Bałagan w newsroomie

Zapowiadało się doskonale – Jeff Daniels, Aaron Sorkin, krytyka współczesnego dziennikarstwa. Ostrzyłam sobie zęby na Newsroom, zwłaszcza po bardzo dobrym pilocie. A jak wyszło? Serial okazał się mocno nierówny, a co gorsza, momentami balansujący na granicy kiczu. Czy to znaczy, że nie warto było go obejrzeć? Niezupełnie.

Zacznijmy jednak od początku. Wedle zapowiedzi Newsroom to serial o grupie osób, które próbują przywrócić honor pracy dziennikarza. W kablowej stacji telewizyjnej pragną stworzyć wiadomości z prawdziwego zdarzenia – poruszające sprawy naprawdę istotne dla kraju, a nie takie, które podbiją rankingi. Chcą obnażyć obłudę polityków, wypowiadają wojnę głupocie.  Ich „twarzą” zostaje prezenter telewizyjny Will McAvoy (Jeff Daniels), który kiedyś zrobiłby wszystko dla popularności, a dzisiaj niczym Don Kichot chce walczyć z reklamodawcami, jeśli tylko ich działania miałyby ujemnie wpłynąć na poziom prowadzonego programu.

Aaron Sorkin opowiada swoje historie w sposób bardzo specyficzny. W jego serialach nader często występuje niezbyt biały rycerz na niezbyt białym koniu, który znienacka dochodzi do wniosku, że ma dość szarości i teraz zrobi wszystko, żeby reprezentowanej przez siebie profesji przywrócić dawny blask. Dialogi w produkcjach Sorkina są błyskotliwe, ale często skręcają w stronę moralizatorstwa. Jest to zdecydowanie twórca z misją. Pytanie tylko, czy z jego misji rzeczywiście coś wynika.

Maggie, najbardziej upiorna postać w serialu.

Serial jest pełen wad, z których najgorszą jest to, że Sorkin nie idzie śladem swoich bohaterów i próbuje zapchać widza niezbyt strawną romansową papką, która ma osłodzić mu fakt babrania się w polityce i krytyce społecznej. W związku z tym wykreował iście upiorną postać Maggie – dwudziestokilkuletniej kretynki z ambicjami zostania producentem telewizyjnym. Scenarzyści Newsroomu i biedna aktorka grająca Maggie ze wszystkich sił starają się nas przekonać, że oto może kochać się w niej nie jeden, ale dwóch wartościowych mężczyzn. Bez powodzenia. Drugi wątek romansowy, rozgrywający się pomiędzy producentką wiadomości, Mackenzie MacHale, a Willem McAvoyem, też mocno kuleje. Może wynika to z faktu, że pomiędzy bohaterami w ogóle nie ma chemii. A być może problemem jest co innego – postaci kobiece są w Newsroomie sztuczne, miejscami niemal karykaturalne. Maggie i Mackenzie miały chyba w założeniu być zabawne, jednak „komediowe” sceny z ich udziałem są przeszarżowane i ni w pięć ni w dziewięć pasują do całości. Szkoda, bo widać, że aktorki mocno starają się tchnąć życie w swoje postaci. Najgorzej pod tym względem wypada finał, znacząco słabszy niż pozostałe odcinki.

Czkawką odbija się również wspomniane wcześniej moralizatorstwo i patos. Bohaterowie Newsroomu miejscami nie mówią, ale wygłaszają przemowy. Odcinek o Bin Ladenie był pod tym względem zgoła dramatyczny. Być może istotny w przypadku tego akurat odcinka jest fakt, że nie pochodzę z USA, ale mój odbiór wydarzeń był tak różny od tego, co zaprezentowano mi na ekranie, że patrzyłam na to z zażenowaniem.

Nie oznacza to jednak, że serialu nie da się oglądać. Co więcej, muszę przyznać, że obejrzałam go ze sporą przyjemnością i z pewnością powrócę do niego w drugim sezonie, chociaż twórcy będą musieli nieco mocniej się postarać, żeby zatrzymać mnie przed telewizorem.

Mimo wszystko przyjemnie ogląda się o kulisach pracy w telewizji.

Na plus trzeba zaliczyć to, że większość postaci (poza Maggie) bardzo łatwo jest polubić. Są one generalnie dobrze i spójnie napisane (poza scenami komediowymi), nawet jeśli miejscami zachowują się schematycznie. Dialogi są inteligentne i zabawne. Niektórzy mogą uznać to za wadę, ale poszczególne odcinki dotyczą autentycznych wydarzeń i różnych aspektów polityki i ekonomii USA. Dla mnie to akurat był jeden z ciekawszych elementów serialu. Dowiedziałam się sporo o różnych sprawach, o których nie miałam pojęcia, a które przecież wpływają pośrednio również na moje życie (chociażby mechanizmy działania partii politycznych w Ameryce).

Jednak najważniejszą zaletą serialu jest niewątpliwie możliwość obserwacji zmagań bohaterów z zadaniem, które sobie postawili, czyli „robić uczciwą telewizję”. Sorkin przy okazji zadaje mnóstwo ważnych pytań – gdzie jest granica, za którą można pójść na kompromis? Jaka jest rola dziennikarza newsowego? Czy naprawdę można zmienić telewizję? Czy McAvoy zachowuje się jak dupek, zarzucając innym, że się sprzedali? A może jednak ma rację? Co w rzeczywistości jest nie tak – z Ameryką i z dziennikarzami?

Trzej muszkieterowie współczesnej telewizji. Ale Sorkina tu nie znajdziecie.

Szkoda tylko, że na te pytania nie daje żadnych odpowiedzi (bo tego, co wydarzyło się w finale, w żadnym razie nie można potraktować jako odpowiedzi, raczej jako unik). Podobnie jak w przypadku Studio 60, zamiast pokusić się o głębszą analizę zjawiska, Newsroom idzie w stronę przyjemnego szoł, w którym te pytania zadaje się mimochodem, a widz odpowiedź musi dośpiewać sobie sam. Jednym słowem – Sorkin zrobił serial o tym, jak być odważnym, ale sam stchórzył. Wielka szkoda, bo uważam, że pytania, które zadaje, są jednymi z najważniejszych we współczesnej rzeczywistości. Bądź co bądź żyjemy w świecie tworzonym przez media. A Sorkin, czy mu się to podoba czy nie, też jest częścią tych mediów i w związku z tym powinien stosować zapisane przez siebie lekarstwo.

Pytanie, co będzie dalej. Wydaje się, że rozwleczenie serialu na kolejne sezony może mu tylko zaszkodzić, bo odpowiedzi raczej nie przybędzie. W przeciwieństwie do głupawych wątków obyczajowych. Obym się myliła.

Gęsi odlatują

Lato 2012 roku – będzie mi cię wielce brakowało. Byłoś miłe i ciepłe i odeszłoś stanowczo zbyt prędko. W obliczu jesieni, która po tobie nastąpiła, pozostaje mi tylko jedno – zagrzebać się po uszy w koc i nie wyjrzeć spod niego aż do wiosny.

Piękne zdjęcie bernikli kanadyjskich wykonane przez madrush08.

Albo wzorem migrującym ptaków spakować manatki i oddalić się w kierunku cieplejszych rejonów świata.

Makrokosmos

 

Nie jestem wielką fanką filmów przyrodniczych. Być może z wiekiem zapadnę na autyzm estrogenowy (przeciwieństwo autyzmu testosteronowego, o którym możecie przeczytać w powieści Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych) i będę z zapałem godnym lepszej sprawy bronić kotów w piwnicach, dzikich ptaków i przebiegających przez ulice jeży, ale póki co moja miłość do zwierząt jest raczej teoretyczna. Robię jednak pewien wyjątek dla filmu Makrokosmos, z dwóch powodów. Pierwszym jest ta piosenka.

A drugim fakt, że w filmie nie ma narratora. Im jestem starsza, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ścieżki dialogowe są właściwie w kinie elementem zbędnym.

Odmieniec Fred Bodsworth

Napisać dobry romans jest trudno. Napisać dobry romans, którego tłem są ptasie migracje, jest bardzo trudno. Napisać dobry romans, którego tłem są ptasie migracje, a jednym z głównych bohaterów – samiec bernikli białolicej, jest naprawdę bardzo trudno. A jednak Odmieniec to świetna powieść o nieco staroświeckim uroku. Gwarantuję, że po jej przeczytaniu spojrzycie inaczej na pierzaste za oknem.

A Girl Who Dreamed Geese by Isaia

Będę dziś śnić o gęsiach.

10 najlepszych odcinków X Files

Dziesiątego września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku, czyli dokładnie dziewiętnaście lat temu, telewizja Fox nadała pierwszy odcinek kultowego serialu Z archiwum X. Z tej okazji przygotowałam listę dziesięciu ulubionych odcinków serialu. Zachęcam do dorzucania kolejnych tytułów, tudzież stworzenia własnej listy.

Kolejność odcinków jest w zasadzie przypadkowa, poza jednym wyjątkiem, o którym na końcu.

Monday (sezon 6, odcinek 15)

Parszywy poniedziałek – Mulder budzi się rano i odkrywa, że jego łóżko wodne przecieka. Zalało sąsiadów, a budzik nie zadzwonił. Kiedy Mulder udał się do banku, został postrzelony, a po chwili cały bank wyleciał w powietrze.  I tak jakieś osiem razy, bo Monday to Dzień Świstaka w stylu X-Files.

Dreamland i Dreamland II (sezon 6, odcinek 4 i 5)

Jeden z moich ulubionych odcinków z elementami komediowymi.  Mulder zamienia się na ciała z niejakim Morrisem Fletcherem – śliskim typkiem pracującym dla Area 51. Morris Fletcher w ciele Muldera próbuje uwieść Scully, a w mieszkaniu agenta odkrywa dodatkowy pokój, służący dotąd jako graciarnia (to właśnie Fletcher wstawia tam łóżko wodne, które jest przyczyną katastrofy z odcinka Monday). Scena, w której Mulder jako Fletcher tańczy przed lustrem w samych gaciach – bezcenna.

Hollywood A.D. (sezon 7, odcinek 19)

Odcinek wyreżyserowany przez Davida Duchovnego. Udział wzięli: zombie-snajperzy jedzący tofurky, demoniczny biskup, pogonie wśród krypt, Garry Shandling jako agent Mulder, Tea Leoni jako agentka Scully, czerstwe dowcipy i kąpiel w pianie.

Conduit (sezon 1, odcinek 3)

Może się to wydać dziwne, biorąc pod uwagę, że zajmował on mniej więcej 50% fabuły, ale nigdy specjalnie nie zajmował mnie wątek kosmitów i porwania siostry Muldera. Być może dlatego, że nigdy do końca nie rozumiałam, co właściwie się stało (zaczęłam oglądanie od 4 sezonu i dopiero po siódmej serii przeszłam do początku). Ten odcinek wyjaśnia, dlaczego Fox Mulder został tym, kim był, a poza tym to właśnie w Conduit po raz pierwszy padają słynne słowa „I want to believe”.

Bad Blood (sezon 5, odcinek 12)

Na dywaniku u Skinnera Mulder i Scully tłumaczą, jak doszło do tego, że Mulder zaatakował drewnianym kołkiem niewinnego nastolatka. Ich wersje wydarzeń nieco różnią się od siebie, a my mamy niezły ubaw, oglądając Luke’a Wilsona, który w zależności od tego, kto na niego patrzy, jest czarującym brunetem (Scully) albo śliniącym się fajtłapą z wystającymi zębami (Mulder).

Triangle (sezon 6, odcinek 3)

Cudowny odcinek retro. Mulder próbuje odnaleźć zaginiony w okresie drugiej wojny światowej statek Queen Anne. Trafia na pokład, gdzie wciąż trwa rok 1939. Spotka tam osoby nieco zanadto przypominające Scully i Skinnera, co każe nam przypuszczać, że to wszystko mogło mu się tylko przyśnić.

Home (sezon 4, odcinek 2)

Jedyny odcinek serii, który pokazano w Fox tylko raz ze względu na kontrowersyjne treści. Dom Peacocków to nie miejsce, w którym ktokolwiek chciałby dorastać. Więcej nie napiszę – kto widział, ten wie, a kto nie widział, niech lepiej nadrobi zaległości!

Field Trip (sezon 6, odcinek 21)

Kolejny odcinek z najlepszego chyba sezonu szóstego. Mulder i Scully wybierają się na wycieczkę w góry, a kończą nadtrawieni przez gigantyczną roślinę-ludojada. Odcinek szczególny, ponieważ do końca nie wiemy, co jest rzeczywistością, a co halucynacją wywołaną przez enzymy trawienne grzyba.

X-Cops (sezon 7, odcinek 12)

Księżyc jest w pełni, więc nic dziwnego, że w okolicy czai się potwór. Mulder i Scully próbują rozwiązać sprawę, co znacznie utrudnia biegająca za nimi ekipa filmowa serialu The Cops. Odcinek nakręcony w konwencji paradokumentu (i parodii The Cops jednocześnie).

All things (sezon 7, odcinek 17)

Widziałam w swoim życiu setki, jeśli nie tysiące odcinków różnych seriali. Tylko jeden z nich noszę ze sobą na iPodzie. Jest to właśnie ten odcinek. Wyreżyserowała go Gillian Anderson. Fani zarzucali mu, że bohaterowie zachowują się nietypowo dla siebie i że nie jest spójny z całością. Nie do końca się z tym zgadzam. Myślę, że Gillian Anderson zrobiła sobie z tego odcinka taki fanfik i pokazała nam różne rzeczy, na które nigdzie indziej nie było dotąd miejsca. Jest to mój absolutnie ulubiony odcinek ever i chociaż nie znajdziecie go na żadnej liście „Najlepszych odcinków X-Files”, naprawdę warto go zobaczyć.

Dorzucicie swoje typy?

Kultura jest kobietą, czyli przegląd prasy

Cały ten cykl kulinarny wymyśliłam właściwie głównie po to, żeby mieć gdzie opisać dwa filmy – Kings of pastry oraz The Trip. Tymczasem jakoś tak wyszło, że napisałam zupełnie o czymś innym, a dla tych filmów nie mogę znaleźć sensownego wspólnego mianownika. W każdym razie warto je zobaczyć. Zobaczcie je.

Kings of pastry

Film dokumentalny. Szesnastu cukierników walczy o prestiżowy tytuł Meilleurs Ouvriers de France. Podczas trzech dni muszą przygotować setki babeczek, musów, torcików, czekoladek i innych słodyczy. Będą też tworzyć spektakularne rzeźby z masy cukrowej i wielopiętrowe torty. Nie mają ani minuty do stracenia, a pomyłka w każdej chwili grozi dyskwalifikacją. Chociaż od słodyczy na ekranie mogą rozboleć zęby, momentami film ogląda się niemal jak thriller. Do samego końca też nie wiadomo, któremu z bohaterów uda się oczarować jury i otrzymać tytuł. Świetny film o prawdziwej pasji (żeby nie powiedzieć „obsesji”).

 

 

 

The Trip

Mockument w reżyserii Michaela Winterbottoma. Dwaj aktorzy, Steve Coogan i Rob Bryndon, wyruszają w kulinarną podróż po Anglii. Problem w tym, że żaden z nich nie ma bladego pojęcia o kuchni i jest im właściwie wszystko jedno, czy jedzą pomidorową z ryżem czy tatar z jelenia z oliwą truflową. Uroczo się za to spierają i doskonale naśladują Michaela Caine’a. W mojej ulubionej scenie zastanawiają się, dlaczego rycerze zawsze wyruszają na bitwę o świcie.

 

 

 

Teraz możemy przejść do części właściwej, czyli przeglądu prasy. Sponsorem dzisiejszego przeglądu będzie literka „K” jak Kobieta.

Hollywood Thinks Your Period is Scary. W Hollywood kobiety nie krwawią, czyli co Carrie zrobiła współczesnym nastolatkom?

Why Is Television Loosing Female Writers? Nic dziwnego, że w serialach jest tak mało ciekawych i dobrze napisanych postaci kobiecych, skoro wśród scenarzystów pracuje niewiele kobiet i nie ma komu zakrzyknąć „przepraszam, kobiety się tak nie zachowują!”.

Why Smart Women Read Romance Novels? Kobiety czytują romanse i nie ma w tym nic złego/głupiego/wstydliwego/niestosownego. Get over it!

Susan Sarandon: ‚I’ve done everything wrong’. Susan Sarandon jest utalentowana, mądra, piękna (i ruda!). Niezbyt długi wywiad, ale za to wielce sympatyczny.

Nora Ephron: What I’ll miss, what I won’t miss. Świetna lista, wielka szkoda, że aktualna.

Females according to the entertainment industry. Zasuszona żarłoczka, wróżka (czyli Manic Pixie Girl albo The Etheral Weirdo), nauczycielka z misją… Gdybym miała oceniać kobiety po tym, jak pokazują je w filmach, wolałabym nie mieć z nimi do czynienia.