Zamiast spamu #14

Jak się Skandynawowie zabiorą za robienie muzyki, to aż ciarki przechodzą.

Na początek trochę tematów z zakresu LGBQT.

A poza tym:

A także paląca kwestia damskiej garderoby.

2f13a12a51b438ae1238f239f855836e

Dwie panie z początku ubiegłego wieku w męskich strojach. Ilustracja stąd.

I jeszcze z naszego rodzimego blogowego poletka.

Historia kobiet: Dorothy Parker

dorothyparker_feat

Résumé

Żyletka? – krew, nieporządek;
Rzeka? – moczy;
Tabletka? – zła na żołądek;
Kwas? – szczypie w oczy;
Rewolwer? – a zezwolenie?
Pętla? – pęka w pierwszym użyciu;
Gaz? – czuć go wszędzie szalenie;
Lepiej już pozostać przy życiu.

Tłum. Stanisław Barańczak

O Dorothy Parker usłyszałam pierwszy raz stosunkowo niedawno, chociaż w historii amerykańskiej poezji pełni ona bardzo ważną rolę. Kolejne pokolenia wychowują się na jej wierszach, przejmujących i pełnych czarnego humoru, poruszających bez zakłamania tematykę miłości i związków, depresji i śmierci. Czytając o posiedzeniach grupy artystów, której była częścią, przy okrągłym stole w hotelu Algonquin, nie sposób nie myśleć o naszym rodzimym „Pod Pikadorem” i o Skamandrytach, a zwłaszcza o Słonimskim – Parker również znana była z sarkastycznych recenzji teatralnych. W późniejszych latach pisała też opowiadania, scenariusze i artykuły.

portableparker

Szczyt jej sławy przypada na lata międzywojenne, a była ona tak wielka, że pisarce często przypisywano powiedzonka, których wcale nie była autorką, bo w przekonaniu ludzi jeśli coś było śmieszne, z pewnością musiało wyjść z jej ust. Wydany w 1944 roku zbiór jej utworów „The Portable Dorothy Parker” do dziś pozostaje w sprzedaży, jako jeden z trzech z serii „portable” (pozostałe to dzieła Williama Szekspira i Biblia). Parker cieszy się więc w Ameryce wielkim poważaniem, podczas gdy u nas pozostaje niemal nieznana. Wydano jedynie dwa tomy jej opowiadań, które, chociaż ciekawe, stylistycznie i tematycznie nieco się zestarzały. Natomiast wciąż aktualne, genialne wiersze w większości nie zostały przetłumaczone na polski. Udało mi się znaleźć zaledwie dwa w tłumaczeniu Barańczaka, zapewne są jeszcze inne, pochowane po różnych wydaniach „Literatury na świecie”, ale nie wystarczyło mi samozaparcia, żeby do nich dotrzeć.

“The best way to keep children at home is to make the home atmosphere pleasant, and let the air out of the tires.”

Dorothy urodziła się w 1893 roku, w zamożnym domu Rothshildów (ale nie tych), jako ostatnia z czwórki rodzeństwa. Była raczej szczęśliwym dzieckiem do czasu, kiedy umarła jej mama. Pięcioletnia wówczas Dorothy nabrała przekonania, że jest odpowiedzialna za śmierć matki (pani Rothshild urodziła córkę, mając czterdzieści dwa lata i ciąża nadwyrężyła jej zdrowie) i nigdy się tak naprawdę tego wrażenia nie pozbyła. Co gorsza, ojciec dziewczynki wkrótce ożenił się ponownie. Dorothy nie znosiła nowej żony ojca, nazywała ją „gospodynią”. Podobno była okropną osobą, ale czy rzeczywiście? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Tak czy inaczej, ona również padła ofiarą „klątwy Dorothy” i zmarła, kiedy dziewczynka miała dziewięć lat. Dorothy czuła się teraz odpowiedzialna nie tylko za śmierć matki, ale również macochy – tak źle jej życzyła, że coś musiało się zdarzyć.

Wydarzenia te mocno wpłynęły na sposób widzenia świata poetki. Była nieufna, zamknięta w sobie. Kobiety portretowała bardzo surowo. Zwłaszcza matki, które w jej twórczości były zimne, nieobecne, nie dające pociechy, zaabsorbowane sobą. Ale innym też się dostawało. Choć serię „A Hate Song” zaczęła od kobiet, później nienawidziła też m.in. mężczyzn, krewnych, artystów, cyganerii i przyjęć. Jeden z moich ulubionych wierszy jej autorstwa zaczyna się tak:

Frustration
If I had a shiny gun,
I could have a world of fun
Speeding bullets through the brains
Of the folk who give me pains (…)

[Frustracja
Gdybym miała strzelbę nową
Bawiłabym się morowo
Posyłając serię kulek
Tym, przez których cierpię bóle (…)
Nieudolne tłum. moje]

„Four be the things I’d been better without:
Love, curiosity, freckles, and doubt.”

Dorothy nigdy nie skończyła szkoły. Najpierw uczęszczała do prowadzonej przez zakonnice nowojorskiej placówki, której nienawidziła z całego serca. Doprowadzała przy tym swoje nauczycielki do szału. Jedna z najbardziej znanych anegdot mówi, że Dorothy specjalnie myliła „niepokalane poczęcie” („immaculate conception”) ze „spontanicznym samozapłonem” („spontaneous combustion”). W późniejszych latach uczęszczała do prestiżowej Miss Dana’s School, gdzie uczyła się łaciny, historii, matematyki, geografii i filozofii. Jak na szkołę dla dziewcząt, była to bardzo postępowa placówka. Mimo to Dorothy przerwała naukę z nieznanych przyczyn w wieku 15 lat i już nigdy do niej nie wróciła. Z ojcem, podwójnym wdowcem, mieszkała do jego śmierci. Zmarł, gdy miała dwadzieścia lat.

Young_Dorothy_Parker

Młoda Dorothy.

Wkrótce potem wyprowadziła się z rodzinnego domu, wynajęła pokój (niesłychane w przypadku dziewczyny o jej pozycji społecznej) i zaczęła zarabiać na życie graniem na pianinie w szkole tańca. Pytana o to później, twierdziła, że musiała iść do pracy, bo ojciec nie zostawił jej nic w spadku. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Niezależnie od przyczyn, dopiero po śmierci ojca Dorothy zaczęła być sobą – samodzielną, dowcipną młodą damą, która przebojem wdarła się na towarzyskie i kulturalne salony Nowego Jorku.

“I require three things in a man: he must be handsome, ruthless, and stupid.”

W 1917 roku Dorothy Rothschild wyszła za mąż za Edwina Ponda Parkera II. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Parker był przystojny i pochodził z dobrej rodziny, a Dorothy nie mogła uwierzyć, że zakochał się właśnie w niej, bo nie uważała się za osobę atrakcyjną. Niestety zaraz po ich ślubie Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny, a Edwin pojechał na front. Kiedy wrócił, był wrakiem człowieka. Już wcześniej lubił alkohol, a frontowe przeżycia sprawiły, że sięgnął również po morfinę. Straumatyzowany i uzależniony, nigdy nie wrócił do formy. Tymczasem Dorothy była prawdziwą gwiazdą, kochał ją cały Nowy Jork. Mieli ze sobą coraz mniej wspólnego. W 1928 roku pisarka wystąpiła o rozwód. Parker zmarł pięć lat później.

“What fresh hell is that?”

Choć coraz bardziej popularna, Dorothy nie radziła sobie z rzeczywistością. Z trudem nawiązywała relacje z innymi, wiecznie schowana za maską sarkazmu i ironii. W dzieciństwie nauczyła się nie okazywać uczuć i całe życie płaciła za to wysoką cenę. Oto jeden z jej najbardziej przejmujących wierszy.

Interior

Her mind lives in a quiet room,
A narrow room, and tall,
With pretty lamps to quench the gloom
And mottoes on the wall.

There all the things are waxen neat
And set in decorous lines;
And there are posies, round and sweet,
And little, straightened vines.

Her mind lives tidily, apart
From cold and noise and pain,
And bolts the door against her heart,
Out wailing in the rain.

parker-dorothy-parker-misty-poodle-1953

Jak wielu ludzi, którzy zawodowo rozśmieszają innych, cierpiała na depresję. Leczyła ją alkoholem, który oczywiście tylko pogłębiał problem, zamiast go rozwiązywać. Była osobą pod każdym względem nietypową, co również nie ułatwiało jej życia. Kompletnie nie umiała prać ani gotować, zdarzało jej się jeść bekon na surowo, jeśli akurat nie miała nikogo do pomocy. Uwielbiała za to psy i zawsze miała ich co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście. Była złośliwa dla innych, ale sobie również nie pobłażała. W jednym z wierszy, „Symptom Recital”, pisała o sobie tak:

(…) I’m disillusioned, empty-breasted.
For what I think, I’d be arrested.
I am not sick, I am not well.
My quondam dreams are shot to hell.
My soul is crushed, my spirit sore;
I do not like me any more. (…)

Po rozwodzie z pierwszym mężem Dorothy romansowała z różnymi mężczyznami. Jeden z tych romansów, z Charlesem MacArthurem, znanym uwodzicielem, zakończył się ciążą, którą Parker usunęła. Do problemów, które miała od zawsze, doszło jeszcze złamane serce i Dorothy po raz pierwszy targnęła się na swoje życie. Później próbowała się zabić jeszcze trzykrotnie, za każdym razem nieskutecznie.

“I’d rather have a bottle in front of me than a frontal lobotomy.”

W 1934 roku Dorothy wyszła za mąż po raz drugi, za jedenaście lat młodszego Alana Campbella, aktora i początkującego scenarzystę. Para wyprowadziła się do Hollywood, gdzie wspólnie napisali scenariusze do kilkunastu filmów. Jednak trudno ich małżeństwo nazwać szczęśliwym. Parker była już wtedy alkoholiczką. Campbell był biseksualny, a do tego miał poważny romans, kiedy w czasie drugiej wojny światowej przebywał w Europie. Po zakończeniu wojny rozwiedli się, tylko po to, żeby trzy lata później związać się ponownie. Byli małżeństwem do 1963 roku, kiedy Campbell popełnił samobójstwo, przedawkowując leki. Wkrótce potem Dorothy powiedziała w wywiadzie: „Gdybym miała odrobinę przyzwoitości, byłabym martwa. Wszyscy moi przyjaciele nie żyją.”

“That would be a good thing for them to cut on my tombstone: Wherever she went, including here, it was against her better judgment.”

Być może najciekawszym elementem biografii Parker jest fakt, że przez większość życia była zagorzałą aktywistką. W latach trzydziestych protestowała przeciwko uwięzieniu i skazaniu na śmierć Sacco i Vanzettiego, dwóch włoskich anarchistów. Później angażowała się w inne działania, była współzałożycielką Hollywoodzkiej Ligi Antynazistowskiej, działa w lewicowych organizacjach. Były to czasy McCarthy’ego i Parker znalazła się na czarnej liście. Musiała wyjechać z Hollywood. W ostatnich latach życia nie pracowała wiele, nie była w stanie z powodu nałogu. Piła tak dużo, że jedna z nowojorskich destylarni nazwała na jej cześć swój gin.

dorothy-parker-back

Zabawne, że akurat gin nazwano jej imieniem. Dorothy wolała whiskey. Również widoczny na etykiecie dwuwiersz nie jest jej autorstwa.

Utrzymywali ją przyjaciele. Zmarła cztery lata po swoim mężu, w 1967 roku, na zawał serca. Nawet po śmierci pozostała idealistką – cały swój majątek zapisała w testamencie Martinowi Lutherowi Kingowi.

„Excuse my dust.”

W to, co stało się z prochami Dorothy Parker, aż ciężko uwierzyć. Kiedyś zapytano ją o epitafium dla samej siebie. Odpowiedziała: „Excuse my dust” („Przepraszam za prochy”). Okazało się, że to słowa prorocze. W ostatnich latach życia Dorothy opiekowała się jej przyjaciółka Lillian Hellman, która liczyła na spadek (głównie chodziło o prawa do twórczości). Kiedy Lillian dowiedziała się, że nie ona jest adresatką ostatniej woli Parker, była tak wściekła, że nie przekazała domowi pogrzebowemu, co zrobić z prochami. Przeleżały więc one sześć lat na półce. Po tym czasie zostały przesłane adwokatowi Dorothy, który również nie wiedział, co z nimi zrobić, więc włożył je do szafki w swoim gabinecie, gdzie stały kolejne piętnaście lat.

newplaque

Źródło: DorothyParker.com, zdjęcie: Kathy Gadziala

Dopiero wtedy National Association for the Advancement of Colored People, które przejęło prawa do spadku po Martinie Kingu, upomniało się o prochy Parker. Zostały one pochowane w należącym do organizacji ogrodzie w 1988 roku, dwadzieścia jeden lat po śmierci poetki.

Polecam również:

Tekst jest częścią serii „Historia kobiet”. W poprzednim tekście pisałam o Zeldzie Fitzgerald.

Dick lit, czyli jak sprzedać książkę

Pamiętacie, jak Geena Davis powiedziała, że jeżeli filmowych bohaterek będzie przybywać w dotychczasowym tempie, osiągniemy równość za jakieś 700 lat? To dotyczy nie tylko filmu. Odnoszę wrażenie, że w kulturze permanentnie robimy krok do przodu, a potem dwa kroki w tył, przynajmniej w temacie równego traktowania płci. Ostatnio doskonałym przykładem tego zjawiska jest tak zwany chick noir. „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins i „Zaginiona dziewczyna” (Gone Girl) Gillian Flynn to dwa wydawnicze hity, na tyle popularne, że doczekały się ekranizacji. Wyznaczają też one nowy trend w literaturze kryminalnej. Akcja powieści rozgrywa się w tak zwanych normalnych rodzinach, jej bohaterowie mieszkają na przedmieściach, pochodzą z klasy średniej. Wyróżnia je tematyka, osnuta najczęściej wokół dramatów rodzinnych, rozpadających się związków, toksycznych relacji. Zbrodniarz nie jest przypadkowy, nie ma seryjnych morderców, czyhających w krzakach za domem. Morderstwa popełniają główni bohaterowie. Charakterystycznym elementem jest też niewiarygodny narrator, którego relacji wydarzeń z różnych powodów nie możemy zaufać.

Emily-Blunt-Girl-on-the-Train

Emily Blunt gra zaniedbaną (!), grubą (!!) i brzydką (!!!) Rachel z „Dziewczyny z pociągu”. No, ale założyli jej rękawiczki bez palców, więc od razu sprawia wrażenie osoby patologicznej.

Brzmi ciekawie, prawda? No właśnie, a do tego książki owe są bardzo często pisane przez kobiety i kobiety są również głównymi bohaterkami. Wydawcy, oprócz posługiwania się neutralnym płciowo pojęciem „domestic thriller” („thriller domowy”), ukuli na ich określenie termin „chick noir”. Zapewne po to, żeby na skomplikowanym rynku wydawniczym wskazać drogę zbłąkanym kobietom, spragnionym dobrej literatury kryminalnej. Mogłyby bowiem nie zauważyć, że oto wreszcie powstało coś specjalnie dla nich, pomyśleć, że te kryminały czytują również mężczyźni, i w związku z tym nie dotknąć ich nawet długim kijem (jeszcze by się zaraziły jakąś chorobą weneryczną! lub genderem).

Nie chce mi się pisać o tym, że mężczyźni oczywiście również te książki czytują, nieświadomi być może, że oto dotknęli literatury stworzonej dla gąsek (jak stwierdziła pewna dziennikarka, słowa „chick” w odniesieniu do kobiet nie używa się od jakichś 60 lat). Gdyby było inaczej, seksistowskie ze swojej natury Hollywood z pewnością nie zabrałoby się za tworzenie ekranizacji, bo przecież wiadomo, że kobiety nie chodzą do kina, więc nie ma sensu robić dla nich filmów.

gone girl

Opatrzmy mroczny thriller etykietką ze słowem „kurczak” w nazwie, na pewno się lepiej sprzeda.

Ale chciałabym napisać o czymś innym. Mianowicie kobiety stanowią większość nie tylko wśród osób z wyższym wykształceniem. Stanowią również większość czytelników książek. Od lat. Wyniki te potwierdzają wszystkie badania. Kobiety kupują też więcej książek. I to nie tylko romansów. Wszystkich książek. W tym również kryminałów. A zatem, moi państwo, idiotyzmem jest tworzenie szufladki z napisem „chick lit”. To jakby tworzyć zabawki z etykietką „for children”, strzelanki z napisem „FPS for boys” albo samochody „dla ludzi”.

Wydawcy najwyraźniej nie znają własnego rynku. Kobiety już są zainteresowane, nie trzeba kierować do nich kampanii reklamowych. Rynek jest nasycony i ciężko pozyskać nowego czytelnika. Dlatego księgarze powinni raczej zastanowić się, jak sprawić, by po literaturę sięgnęło więcej mężczyzn. Myślę, że najlepszym pomysłem byłyby zmiany w obrębie marki. „Dramat”, „literatura obyczajowa” – to brzmi nudno. Żaden nowoczesny mężczyzna, który znalazł właśnie chwilę wolnego pomiędzy pracą, siłownią, a pomaganiem żonie w pracach domowych, i mógłby ją spędzić na obcowaniu z (pop)kulturą, nie będzie tego czytał. Taka nazwa po prostu go nie zachęci. Tu trzeba czegoś świeżego, odkrywczego, co przekona osobę płci męskiej, że oto właśnie trafiła na pozycję idealną dla siebie.

Aby pomóc zagubionym wydawcom, przygotowałam kilka propozycji przebrandowania istniejących dotychczas gatunków.

Dick lit – Lekka i przyjemna literatura z akcentami humorystycznymi, poświęcona typowo męskim problemom ze znalezieniem pracy, lojalnych kumpli i najbliższego browaru. Przykłady: Potop, Wielki Gatsby, Paragraf 22, Obsługiwałem angielskiego króla.

Cocketry – Rymowane historyjki z morałem, poruszające tematy, na których mężczyźni znają się najlepiej, czyli kwestie filozofii, miłości, honoru i przyzwoitości. Przykłady autorów: Adam Mickiewicz, Dante, Lord Byron.

Bratwurst book – Przewodnik po niezrozumiałym i obcym terenie, jakim dla mężczyzny jest kuchnia. Dzięki kilku kuchcikom, którzy jakimś cudem dokonali niemożliwego i są w stanie odróżnić szybkowar od szatkownicy, droga ta okazuje się łatwiejsza. Przykłady kuchcików: Jamie Oliver, Heston Blumenthal, Gordon Ramsay.

Science friction – To, co mężczyźni lubią najbardziej – dużo seksu… w kosmosie. Plus maszyny, roboty i śrubki! Przykłady: Nowy wspaniały świat, Solaris, Diuna.

Mantasy – Niektórzy mężczyźni też lubią książki o elfach i krasnoludach! Dlatego powstał gatunek mantasy. Jego głównym bohaterem jest przeważnie mężczyzna, z którym ponoć łatwiej się panom identyfikować. Ten gatunek tworzony jest też zazwyczaj przez męskich autorów, dzięki czemu bohaterowie są prawdopodobni charakterologicznie i emocjonalnie. Przykłady: Pieśni lodu i ognia, Eragon, Ziemiomorze (wprawdzie autorką jest kobieta, ale nie przesadzajmy, nie można mieć wszystkiego).

Bong adult – Budująca literatura dla dojrzewających chłopców, z której dowiedzą się, czym powinni się kierować w życiu i jakie stawiać przed sobą cele. Przykłady: Buszujący w zbożu, Gra Endera, Władca much.

Jak widzimy, te w ogóle nie stereotypizujące i nie degradujące nowe, chwytliwe i adekwatne do treści nazwy dla istniejących już gatunków literackich z pewnością pomogą w podniesieniu wyników sprzedaży.

Notka na sezon ogórkowy II. Jak poczuć się dobrze w obcym miejscu

Wakacje to czas podróży, ale także – o czym się rzadko mówi – źródło stresu. Kiedy trafiamy w zupełnie nowe miejsce i wszystko jest niewiadomą, przeżywamy nie tylko pozytywne emocje. Przeważnie jesteśmy w towarzystwie bliskich, dzięki czemu łatwiej nam się oswoić. Ale zdarza się, że wyjeżdżamy w pojedynkę, z wyboru albo z konieczności, i musimy odnaleźć się w nieznanej rzeczywistości całkiem sami, a do szeregu negatywnych emocji, takich jak strach czy zmęczenie, dodać samotność i tęsknotę. Co zrobić, żeby szybciej się zaaklimatyzować? Oto moje sposoby.

  1. Mieć przy sobie telefon z dostępem do internetu.

Jesteśmy uzależnieni od internetu i wiecznie siedzimy na portalach społecznościowych. Tak przynajmniej twierdzą media. Ale rzadko tłumaczą, co takiego pociągającego jest w Facebooku. Tymczasem człowiek jako zwierzę stadne po prostu czuje się lepiej, kiedy ma kontakt z innymi, choćby wirtualny. W przypadku przymusowego odcięcia od najbliższych taki kontakt może chociaż w niewielkim stopniu przywrócić człowiekowi poczucie bezpieczeństwa.

2. Nie spać w hotelach.

IMG_20160702_222231780

Na airbnb macie szansę trafić na pokój z fotelem bujanym.

Nie lubię hoteli. Hotele są czyste, schludne i kompletnie bezosobowe. Po wyglądzie pokoju przeważnie nie sposób się nawet domyśleć, w jakim jesteśmy mieście czy kraju. Nie ma się do kogo odezwać. O ile może to być nawet przyjemne przez dzień lub dwa, na dłuższą metę bywa męczące. Dlatego polecam raczej korzystanie z pensjonatów lub hosteli, gdzie atmosfera jest luźniejsza, łatwiej zawierać znajomości i dowiedzieć się czegoś ciekawego o miejscu, w którym przyszło nam spędzić czas. A już w ogóle najlepszą moim zdaniem opcją jest wynajęcie pokoju za pośrednictwem Airbnb albo skorzystanie z couchsurfingu (nie wspominając już o finansach). Wtedy mamy niemal pewność, że ktoś na miejscu powie nam, co warto zwiedzić, a co można sobie odpuścić, gdzie zjeść, gdzie kupować i czego unikać. A do tego można poznać naprawdę fajnych ludzi i poczuć się od razu trochę bardziej jak w domu.

3. Znaleźć w okolicy księgarnię i kino.

IMG_20160702_155735879

Zamiast księgarni może być sklep z komiksami.

Nie wiem, jak wy, ale kiedy przyjeżdżam w nowe miejsce, zawsze szukam księgarni. Jeśli jestem w kraju anglojęzycznym, to zostawiam tam mnóstwo pieniędzy (staram się wtedy raczej szukać antykwariatów, żeby zupełnie nie zbankrutować). Jeśli nie, to w dużych miastach przeważnie znajdują się księgarnie anglojęzyczne, a te nieanglojęzyczne też mają angielskie sekcje. Ale lubię odwiedzać księgarnie nawet wtedy, jeśli zupełnie nic nie rozumiem z napisów na okładkach. Książka to książka, zawsze przyjemnie na nią popatrzeć. Trochę inaczej rzecz ma się z kinami. Bardzo lubię kina za granicą i staram się zawsze przejść na jakiś seans. Tutaj sprawa ma się o tyle lepiej, że niemal zawsze można trafić na angielskojęzyczny film. Trzeba tylko uważać na dubbing (a na przykład w Niemczech dubbinguje się wszystkie filmy, również te dla dorosłych). Co prawda oglądanie angielskiego filmu z duńskimi czy węgierskimi napisami robi trochę wodę z mózgu, ale cóż. Mimo wszystko kino = dom.

4. Znaleźć plac zabaw.

IMG_20160702_144444620_HDR

I pobujać się na huśtawce. Wtedy wszystko okazuje się łatwiejsze do zniesienia.

Macie własne sposoby? Przyjmę w dowolnych ilościach, bo jestem sama za granicą i trochę mi smutno.

 

 

 

Notka na sezon ogórkowy

Ostatnio mam tak mało czasu na blogowanie, że kiedy uda mi się usiąść do komputera w celu ulżenia swojej skłonności do grafomanii, odnoszę wrażenie, że powinnam zajmować się tematami trudnymi i istotnymi. Ale przecież nie zawsze tak było. Kiedyś pisałam też miłe dla oka i nie obciążające pamięci lekkie tekściki pełne zdjęć niekompletnie ubranych (lub wręcz kompletnie nieubranych) ludzi. I komu to przeszkadzało? Na pewno nie mnie. Dlatego dzisiaj, z okazji, że zaczęło się lato, a perły intelektu jakoś nie chcą rodzić się ostatnio w mojej głowie, macie zdjęcia sławnych ludziach na wakacjach.

cary grant

Cary Grant jest nader męski na plaży

shirley maclaine

Shirley MacLaine w czasie wolnym poświęca się lekturze

dorothy dandridge

Dorothy Dandridge lubiła w wakacje wsiąść do auta byle jakiego

john wayne

John Wayne nie tracił uroku nawet w zbyt obcisłych gatkach

katharine hepburn

Katharine Hepburne wygląda pięknie w chustce

Original caption: 10/28/1953-New York, NY: Lauren Bacall and Humphrey Bogart on their arrival at LaGuardia airport for a vacation visit to New York. --- Image by © Bettmann/CORBIS

Lauren Bacall i Humphrey Bogart po przylocie na wakacje na lotnisku LaGuardia w Nowym Jorku (28.10.1953) Image by © Bettmann/CORBIS

marilyn monroe

Marilyn Monroe, piękna w każdych wakacyjnych okolicznościach

n-Paris-while-filming-with-William-Holden-on-the-roof-of-the-Hotel-Raphael.

Tak samo jak Audrey Hepburn

PaulNewmanShirtless

I Paul Newman

rita hayworth selfie

Ava Gardner robiła sobie selfie w czasach, kiedy jeszcze nie było smartfonów

sean connery

A Sean Connery od zawsze był za Brexitem

A wy? Jakie macie wakacyjne plany?

Piękno i dobro – gry paragrafowe online

wehikuł czasuPamiętacie, jak na początku lat 90-tych można było tu i ówdzie dorwać wynalazek zwany grą czy też książką paragrafową? Było to nawet całkiem modne. Chodzi o takie książeczki, w których na koniec strony można było wybrać, co by się chciało dalej zrobić, a książka odsyłała do odpowiedniego paragrafu w zależności od naszego wyboru. Strasznie mi się to podobało. Czytałam ich chyba kilka, jedna z pewnością dotyczyła tematyki morsko-pirackiej. Prawdopodobnie była to książka z serii Wehikuł Czasu, którą widzicie po lewej.

Tak czy inaczej, nie raz myślałam, że internet to idealne medium do tego typu zabaw. Pisałam nawet o tym przy okazji tekstu dotyczącego Pottermore. Ale jakoś nigdy nie znalazłam nic ciekawego w temacie. Aż do przedwczoraj, kiedy przeczytałam bardzo fajny tekst Łukasza z blogu Bobrownia (który zresztą niniejszym serdecznie wam polecam – i tekst, i bloga) dotyczący gier z długą fabułą. W komentarzach zaczęliśmy rozmawiać o tym, co kto lubi w grach i Łukasz, niech mu gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie, podrzucił mi link do strony Choice of Games. A tam znajdują się dokładnie takie gry paragrafowe, jakimi się kiedyś zachwycałam, w dużej ilości i rozmaitej tematyce. I w dodatku lepsze, bo jeszcze są statystyki, które się modyfikują w miarę postępu gry i rozmaite achivementy. Część z nich jest płatna, ale są też opcje zupełnie darmowe. Najpierw zagrałam smokiem w Choice of Dragon, próbując uzyskać różne rezultaty. Teraz gram wampirem w Nowym Orleanie. A to dopiero początek.

Poza tym Łukasz podrzucił również linkę do zestawienia gier tekstowych na PCWorld, które zawiera całą długaśną listę podobnych dzieł. Jeśli więc, jako i ja, lubicie podobne zabawy, serdecznie polecam te strony. I wracam do grania.

Hania Humorek jest feministyczna

port-Hani

Chyba mam obsesję na punkcie literatury dziecięcej. Wnioskuję to z faktu, że myślałam dziś o Hani Humorek, stojąc pod prysznicem. Właśnie tam dopadło mnie olśnienie, że jest ona doskonałą feministyczną bohaterką.

Zanim napiszę, dlaczego, dwa słowa wyjaśnienia dla osób, których przestrzeń osobista wolna jest od dzieci i w związku z powyższym z Hanią się wcześniej nie spotkali. Otóż panna Humorek to siedmioletnia protagonistka serii książeczek dla dzieci autorstwa Megan McDonald. W oryginale nazywa się Judy Moody. Urodziła się w średniozamożnej rodzinie państwa Humorków, mieszka w stanie Wirginia. Ma młodszego brata Smrodka, kotkę Myszkę i kolekcję plastrów. Z pozoru jest, jak widać, zupełnie zwyczajna, skąd więc posądzenia o feminizm?

Już wyjaśniam. W punktach, żeby było czytelniej.

  1. Hania jest niegrzeczna. Pierwszy tom serii zaczyna się od wielce znaczącego zdania: „Hania Humorek miała humorek. I to wcale nie za dobry humorek. Humorek ze złą minką”. Hania ten zły humorek pokazuje. Warczy. Marudzi. Jęczy. Krzyczy. Nie ma zamiaru znosić losu ze stoickim spokojem ani tym bardziej pokorą. Bywa męcząca i upierdliwa. Niesprawiedliwa. Wredna. Mówi nieprawdę. Wyraża całą gamę negatywnych uczuć, które wszyscy mamy. Małe dziewczynki też.
  2. Hania jest fajna. To, że miewa zły humor, nie znaczy, że jest antybohaterką. Owszem, czasem się denerwuje, ale za chwilę śmieje. Wścieka się, a potem przeprasza. Jest smutna, ale daje się pocieszyć. A jednocześnie jest wygadana, zabawna, sprytna i ma ogromną wyobraźnię.
  3. Hania ma hobby. Kolekcjonuje różne rzeczy. Fascynują ją rośliny i dzikie zwierzęta, czyta książki detektywistyczne i uwielbia historię. Podsumowując ten i poprzednie punkty – Hania jest feministyczna, bo jest ludzka. To nie wydmuszka z kartonu, ale postać z krwi i kości. Hania, jak każde prawdziwe dziecko, miewa dni lepsze i gorsze. Czasem wstaje lewą nogą bez wyraźnego powodu. Czasem pokłóci się z przyjaciółmi o głupoty. Czasem wścieknie się na młodszego brata. Ale wciąż pozostaje sobą, fajną, samodzielną, myślącą dziewczynką.
  4. Hania nie jest anty-dziewczynką. Mam wrażenie, że autorom książek dla dzieci chcącym przedstawić alternatywną postać dziewczęcą zdarza się popadać ze skrajności w skrajność. Skoro bohaterka nie chodzi w różowych sukienkach, to na pewno uwielbia łazić po drzewach, pluje na jednorożce i w życiu nie miała na sobie nic z kokardkami. Wprawdzie Hania na rysunkach przedstawiana jest głównie w spodniach, a z treści dowiadujemy się, że okropnie nie lubi się czesać, ale nigdzie nie pada ani jedno słowo potępienia „dziewczęcego” stylu bycia ani pochwały „chłopięcego”.
  5. Już samo to wystarczyłoby, żeby polecać książki o Hani. Ale to jeszcze nie koniec. Jak wspomniałam, Hania interesuje się historią. Chce też zostać lekarką. Jej idolką jest Elizabeth Blackwell, pierwsza kobieta-lekarz. W kolejnej części serii Hania po wizycie w Waszyngtonie opowiada dzieciom z klasy o Sybil Ludington, bohaterce wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Maniakalnie czytuje książki o Nancy Drew. Pojawiają się też inne kobiece postacie. Takie „if you can see it, you can be it” w praktyce.

Niełatwo jest znaleźć książki dla dzieci, których bohaterkami są fajne dziewczynki. Podobnie jak w przypadku filmów, większość „uniwersalnych” książek ma za bohaterów chłopców. „Dziewczęce” najczęściej ociekają różem i lalkami Barbie. Ale Hania jest po prostu fajna. Dlatego opowieści o niej lubią nie tylko dziewczynki. Mój pięcioletni syn też.

PS. Audiobooki o Hani są fantastycznie czytane przez Julię Kamińską. Polecam.