażam sobie panikę w pokoju pełnym producentów filmowych. Biegają z obłędem w oczach i krzyczą: „Zapomnieliśmy o Smerfetce! Wymyśliliśmy taki świetny film, ale nie umieściliśmy w nim ani jednej Smerfetki i KOGO MY TERAZ POKAŻEMY NA PLAKATACH W OBCISŁYCH CIUCHACH?”.

Na to do akcji wkracza Doświadczony Spec Od Marketingu: „Nie martwcie się. Ten problem daje się łatwo rozwiązać”.

I oto proszę. Jest na plakatach Gwiazda. Jest Samuel L. Jackson. Jest młody, przystojny kryminalista. Jest nawet pies.

I są na nim również damskie nogi, ucięte w połowie oraz damska pupa, o dziwo w całości. Reszty kobiety nie ma.

Wniosek z tego – jeśli nie masz całej Smerfetki, umieść na plakacie 1/3 Smerfetki i licz na to, że nikt się nie zorientuje.

kingsman

kimsmanIkingsman IIkingsman III

Cichutko łkam w kąciku.

PS. Tylko mi nie mówcie, że to świadome nawiązanie do tego plakatu. Ja wszystko rozumiem, ale wydawało mi się, że poszliśmy do przodu od roku 1967, to raz, a dwa, że na tym plakacie widać całe pół kobiety, więc de facto nie poszliśmy do przodu, a do tyłu.  Z drugiej strony przynajmniej powyższa 1/3 kobiety jest ubrana, więc sama już nie wiem.

PS.2. Film i tak zamierzam obejrzeć.

PS.3. Gdyby ktoś nie wiedział, dlaczego mówię o Smerfetce, polecam zajrzeć tutaj lub tutaj.

 

Są rzeczy, których nie rozumiem

Są rzeczy, których nie rozumiem. Tak naprawdę zupełnie, kompletnie, całkowicie i absolutnie nie jestem w stanie ogarnąć umysłem. A jedną z takich rzeczy jest ten trailer:

Czy ktoś może potrafiłby mi wytłumaczyć, dlaczego film o jakimś psychopacie zapowiadany jest na Walentynki? Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego Christian Grey uważany jest za ideał mężczyzny? Dla mnie to się naprawdę niewiele różni od tego:

Zaiste, świat (popkultury) nie przestaje mnie zadziwiać.

Rowling w Londynie, czyli o powieściach Roberta Galbraitha

Stosunkowo niewiele piszę o książkach, co jest o tyle paradoksalne, że właściwie zawsze coś czytam. Moim absolutnie ulubionym gatunkiem literackim, którego pochłaniam potężne ilości, i to właściwie od najmłodszych lat, jest kryminał. Zaczynałam od powieści młodzieżowych w rodzaju Pana Samochodzika, Długiego, deszczowego tygodnia  i tak dalej. Potem przeszłam do powieści Joanny Chmielewskiej (pierwsza z nich wpadła mi w ręce na jakichś nudnych wakacjach na Mazurach, był to bodajże „Upiorny legat”, a potem poszło z górki). Dalej była Agatha Christie, płynne przejście do amerykańskich thrillerów prawniczych i medycznych i wreszcie prawdziwe odkrycie – Henning Mankell. To był prawdziwy szał, niemal wyrywaliśmy sobie w domu kolejne tomy. Dlatego też kiedy dowiedziałam się, iż J.K. Rowling, bądź co bądź autorka jednej z moich absolutnie ulubionych serii wydawniczych, wydała pod pseudonimem kryminał, wiedziałam, że na pewno po niego sięgnę.

wolanie-kukulki-b-iext24204120

Robert Galbraith, bo taki właśnie przyjęła pseudonim, jest jak do tej pory autorem dwóch powieści kryminalnych – Wołanie Kukułki i niewydanej jeszcze po polsku The Silkworm, czyli Jedwabnik (premiera 15 września, czyli tuż-tuż). Bohaterami obydwu są Cormoran Strike, prywatny detektyw, były wojskowy, który stracił nogę poniżej kolana w wybuchu miny, oraz jego sekretarka Robin Ellacott. Cormoran ma oczywiście klasyczne dla pewnego typu detektywów problemy natury finansowej i osobistej, chociaż szczęśliwie nie pije za dużo (alkoholizm Johna Rebusa niemal wpędził mnie do grobu). W ogóle obydwie powieści mają dość klasyczną strukturę – Cormoran jest doświadczony, Robin nieopierzona, on jest detektywem, ona sekretarką (chociaż z zadatkami na wspólnika), policjanci są mało kumaci, krąg podejrzanych ściśle ograniczony, podpowiedzi porozrzucane po całej fabule, a rozwiązanie zagadki przynajmniej z założenia zaskakujące. Nie jest to mój ulubiony typ kryminału, zdecydowanie wolę powieści policyjne z zacięciem obyczajowo-społecznym i możliwie jak najwierniejszym odwzorowaniem sposobu pracy stróżów prawa. Jednak te akurat książki zyskały moją zdecydowaną przychylność, a to z dwóch powodów.

Po pierwsze, jeśli jest coś, co Rowling potrafi robić naprawdę dobrze, to tym czymś jest kreowanie świata przedstawionego. W Potterze uwielbiam w końcu nie rozterki nastoletnich czarodziejów i ich dylematy dotyczące dobra i zła, ale całe tło – środowisko, animozje, architekturę, przedmioty codziennego użytku, unikalną dziedzina sportu. To wszystko składa się na cudowny opis nieznanego nam, magicznego świata, który stanowi w mojej opinii największą wartość sagi o Harrym Potterze. Podobnie jest w książkach Galbraitha – autor snuje swoją opowieść niespiesznie, wrzucając całą masę informacji o przedstawianym świecie. W pierwszej powieści odmalowuje z pewnym zacięciem satyrycznym środowisko ludzi związanych z modą, w drugiej – wydawców literatury. Akcja obydwu powieści rozgrywa się w Londynie, który też opisany jest w bardzo plastyczny, żywy sposób. Miejsce akcji w kryminałach często ogrywa rolę dodatkowego bohatera, i tu też do pewnego stopnia tak jest. To miasto kontrastów społecznych, miejsce, gdzie bogaci i biedni tworzą osobne światy, poruszając się w tej samej przestrzeni, ale nigdy nie spotykając. Sam Cormoran łączy w sobie te sprzeczności w bardzo ciekawy sposób.

thesilkworm

Drugą ogromną zaletą są postacie. Cormoran Strike to bohater, którego polubiłam niemal od razu. Robin może nie budzi natychmiastowej sympatii, ale jej postać zdecydowanie ciekawie się rozwija i przyjemnie obserwuje się zmiany, które się w niej dokonują. Do tego dochodzi paleta barwnych postaci drugo- i trzecioplanowych, również bardzo sprawnie odmalowanych. Rowling ma też talent do tworzenia postaci niesympatycznych (i całkowicie różnych od niej, vide piękne sceny, w których Cormoran nie cierpi i nie rozumie dzieci), o których jednak bardzo ciekawe się czyta. Zwłaszcza w The Silkworm takich nie brakuje.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spojrzała na fabułę pod kątem społeczno-obyczajowym. Brakuje mi nieco bohaterów o kolorze skóry innym niż biały – w końcu to Londyn, z pewnością można by ich tam umieścić na kopy. Po drugie, dotąd akcja rozgrywa się głównie w środowisku ludzi zamożnych (w końcu to raczej ich stać na usługi prywatnego detektywa), potraktowanych jednak z pewnym dystansem. Po trzecie, zastanawia mnie, jak autorka zamierza rozegrać relację Cormoran-Robin, która na razie rozwija się dość stereotypowo. Bardzo zresztą podoba mi się wątek Robin i jej nowo odkrytego powołania do pracy detektywistycznej. Choć nie jest on w żaden sposób nowy (podobny mamy przecież chociażby w Elementary), pewnego powiewu świeżości dodaje mu fakt, że Robin ma jakieś życie osobiste poza pracą i Cormoran nie jest jej jedynym punktem odniesienia w życiu. Bardzo rozbawił mnie też wątek Cormorana, który w sposób całkowicie wyrachowany idzie do łóżka z dziewczyną, żeby wyciągnąć od niej informacje na temat podejrzanych. How very The Americans of you.

Podsumowując, Rowling czy też Galbraith tworzy bardzo sprawnie napisane powieści gatunkowe. Nie są to w żadnym wypadku rzeczy nowe ani zaskakujące, ale jest w nich coś, co sprawia, że nie chce się ich kończyć (i naprawdę bardzo mnie cieszyło, że The Silkworm jest taki gruby). Wiem, że na pewno sięgnę po kolejne tomy i będę sobie dawkować lekturę, bo Londyn Cormorana Strike’a to miejsce, w którym chciałoby się zostać dłużej.