Wielkie żarcie

Czy wspominałam już, że kocham jeść? Jedzenie i spanie to moje dwie ulubione czynności. Dlatego właśnie wyglądam jak opasły wieloryb, którego morze wyrzuciło na plażę. Żartuję. Z tym wielorybem. Bo naprawdę kocham jeść. Uwielbiam też patrzeć na jedzenie i dlatego czytuję namiętnie kulinarne blogi. Niestety dla mnie, gotowanie i jedzenie stało się ostatnio szalenie modne. Jak już pisałam w poprzednim poście, dzisiaj każdy musi mieć kulinarny blog. Prowadzić klub kolacyjny. Wrzucać zdjęcia wyprodukowanych przez siebie obiadów do Galerii Potraw. Jadać na mieście. Od kiedy Nigella uchodzi za największy autorytet w dziedzinie kulinariów (ostatnio widziałam, jak podawała przepis na makaron z Marmite. Brrr), wielu ludziom wydaje się, że skoro potrafią wyprodukować własnoręcznie makaron z klopsikami, należy im się co najmniej jedna gwiazdka Michelina. Cóż, nie zamierzam podejmować prób wyprowadzania ich z błędu. W końcu grunt to czuć się dobrze na swój temat. Boleję nad tym tylko odrobinę, bo mam awersję do wszystkiego, co snobistycznie modne. Grozi mi zatem, że będę musiała przestać jeść. Co jest bardzo smutne, ponieważ to kocham, ale co ważniejsze, podobno jeśli się nie je, to się umiera. Zatem przez Nigellę stanę się ofiarą popkultury.

Ale właściwie to miałam zupełnie o czymś innym.

Życie naśladuje sztukę

Poszukując w internecie coraz to nowszych przepisów kulinarnych na potrawy, których z braku czasu nigdy nie ugotuję, natykam się na prawdziwe osobliwości. Otóż okazuje się, że inwencja i zaangażowanie fanów są zaiste imponujące. Nie tylko maniakalnie oglądają filmy lub seriale, czytają książki, produkują wirtualne tomiszcza przygód swoich ulubionych bohaterów, rysują ich, malują, przebierają się w identyczne stroje oraz tworzą z kartonu scenografię filmową. Oni również upierają się, żeby jeść i pić to samo, co bohaterowie ulubionych dzieł. Mogłoby się wydawać, że to żadna sztuka. Owszem, kiedy chodzi o zmieszanie Cosmopolitana. Ale jak zrobić piwo kremowe, coś, co przed Harrym Potterem w ogóle nie istniało? Z pomocą przychodzą, znów, kulinarne blogi (oraz producenci, którzy zwęszyli zysk).

Śródziemie
Wprawdzie Tolkien nie podawał konkretnych przepisów, ale umieścił w powieściach wystarczająco dużo wskazówek, by urządzenie uczty w hobbickim stylu stało się nie tylko możliwe, ale nawet stosunkowo łatwe. Zatem ci, którzy marzą o zjedzeniu puddingu w stylu Shire i popiciu go cydrem, jakiego nie powstydził by się Merry, powinni wejść na tę stronę i poszukać odpowiedniego przepisu.

Jeśli sam przepis to za mało, wystarczy zajrzeć tutaj: http://midearthfoodie.wordpress.com/ żeby zobaczyć zdjęcia i bardziej szczegółowe instrukcje wykonania opisywanych potraw. Najwięcej jest w sieci przepisów na lembasy (a przewiduję dalszy wzrost popularności tychże w okolicach przyszłorocznej premiery Hobbita), czyli elfi chlebek, co jest o tyle ironiczne, że w powieści miały one poniekąd magiczne właściwości, których nawet najwierniejszy fan nie jest w stanie im nadać.

Maniacy trylogii z Teksasu raz do roku spotykają się, by obejrzeć wszystkie filmy, oczywiście racząc się przy okazji tradycyjnymi posiłkami spożywanymi przez hobbity – śniadaniem, drugim śniadaniem, przegryzką, lunchem, podwieczorkiem i tak dalej. Na ich stronie znajdziecie przepis na gulasz z królika podobny do tego, który hobbity jadły na ekranie oraz szereg wielce inspirujących zdjęć.

Harry Potter

W powieściach J. K. Rowling i ekranizacjach tychże pełno jest magicznych napojów i dań – skaczących czekoladowych żab, dyniowych babeczek, jadalnych piór, gigantojęzycznych toffi itp. Producenci słodyczy, wietrząc świetny interes, spróbowali odtworzyć przynajmniej część tych wynalazków i tak bez problemu możemy kupić (oczywiście w Stanach, nie u nas) fasolki wszystkich smaków, eksplodujące czekoladki itp.

Z chwilą otwarcia The Wizarding World of Harry Potter™ na Florydzie asortyment jeszcze się poszerzył, a do sprzedaży weszło m.in. słynne kremowe piwo w wersji smakowej „zatwierdzonej” przez pisarkę. Bynajmniej nie zniechęciło to jednak fanów do własnych produkcji kulinarnych.

Przepisów na piwo kremowe jest w sieci mniej więcej tyle samo, co na lembasy. Jeśli chcielibyście spróbować wyprodukować je w domu, całkiem przekonujący wydaje mi się ten. W ogóle przepisy z tej strony sprawiają na mnie wrażenie potencjalnie jadalnych, a jest ich tutaj kilka.

Co ciekawe, niektórzy z takiego „gotowania z gwiazdami” zrobili swój znak firmowy i produkują prawie wyłącznie żywność inspirowaną popkulturą. Geeky Chef na przykład czerpie natchnienie z gier komputerowych i Star Treka.

Lost

Innym ciekawym przykładem fanowskiej kreatywności są quasi-kulinarne działania miłośników serialu Lost. Oczywiście można, wzorem niektórych, pracowicie wycinać z lukru plastycznego wzory na torty lub dziergać napisy na ciasteczkach. O ileż łatwiej jednak zajrzeć tutaj i po prostu ściągnąć odpowiedni szablon naklejki na opakowanie z jedzeniem.

Do ściągnięcia są wzory opakowań prawie na wszystko, m.in. na butelki z winem, owoce, krople do oczu, czekoladę i zupę pomidorową w puszce.

Gra o tron

W Grze o Jedzenie wygrywasz albo zmywasz naczynia – oto motto prowadzących blog Inn at the Crossroads. Wprawdzie nie czytałam powieści (w serialu jedzenie nie odgrywa aż tak istotnej roli), ale podobno pełno w niej opisów uczt, przekąsek, posiłków przygotowywanych przy ognisku w trakcie podróży i tak dalej. Czytający twierdzą, że to jedna z tych pozycji, przy których człowiek jest nieustannie głodny. Najwyraźniej na twórczynie bloga lektura serii działała podobnie. Zresztą jeśli nie czytało się książek, wystarczy zapoznać się z opisami nad każdym przepisem, żeby zrozumieć, dlaczego autorki wybrały akurat tę serię. Trzeba przyznać, że odrobiły pracę domową – przygotowywane przez nie dania są nie tylko stosunkowo proste, ale również wykonane ze składników, które można by bez problemu otrzymać w poszczególnych częściach Westeros. Ponadto często inspirowane są przepisami historycznymi.

Ciąg dalszy (prawdopodobnie) nastąpi.

Sezon ogórkowy

Miałam napisać długi i niezwykle inteligentny tekst, ale niestety dopadły mnie wakacje. Najpierw z powodu Nagłego Ataku Listopada nie mogłam się skupić na niczym dłużej niż 15 minut. Teraz pogoda się poprawiła, co jest świetnym pretekstem do leżenia na trawie i gapienia się w niebo, ale nie do myślenia. Na szczęście to zupełnie normalne, przecież mamy lipiec. Zatem jeśli nie udało się wam jeszcze wkręcić w wakacyjne klimaty albo spędzacie ten miesiąc, siedząc w biurze (chociaż sądząc po ilości turystów na metr kwadratowy helskiej plaży, to niewiele was tam zostało), serdecznie polecam zafundowanie sobie następującego koktajlu.

(ponoć jeśli ktoś nie prowadzi klubu kolacyjnego albo przynajmniej kulinarnego bloga, nie powinien pokazywać się w kulturalnym towarzystwie. to moja próba bycia trendy. jazzy. jak tam się teraz mówi.)

Składniki:

1 The Beach

Film ten, podobnie jak większość dzieł Danny’ego Boyla, ma totalnie spaprane zakończenie, ale wakacyjny klimat trzyma niezaprzeczalnie.

odrobina True Blood

Owszem, trudno powiedzieć, żeby mroczne bagna Luizjany miały szczególnie rozluźniającą atmosferę, ale serial nadawany jest od czerwca do września. Poza tym jego bohaterowie często występują nago, dzięki czemu możemy poczuć się prawie jak na plaży nudystów.

1 zdjęcie Sarah Shahi

Czy to nie jest najpiękniejszy tyłek letni poranek, jaki kiedykolwiek widzieliście?

lub (zależnie od preferencji)

1 zdjęcie Jake’a Gyllenhaala

Piaski Czasu = Pustynia = Ciepłe kraje = Wakacje

Do tego wcisnąć ten kawałek.

Ten też się świetnie nada.

Można doprawić lekturą. Jeśli ktoś lubi na ostro, polecam Poradnik Domowy Kilera (idealna mieszanka akcji, czarnego humoru i barwnych charakterów).

Wolicie wytrawne? Dorzućcie eseje Anne Fadiman o literaturze.

A dla tych, którzy preferują słodkie, idealne będzie Życie Wśród Dzikusów Shirley Jackson. Wprawdzie trzeba się trochę naszukać na allegro, ale książka warta jest wysiłku. (okładka wydania amerykańskiego)

Przygotowanie:

Całość wymieszać. Wstrząsnąć. Wypić. Klimat wakacyjny gotowy.

Odważna drażni

Pisałam już tutaj o nowej produkcji Pixara, Brave (Odważna). Teraz w sieci pojawił się teaser do filmu. A ponieważ bardzo lubię:

a. filmy animowane

b. dziejące się w Szkocji

c. których bohaterkami są dziewczyny

d. rudowłose dziewczyny

po prostu nie mogę się już doczekać. A wy?

(Oczywiście prawidłowa odpowiedź brzmi „a my nie”. Pytanie za 20 punktów – do czego to nawiązanie? Pierwsza osoba, która zgadnie, dostanie ode mnie wirtualnego całusa w czółko.)