Rowling w Londynie, czyli o powieściach Roberta Galbraitha

Stosunkowo niewiele piszę o książkach, co jest o tyle paradoksalne, że właściwie zawsze coś czytam. Moim absolutnie ulubionym gatunkiem literackim, którego pochłaniam potężne ilości, i to właściwie od najmłodszych lat, jest kryminał. Zaczynałam od powieści młodzieżowych w rodzaju Pana Samochodzika, Długiego, deszczowego tygodnia  i tak dalej. Potem przeszłam do powieści Joanny Chmielewskiej (pierwsza z nich wpadła mi w ręce na jakichś nudnych wakacjach na Mazurach, był to bodajże „Upiorny legat”, a potem poszło z górki). Dalej była Agatha Christie, płynne przejście do amerykańskich thrillerów prawniczych i medycznych i wreszcie prawdziwe odkrycie – Henning Mankell. To był prawdziwy szał, niemal wyrywaliśmy sobie w domu kolejne tomy. Dlatego też kiedy dowiedziałam się, iż J.K. Rowling, bądź co bądź autorka jednej z moich absolutnie ulubionych serii wydawniczych, wydała pod pseudonimem kryminał, wiedziałam, że na pewno po niego sięgnę.

wolanie-kukulki-b-iext24204120

Robert Galbraith, bo taki właśnie przyjęła pseudonim, jest jak do tej pory autorem dwóch powieści kryminalnych – Wołanie Kukułki i niewydanej jeszcze po polsku The Silkworm, czyli Jedwabnik (premiera 15 września, czyli tuż-tuż). Bohaterami obydwu są Cormoran Strike, prywatny detektyw, były wojskowy, który stracił nogę poniżej kolana w wybuchu miny, oraz jego sekretarka Robin Ellacott. Cormoran ma oczywiście klasyczne dla pewnego typu detektywów problemy natury finansowej i osobistej, chociaż szczęśliwie nie pije za dużo (alkoholizm Johna Rebusa niemal wpędził mnie do grobu). W ogóle obydwie powieści mają dość klasyczną strukturę – Cormoran jest doświadczony, Robin nieopierzona, on jest detektywem, ona sekretarką (chociaż z zadatkami na wspólnika), policjanci są mało kumaci, krąg podejrzanych ściśle ograniczony, podpowiedzi porozrzucane po całej fabule, a rozwiązanie zagadki przynajmniej z założenia zaskakujące. Nie jest to mój ulubiony typ kryminału, zdecydowanie wolę powieści policyjne z zacięciem obyczajowo-społecznym i możliwie jak najwierniejszym odwzorowaniem sposobu pracy stróżów prawa. Jednak te akurat książki zyskały moją zdecydowaną przychylność, a to z dwóch powodów.

Po pierwsze, jeśli jest coś, co Rowling potrafi robić naprawdę dobrze, to tym czymś jest kreowanie świata przedstawionego. W Potterze uwielbiam w końcu nie rozterki nastoletnich czarodziejów i ich dylematy dotyczące dobra i zła, ale całe tło – środowisko, animozje, architekturę, przedmioty codziennego użytku, unikalną dziedzina sportu. To wszystko składa się na cudowny opis nieznanego nam, magicznego świata, który stanowi w mojej opinii największą wartość sagi o Harrym Potterze. Podobnie jest w książkach Galbraitha – autor snuje swoją opowieść niespiesznie, wrzucając całą masę informacji o przedstawianym świecie. W pierwszej powieści odmalowuje z pewnym zacięciem satyrycznym środowisko ludzi związanych z modą, w drugiej – wydawców literatury. Akcja obydwu powieści rozgrywa się w Londynie, który też opisany jest w bardzo plastyczny, żywy sposób. Miejsce akcji w kryminałach często ogrywa rolę dodatkowego bohatera, i tu też do pewnego stopnia tak jest. To miasto kontrastów społecznych, miejsce, gdzie bogaci i biedni tworzą osobne światy, poruszając się w tej samej przestrzeni, ale nigdy nie spotykając. Sam Cormoran łączy w sobie te sprzeczności w bardzo ciekawy sposób.

thesilkworm

Drugą ogromną zaletą są postacie. Cormoran Strike to bohater, którego polubiłam niemal od razu. Robin może nie budzi natychmiastowej sympatii, ale jej postać zdecydowanie ciekawie się rozwija i przyjemnie obserwuje się zmiany, które się w niej dokonują. Do tego dochodzi paleta barwnych postaci drugo- i trzecioplanowych, również bardzo sprawnie odmalowanych. Rowling ma też talent do tworzenia postaci niesympatycznych (i całkowicie różnych od niej, vide piękne sceny, w których Cormoran nie cierpi i nie rozumie dzieci), o których jednak bardzo ciekawe się czyta. Zwłaszcza w The Silkworm takich nie brakuje.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spojrzała na fabułę pod kątem społeczno-obyczajowym. Brakuje mi nieco bohaterów o kolorze skóry innym niż biały – w końcu to Londyn, z pewnością można by ich tam umieścić na kopy. Po drugie, dotąd akcja rozgrywa się głównie w środowisku ludzi zamożnych (w końcu to raczej ich stać na usługi prywatnego detektywa), potraktowanych jednak z pewnym dystansem. Po trzecie, zastanawia mnie, jak autorka zamierza rozegrać relację Cormoran-Robin, która na razie rozwija się dość stereotypowo. Bardzo zresztą podoba mi się wątek Robin i jej nowo odkrytego powołania do pracy detektywistycznej. Choć nie jest on w żaden sposób nowy (podobny mamy przecież chociażby w Elementary), pewnego powiewu świeżości dodaje mu fakt, że Robin ma jakieś życie osobiste poza pracą i Cormoran nie jest jej jedynym punktem odniesienia w życiu. Bardzo rozbawił mnie też wątek Cormorana, który w sposób całkowicie wyrachowany idzie do łóżka z dziewczyną, żeby wyciągnąć od niej informacje na temat podejrzanych. How very The Americans of you.

Podsumowując, Rowling czy też Galbraith tworzy bardzo sprawnie napisane powieści gatunkowe. Nie są to w żadnym wypadku rzeczy nowe ani zaskakujące, ale jest w nich coś, co sprawia, że nie chce się ich kończyć (i naprawdę bardzo mnie cieszyło, że The Silkworm jest taki gruby). Wiem, że na pewno sięgnę po kolejne tomy i będę sobie dawkować lekturę, bo Londyn Cormorana Strike’a to miejsce, w którym chciałoby się zostać dłużej.

 

2 comments

  1. Popraw mnie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że Cormoran jest niebiały, podobnie część bohaterów drugoplanowych w Kukułce (ofiara, projektant mody, dziewczyna ze schroniska). Podobała mi się fabuła pierwszej powieści (drugą przeczytam jak tylko ukaże się po polsku), chociaż jako zagadka kryminalna byla dość przewidywalna, to jednak przykłuwała uwagę.

    • Tak, Lula Landry była zdecydowanie nie biała. Masz rację, w „Kukułce” przewinęło się trochę niebiałych bohaterów, jakoś już mi umknęli z pamięci. Czy Cormoran jest niebiały? Właśnie nie wiem, na pewno ma nietypowy wygląd wskazujący na pochodzenie etniczne (zwłaszcza włosy), ale nigdzie nie ma ani słowa, żeby na przykład jego siostra lub matka miały ciemny kolor skóry, a ojciec zdaje się też jest biały. Będę musiała zajrzeć ponownie i zbadać temat.

      W drugiej części zagadka kryminalna też była dość chyba łatwa do rozwikłania (jak to zazwyczaj bywa przy ograniczonej puli podejrzanych), ale właściwie mi to w ogóle nie przeszkadzało 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s