Cudowne i wspaniałe

Po przeczytaniu tego tekstu, o którym pisałam więcej we wpisie Bo ja nie jestem jak inne, w pierwszej chwili pomyślałam o stworzeniu listy ulubionych postaci kobiecych. Takich, które często padają ofiarą wspomnianego w tekście hejtu, moim zdaniem niesłusznie, bo są cudowne i wspaniałe. I to właśnie będzie taka lista, bynajmniej nie wyczerpująca tematu dobrze napisanych postaci kobiecych. Ale najpierw jeszcze dwa słowa o postaciach kobiecych w ogóle.

Nie chcę się znów zanadto rozpisywać na temat, na który pisałam już niejeden raz i pewnie wiele razy jeszcze napiszę. W dużym skrócie – chociaż tyle się dzieje w temacie tworzenia ciekawych postaci kobiecych i obalania stereotypów, zauważam niepokojącą tendencję wśród feministek (zdaje się, że ta tendencja dotyczy również wielu innych spraw, nie tylko kultury). Kiedyś cieszyła każda postać kobieca, która choć trochę wyłamywała się ze schematu. Dziś tych postaci mamy w popkulturze całkiem sporo, ale feministki wciąż nie są zadowolone. Na pojawiających się w filmach czy serialach postaciach dokonuje się wiwisekcji, sprawdzając pod każdym kątem, czy aby są wystarczająco „poprawne” feministycznie. I tak oto Hermiona Granger nie będzie wystarczająco dobra, bo za rzadko walczy, a za dużo się uczy, Katniss nie będzie wystarczająco dobra, bo zamiast rozpętać rewolucję, myśli o swoich uczuciach do Peety, Danearys Stormborn nie będzie wystarczająco dobra, bo zakochuje się w niewłaściwych mężczyznach. Rozumiecie, o co mi chodzi?

Tymczasem nie ma takiej postaci, która byłaby wystarczająco dobra, bo mamy do czynienia ze sprzecznymi oczekiwaniami. I nie mówię tu już nawet o oczekiwaniach ze strony tak zwanej grupy dominującej, ale o naszych własnych oczekiwaniach – nas, współczesnych kobiet, feministek. Każda ma trochę inne doświadczenia, inny charakter, inne priorytety. Patrząc na postacie kobiece, czując do nich niechęć, powinnyśmy spróbować oddzielić to, co nasze własne, od tego, co ogólne. Co z tego, że taka na przykład Cersei z naszego punktu widzenia jest koszmarną babą? Jest doskonale napisaną, spójną postacią. A że niesympatyczną to już zupełnie inna sprawa. Niesympatyczna nie znaczy niefeministyczna.

I tutaj przechodzę do sedna sprawy – chciałabym, żeby kobiece bohaterki oceniano tak samo jak męskich bohaterów – pod względem ich spójności psychologicznej, tego, czy są ciekawe, fascynujące, dobre. Żebyśmy dotarli wreszcie do punktu, kiedy nie trzeba się zastanawiać – feministyczne czy nie? Ale do tego momentu chyba droga jest jeszcze daleka… Czuję się tym ostatnio bardzo zmęczona.

I jeszcze jedna drobna rzecz, której nie rozumiem. Powiedzcie mi, dlaczego kobiety nie robią squee! na inne kobiety? Dlaczego członkinie fandomów fascynują się Cumberbatchem, Fassbenderem, Whitshawem, Hiddlestonem, a nie fascynują się Emily Clarke, Felicią Day, Ellen Page, Jennifer Lawrence (i/albo granymi przez nie bohaterkami)?

Jak można nie fascynować się Ellen Page? Ona umie żonglować!

Zakładam, że wynika to głównie z faktu, że dla kobiet inne kobiety nie są obiektami seksualnymi, ale czy naprawdę tylko o to chodzi w fandomie? Przecież szanse na to, że kiedykolwiek prześpimy się z Cumberbatchem są takie same, jak szanse na to, że prześpimy się z Jennifer Lawrence, czyli żadne. Tymczasem on jest uroczy w bardzo nieporadny sposób, a ona popełnia gafę za gafą. On rumieni się, kiedy jest mowa o Cumberbitches, ona – kiedy wspomina swoje pierwsze spotkania ze znanymi aktorami. Dlaczego wypada zachwycać się szaliczkiem Sherlocka i jego wysokimi kośćmi policzkowymi, a nie wypada zachwycać się dołeczkami w policzkach i fantastyczną kurtką skórzaną Katniss?

I po tym przydługim wstępie oto postaci, które moim zdaniem jak najbardziej zasługują na zachwyt.

Katniss Everdeen (The Hunger Games)

katnissAMANDA WINTERSTEIN

Autorka: Amanda Winterstein

Tara Thornton (True Blood)

tara_thorton__by_mirandajane

Autorka: mirandajane

Hermione Granger (Harry Potter)

Hermione_by_MirrorCradle

Autorka: Abigail Larson (polecam też inne jej prace, są naprawdę fantastyczne)

Dana Scully (X-Files)

dana_scully_by_firstfruits-d4tr9rc

Autor: firstfruits

Daenerys Targaryen (Pieśni Ziemi i Ognia)

3756_b4ae_500

Autor: Dejan Delic

Kalinda Sharma (The Good Wife)

kalinda-sharma-fan-art-kalinda-sharma-34431100-825-1218

Autor: Kwestone

Anita Blake (Anita Blake)

Anita_Blake_by_Frizelle

Autorka:  Frizelle

Kate Austen (Lost)

LOST__KATE_by_Mr_FunnyFace

Autor: Mr Funny Face

PS. Mam wrażenie, że ten blog nieco mimowolnie skręcił ostatnio mocno w stronę feministycznego rantu. Z jednej strony wydaje mi się, że właściwie co w tym złego, że piszę głównie o kobietach, skoro większość internetu pisze głównie o mężczyznach. Z drugiej strony – trochę się obawiam, że paplam w kółko o tym samym i widzę wszystko przez pryzmat jednego (choć wielce złożonego) problemu. W każdym razie chyba w kilku najbliższych postach postaram się omijać z daleka tematy genderowe. Chyba, że macie wyraźne życzenie, żeby było inaczej. Wtedy się dostosuję 🙂

PS.2. Następny wpis będzie najprawdopodobniej o Rivers of London i o Panu Lodowego Ogrodu oraz o tym, dlaczego ten pierszy trzeba przeczytać, a drugi można sobie darować.

W mroku czyli The Fall

Widz zasiadający przed telewizorem to widz specyficzny – najczęściej zmęczony po całym dniu pracy, ma wszystkiego po czapeczkę i przede wszystkim chce się rozerwać. Chce tych samych bohaterów, których widział tydzień wcześniej, bo nie ma ochoty domyślać się, kto jest kim i dlaczego. Jeśli coś go drażni, po prostu zmieni kanał. Chce odpocząć. Dlatego seriale stosunkowo rzadko są odzwierciedleniem rzeczywistości i nawet dramaty nieczęsto skupiają się na problemach, które faktycznie mogłyby się nam przytrafić. Widzimy zazwyczaj ładniejszą, bardziej wygładzoną i mniej drastyczną wersję wydarzeń. Ale raz na jakiś czas pojawia się serial, po którym w człowieku coś drga. W trakcie oglądania którego myśli „tak to musi wyglądać naprawdę i nie ma w tym nic przyjemnego”. Miałam podobne przemyślenia kiedyś, w trakcie oglądania doskonałego polskiego serialu policyjnego Pitbull i tak czułam przez ostatni tydzień, nadrabiając The Fall.

The Fall Series One

Wyprodukowany przez BBC Northern Ireland i rozgrywający się w Belfaście The Fall jest opowieścią o łowcach. Paul Spector (Jamie Dornan, znany z Once Upon a Time) to seryjny morderca, Stella Gibson (Gillian Anderson) jest przybyłą z Londynu policjantką, która go szuka. Nic nowego w kwestii zarysu fabuły – takich seriali widzieliśmy już tysiące. Diabeł tkwi jak zawsze w szczegółach, a w tym przypadku – w postaciach mordercy i policjantki. Paul Spector wydaje się bowiem zupełnie normalnym, przeciętnym człowiekiem. Ma żonę, dwójkę dzieci, pracuje jako terapeuta z ludźmi pogrążonymi w żałobie. Nie jest pozbawionym uczuć psycho lub socjopatą. A jednak nocami morduje kobiety.

Zupełnie inaczej jest ze Stellą Gibson. Fantastycznie zagrana przez Gillian Anderson londyńska detektyw jest przeciwieństwem przeciętnej kobiety. Nie ma męża ani dzieci, ma za to ukończonych kilka fakultetów. Jest gotowa mieszkać w pracy aż do momentu rozwiązania sprawy. Nie jest jednak ani obsesyjnie skupiona na mordercy, ani nie traktuje pracy jako swojego jedynego celu w życiu. Po prostu jest gotowa zrobić wszystko co w jej mocy, żeby powstrzymać mordercę, zanim popełni kolejną zbrodnię.

Hill Street Blues

Stella Gibson jest najbardziej feministyczną bohaterką, jaką widziałam w telewizji.

Chociaż i ten schemat postaci brzmi znajomo, DSI Gibson nie jest li i jedynie mężczyzną w spódnicy. Wręcz odwrotnie – jej kobiecość i seksualność odgrywa bardzo ważną rolę w rozwoju fabuły i w ogóle stanowi istotny element przedstawionego świata. W jakimś sensie Stella Gibson i Paul Spector są do siebie podobni – oboje zdeterminowani, ambitni, skupieni na swoich zadaniach. Jednak nie są dwoma stronami tej samej monety. Raczej dwiema siłami, które muszą się ze sobą zmierzyć. Jest to o tyle paradoksalne, że płeć obu postaci określa je bardzo silnie. Stella Gibson – chłodna, opanowana, piekielnie inteligentna, a jednocześnie (ale nie przede wszystkim!) seksowna i piękna – ma władzę i przewagę nad kolegami z zespołu pod każdym względem. Tymczasem Paul, choć równie inteligentny i przystojny, jest jednocześnie kimś, komu ziemia usuwa się spod nóg. W starciu ze Stellami Gibson tego świata stoi na przegranej pozycji i wie o tym. Może zapanować nad kobietami w swoim życiu tylko w jeden sposób – mordując je. Twórcy serialu wydają się sugerować, że w społeczeństwie dochodzi do przetasowania. Kobiety nie są już tylko ofiarami. Stały się pełnoprawnymi partnerami, a w wielu przypadkach przewyższają swoich partnerów, współpracowników, mężów.

W serialu pojawia się zresztą cała masa drobnych feministycznych smaczków, których nie będę tu opisywać, żeby nie psuć przyjemności z oglądania. Przytoczę tylko jeden przykład – w pewnym momencie okazuje się, że jeden z pracujących na posterunku policjantów jest skorumpowany, zamieszany w handel narkotykami i w dodatku ma romans z żoną partnera. Kiedy jego przełożony chce odebrać mu służbową broń, policjant strzela sobie w twarz. W kolejnej scenie widzimy mężczyznę w stanie kompletnego szoku, wyprowadzanego z gabinetu i pocieszanego przez spokojną Gibson, która całkowicie panuje nad sytuacją. Pokażcie mi drugi serial, w którym pojawiłoby się podobne odwrócenie ról.

the fall dornanNie polecam tego serialu samotnie mieszkającym kobietom, chyba, że planują przez następny miesiąc spać na kanapie w domu rodziców.

Zachwyciłam się The Fall też niewątpliwie dlatego, że należy do mojego ulubionego gatunku – realistycznego, ponurego, ciężkiego serialu policyjnego. Takiego, po obejrzeniu którego człowiek ma wrażenie, że czymś się ubrudził, a świat przez moment wygląda, jakby patrzyło się na niego przez ciemny filtr. The Fall to nie tylko doskonale skonstruowane postacie, ale również, a może przede wszystkim, wciągająca fabuła. I tutaj należy zaznaczyć, że jest to jeden z najbardziej przerażających seriali, jakie kiedykolwiek widziałam. Dlaczego? Ponieważ akcja rozgrywa się tak, jakby mogła mieć miejsce tuż za rogiem. Oglądając, mamy wrażenie, że niemal każdy z naszych znajomych może okazać się zwyrodnialcem, a ofiarą – nie tylko my sami, ale i nasi bliscy. (Swoją drogą motyw dzieci, które zamiast stać się bezpośrednimi ofiarami wydarzeń, są ich uważnymi świadkami, jest kolejnym ogromnie poruszajcym i doskonale przemyślanym elementem fabuły.) Przestajemy czuć się bezpiecznie we własnym domu. Widzimy, że iluzja bezpieczeństwa, którą dają nam zamknięte na klucz drzwi i sąsiedzi za ścianą, jest właśnie tym – iluzją. Mordercy nie potrafiłby powstrzymać nikt z nas. Jest od nas silniejszy, sprytniejszy, a przede wszystkim – on jest przygotowany, a my nie. On chce nas skrzywdzić, a my nie będziemy potrafili się obronić. I to jest przykra prawda – zło dzieje się wokół nas, a my nie tylko nie chcemy go widzieć, ale jesteśmy w jego obliczu kompletnie bezradni.

Jeśli więc należycie do kategorii widzów, którzy od seriali wymagają przede wszystkim, żeby były zabawne, wizualnie wysmakowane, odprężające i pozwalające zapomnieć ć o ciężkim dniu pracy, nie sięgajcie po The Fall. Co prawda w trakcie seansu z pewnością zapomnicie o wszystkim wokół, ale za to potem możecie mieć problemy z zaśnięciem.