I feel stupid

Gdybym musiała cofnąć się w czasie do jakiegoś okresu z mojego życia (do czego, prawdę mówiąc, specjalnie bym się nie paliła), mogłabym skoczyć o dziesięć lat wstecz albo może do okresu dzieciństwa. Ale nigdy, przenigdy, za żadne skarby nie chciałabym wrócić do momentu, kiedy miałam naście lat. Bycie nastolatkiem to z mojej perspektywy koszmar i horror w ciapki. Zero pewności siebie, człowiek skazany na jedno szkolne towarzystwo i ten ciągły przymus podobania się. Brr.

I feel stupid doskonale pokazuje ten stan. Główna bohaterka to istota ewidentnie nieprzystosowana do rzeczywistości – nie maluje się, nie stroi i nie zależy jej na tym, żeby podobać się chłopakom. Hobby, które jeszcze do niedawna było „cool”, nagle już jej nie przstoi. Musi odnaleźć się w tym nowym świecie wczesnej dorosłości. Tylko jak?

Ten film to prawdziwa perełka. Reżyseria, scenariusz, zdjęcia, aktorstwo – wszystko gra. W dodatku opowiada o dorastaniu dziewcząt, co się jak wiadomo rzadko się zdarza w kinematografii. Reżyserką jest kobieta, Milena Pastreich. Film ma również kobiecą scenarzystkę, Anę Lily Amirpour. Być może słyszeliście o niej przy okazji jej filmowego debiutu, który narobił sporo szumu w Sundance – A Girl Walks Home Alone At Night.

Bardzo polecam.

Dzień obciachu 2015, czyli dlaczego nie piszę

Pamiętacie, jak dwa lata temu ogłosiłam 11 lipca Dniem Obciachu? Nieważne, ja też właściwie o tym zapomniałam. Ale niedawno mi się przypomniało, bo znów minął ponad miesiąc, odkąd ostatnio coś tu napisałam i ciągle nie mogę się zebrać, żeby to zrobić. To jest, jak sądzę, największy aktualnie obciach, przynajmniej jeśli chodzi o ten blog.

Nie chodzi o to, że brakuje mi weny. Bynajmniej. Mam rozgrzebanych kilka wpisów, a pomysłów „na później” cały notatniczek. Dopadła mnie inna blogerska choroba – brak poczucia, że moja pisanina ma sens. Wydaje mi się, że wszystko, co wymyślę, jest wtórne, a jeśli nie wtórne, to niewystarczająco dopracowane. A czasu na dopracowanie brak, bo dzieci, praca i inne życiowe okoliczności. Nie mogę pisać wpisów wystarczająco dobrze, więc nie piszę ich wcale.

Nie oznacza to jednak, że popkultura przestała mnie interesować, albo że nie mam ochoty na dialog z innymi jej uczestnikami. Wręcz przeciwnie, potrzebę taką posiadam i wydaje mi się, że zdaje się ona raczej rosnąć niż maleć. Lubię też słuchać, co inni mają do powiedzenia w tematach, które mnie interesują, nawet jeśli mój udział w jakimś zjawisku ogranicza się do czytania o nim (hello, gry komputerowe i RPGi).

O ile założenie strony bloga na FB zawsze wydawało mi się pomysłem megalomańskim (nie, że w ogóle, tylko odnośnie mojego bloga, który ma niezbyt powalającą liczbę odwiedzin i fanów), o tyle ostatnio doszłam do wniosku, że może być ona fajną platformą wymiany myśli i opinii. Chciałabym jednak, żeby nie było to tylko miejsce, gdzie będę wrzucać linki czy złote myśli. Wolałabym bardziej „demokratyczny” twór. Dlatego zdecydowałam, że zamiast stworzyć stronę bloga, zrobię po prostu grupę.

Oto więc Kacza Zupa: Forum Wielbicieli Popkultury. Kto chce, niech dołącza. Kto chce pisać, niech pisze, kto nie chce, może tylko czytać. Recenzje, linki i polecanki mile widziane.

Zapraszam.

Mam nadzieję, że się tam spotkamy.