Nieszczęśliwa trzynastka

Mili bohaterowie są mili. Prawda? Mili, fajni, przyjemnie się na nich patrzy, można się z nimi identyfikować, można o nich myśleć w wolnym czasie, a nawet się w nich wirtualnie zakochiwać i zaprzyjaźniać się z nimi. Od czasu do czasu wszakże trafia nam się taki bohater, którego szczerze nie cierpimy. Działa nam na nerwy. Jest wredny, głupi i ma wszy. To dlaczego właściwie tak lubimy go oglądać?

Oto moja lista nominowanych do nagrody im. Dolores Umbridge, czyli trzynastu bohaterów serialowych, którzy są tak okropni, że nie sposób oderwać od nich oczu.

 

Marissa Cooper (The O.C.)

Marissa_cooper

Och, Marissa Cooper… Wieczna dama w opałach, pakująca się w kłopoty na własne życzenie. Naiwna, próżna, śliczna i wyjątkowo autodestrukcyjna. Tysiące razy miałam ochotę złapać ją za ramiona i z całej siły potrząsnąć, a jednak była jedną z moich ulubionych bohaterek serialu i przeżyłam jej stratę niemal tak mocno jak Ryan.

 

Gregory House (Dr House)

house

Tak, doktor House był cudownym, sarkastycznym geniuszem. Tak, od wszystkich był sprytniejszy i zawsze wygrywał. Tak, jego doskonałymi ripostami można by było wytapetować cały dom. A jednocześnie był pozbawionym empatii, zarozumiałym bucem, kompletną katastrofą emocjonalną i nałogowcem. Dręczył swoich pracowników, lekceważył autorytety i gdybym musiała mieć z nim do czynienia na co dzień, z pewnością zatłukłabym go tępym narzędziem w ciemnym zaułku za szpitalem Princeton-Plainsboro.

 

Thomas (Downton Abbey)

downton_abbey-thomas

Thomas Podły Lokaj jest jak sama nazwa wskazuje podły. A do tego egoistyczny, chciwy, kłamliwy i co tam jeszcze chcieć. Jednocześnie jest jedną z niewielu postaci w Downton Abbey, które nie charakteryzują się kryształowym charakterem i nienagannym kompasem moralnym. Być może dlatego wydaje się bardziej ludzki od pozostałych mieszkańców majątku.

 

Cersei Lannister (Gra o tron)

Cersei_Profile

Gra o tron pełna jest postaci podłych i podlejszych, ale Cersei Lannister zalicza się do ścisłej czołówki. Lista jej zbrodni jest tyleż długa, co urozmaicona, a szczytem jej osiągnięć pozostaje zapewne wymordowanie wszystkich nieślubnych dzieci swojego znienawidzonego małżonka. Jednocześnie ekranowa Cersei jest postacią wyjątkowo bezsilną – nie może kochać tego, kogo chce, nigdy nie będzie miała bezpośredniego dostępu do władzy, a gdy trwa oblężenie Królewskiej Przystani pozostaje jej tylko się upić i czekać na gwałt. Ta rzadka mieszanka władczości i bezsilności sprawia, że Cersei wyjątkowo dobrze się ogląda.

 

Dexter Morgan (Dexter)

Dexter

Kolejny socjopatyczny geniusz, ale tym razem jeszcze cichy mściciel. Dexter Morgan zawsze budził we mnie mieszane uczucia. Jego przygody niewątpliwie były fascynujące (przynajmniej do pewnego momentu), ale ciągły rozlew krwi na dłuższą metę męczył. Wymiękłam, kiedy został jedynym opiekunem syna i zaczął zostawiać go z nianią, żeby kogoś zamordować. Tego dysonansu poznawczego mój mózg nie był już w stanie znieść.

 

Petyr Baelish (Gra o tron)

littlefinger

Najbardziej przerażająca postać w Grze o tron. Gdy pojawia się na ekranie, autentycznie po plecach zaczynają chodzić mi ciarki. Boję się go nawet bardziej niż psychopatycznego bękarta lorda Boltona. Jednocześnie czym byłaby Gra o tron, gdyby nie Littlefinger? Jego wciąż nieznane motywy sprawiają, że to jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych postaci w serii. Nigdy nie wiadomo, jak rozegra karty, po czyjej stronie stanie i jaką zbrodnię popełni, żeby wyjść na swoje.

 

David Lee i Louis Canning (The Good Wife)

THE GOOD WIFEthe-good-wife-louis-canning

Żona idealna to taki serial, w którym negatywni bohaterowie pełnią niemal wyłącznie rolę komediową. Przeważnie bardzo jednowymiarowi, pojawiają się od czasu do czasu jako oponenci naszych dzielnych prawników, próbując ich przechytrzyć i niemal zawsze przegrywają. Wyjątkiem od tej reguły jest David Lee, który jako jeden ze wspólników w Lockhart&Gardner jest dość znaczącą postacią i więcej niż raz pokazał, że pod zimnym draniem kryje się również człowiek (choć może nieco bardziej pazerny niż inni). Drugim wyjątkiem jest Louis Canning, dla którego bycie wrednym jest po prostu świadomym wyborem, a to wyjątkowo rzadka cecha u bohaterów serialowych, u których wredota przeważnie wynika z niezrozumienia lub traumatycznych wydarzeń. Poza tym umieściłam ich na liście razem, bo tak cudownie knują od połowy poprzedniego sezonu, że aż serce rośnie.

 

Nicholas Brody (Homeland)

nicholas-brody

Brody to niezwykle rzadka w telewizji postać autentycznie tragiczna w znaczeniu niemalże antycznym. Rozdarty pomiędzy własnym szaleństwem, a pragnieniem odkupienia win, lojalnością wobec dręczyciela, a chęcią odzyskania uczucia własnej rodziny, jest jednym z najbardziej fascynujących bohaterów, jakich kiedykolwiek napisano w ramach tak zwanej masowej rozrywki.

 

Tara (True Blood)

tara

Tara skradła moje serce w pierwszej scenie ze swoim udziałem i potem już nigdy go nie oddała. A przecież była to postać wyjątkowo irytująca. Regularnie padała ofiarą rozmaitych złych mocy i nigdy się nie nauczyła, żeby nie otwierać wampirom drzwi, co w Bon Temps stanowiło szczyt głupoty.

 

Frank i Claire Underwood (House of Cards)

frank-and-claire

Para bezwzględnych manipulatorów, cynicznych oszustów, wyrachowanych, zimnych egoistów. I tyle radości z oglądania.

 

Benjamin Linus (Lost)

Benjamin-linus

Pamiętacie, jak Linus pojawił się wśród rozbitków, utrzymując, że nazywa się Henry Gale? Wydawało się wtedy, że jest takim nieszkodliwym człowiekiem. Tymczasem ilością negatywnych emocji, jakich ten bohater dostarczył nam przez kolejne sezonu serialu, mógłby obdzielić czterech innych.

 

Dewey Crowe (Justified)

cewey crowe

Biedny, biedny, głupiutki Dewey Crowe. Tak bardzo się stara. Tak strasznie chciałby wszystkich przechytrzyć. Tak okropnie pragnie być groźny. I za każdym razem wpada w jeszcze większe gówno.

 

Betty Draper (Mad Men)

Bettydraper

O Betty można powiedzieć wiele złego. To pusta lala, której jedyną ambicją pozostaje znalezienie odpowiednio sytuowanego i ustawionego męża. Jest beznadziejną matką. Brakuje jej empatii, ciepła i bardzo wielu innych cech, które zwyczajowo przypisujemy kobietom. Samolubna, wredna i niepewna siebie Betty jest jednocześnie jedną z najciekawszych postaci w serialu. Pada ofiarą „problemu bez nazwy” – depresji częstej u amerykańskich gospodyń domowych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Nikt nie traktuje jej poważnie. A jednocześnie wciąż mamy wrażenie, że problem nie leży w samej Betty, ale gdzieś na zewnątrz. W innych czasach, innych okolicznościach, nawet w innym środowisku, Betty mogłaby stać się kimś, kogo byśmy cenili i podziwiali.

 

Pete Campbell (Mad Men)

vincent_kartheiser-pete-campbell

Nie da się ukryć, wiele wybaczamy Donowi Draperowi, bo przy całym swoim okropnym charakterze jest przystojny i charyzmatyczny. Pete Campbell chciałby być taki jak Draper, zachowuje się tak samo jak Draper i ma na sumieniu podobne grzechy jak Draper, a przy tym ma wygląd przerośniętego muminka i urok osobisty cukinii. Campbell to korporacyjny szczur, który wykorzysta każdą szansę, żeby wspiąć się wyżej po szczeblach kariery, wyrachowany, pozbawiony skrupułów drań. A przy tym jest tak okropnie nieszczęśliwy i samotny. Im bardziej Pete jest nieszczęśliwy, tym bardziej lubię go oglądać.

 

A wy kogo uwielbiacie nie cierpieć?

Rowling w Londynie, czyli o powieściach Roberta Galbraitha

Stosunkowo niewiele piszę o książkach, co jest o tyle paradoksalne, że właściwie zawsze coś czytam. Moim absolutnie ulubionym gatunkiem literackim, którego pochłaniam potężne ilości, i to właściwie od najmłodszych lat, jest kryminał. Zaczynałam od powieści młodzieżowych w rodzaju Pana Samochodzika, Długiego, deszczowego tygodnia  i tak dalej. Potem przeszłam do powieści Joanny Chmielewskiej (pierwsza z nich wpadła mi w ręce na jakichś nudnych wakacjach na Mazurach, był to bodajże „Upiorny legat”, a potem poszło z górki). Dalej była Agatha Christie, płynne przejście do amerykańskich thrillerów prawniczych i medycznych i wreszcie prawdziwe odkrycie – Henning Mankell. To był prawdziwy szał, niemal wyrywaliśmy sobie w domu kolejne tomy. Dlatego też kiedy dowiedziałam się, iż J.K. Rowling, bądź co bądź autorka jednej z moich absolutnie ulubionych serii wydawniczych, wydała pod pseudonimem kryminał, wiedziałam, że na pewno po niego sięgnę.

wolanie-kukulki-b-iext24204120

Robert Galbraith, bo taki właśnie przyjęła pseudonim, jest jak do tej pory autorem dwóch powieści kryminalnych – Wołanie Kukułki i niewydanej jeszcze po polsku The Silkworm, czyli Jedwabnik (premiera 15 września, czyli tuż-tuż). Bohaterami obydwu są Cormoran Strike, prywatny detektyw, były wojskowy, który stracił nogę poniżej kolana w wybuchu miny, oraz jego sekretarka Robin Ellacott. Cormoran ma oczywiście klasyczne dla pewnego typu detektywów problemy natury finansowej i osobistej, chociaż szczęśliwie nie pije za dużo (alkoholizm Johna Rebusa niemal wpędził mnie do grobu). W ogóle obydwie powieści mają dość klasyczną strukturę – Cormoran jest doświadczony, Robin nieopierzona, on jest detektywem, ona sekretarką (chociaż z zadatkami na wspólnika), policjanci są mało kumaci, krąg podejrzanych ściśle ograniczony, podpowiedzi porozrzucane po całej fabule, a rozwiązanie zagadki przynajmniej z założenia zaskakujące. Nie jest to mój ulubiony typ kryminału, zdecydowanie wolę powieści policyjne z zacięciem obyczajowo-społecznym i możliwie jak najwierniejszym odwzorowaniem sposobu pracy stróżów prawa. Jednak te akurat książki zyskały moją zdecydowaną przychylność, a to z dwóch powodów.

Po pierwsze, jeśli jest coś, co Rowling potrafi robić naprawdę dobrze, to tym czymś jest kreowanie świata przedstawionego. W Potterze uwielbiam w końcu nie rozterki nastoletnich czarodziejów i ich dylematy dotyczące dobra i zła, ale całe tło – środowisko, animozje, architekturę, przedmioty codziennego użytku, unikalną dziedzina sportu. To wszystko składa się na cudowny opis nieznanego nam, magicznego świata, który stanowi w mojej opinii największą wartość sagi o Harrym Potterze. Podobnie jest w książkach Galbraitha – autor snuje swoją opowieść niespiesznie, wrzucając całą masę informacji o przedstawianym świecie. W pierwszej powieści odmalowuje z pewnym zacięciem satyrycznym środowisko ludzi związanych z modą, w drugiej – wydawców literatury. Akcja obydwu powieści rozgrywa się w Londynie, który też opisany jest w bardzo plastyczny, żywy sposób. Miejsce akcji w kryminałach często ogrywa rolę dodatkowego bohatera, i tu też do pewnego stopnia tak jest. To miasto kontrastów społecznych, miejsce, gdzie bogaci i biedni tworzą osobne światy, poruszając się w tej samej przestrzeni, ale nigdy nie spotykając. Sam Cormoran łączy w sobie te sprzeczności w bardzo ciekawy sposób.

thesilkworm

Drugą ogromną zaletą są postacie. Cormoran Strike to bohater, którego polubiłam niemal od razu. Robin może nie budzi natychmiastowej sympatii, ale jej postać zdecydowanie ciekawie się rozwija i przyjemnie obserwuje się zmiany, które się w niej dokonują. Do tego dochodzi paleta barwnych postaci drugo- i trzecioplanowych, również bardzo sprawnie odmalowanych. Rowling ma też talent do tworzenia postaci niesympatycznych (i całkowicie różnych od niej, vide piękne sceny, w których Cormoran nie cierpi i nie rozumie dzieci), o których jednak bardzo ciekawe się czyta. Zwłaszcza w The Silkworm takich nie brakuje.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spojrzała na fabułę pod kątem społeczno-obyczajowym. Brakuje mi nieco bohaterów o kolorze skóry innym niż biały – w końcu to Londyn, z pewnością można by ich tam umieścić na kopy. Po drugie, dotąd akcja rozgrywa się głównie w środowisku ludzi zamożnych (w końcu to raczej ich stać na usługi prywatnego detektywa), potraktowanych jednak z pewnym dystansem. Po trzecie, zastanawia mnie, jak autorka zamierza rozegrać relację Cormoran-Robin, która na razie rozwija się dość stereotypowo. Bardzo zresztą podoba mi się wątek Robin i jej nowo odkrytego powołania do pracy detektywistycznej. Choć nie jest on w żaden sposób nowy (podobny mamy przecież chociażby w Elementary), pewnego powiewu świeżości dodaje mu fakt, że Robin ma jakieś życie osobiste poza pracą i Cormoran nie jest jej jedynym punktem odniesienia w życiu. Bardzo rozbawił mnie też wątek Cormorana, który w sposób całkowicie wyrachowany idzie do łóżka z dziewczyną, żeby wyciągnąć od niej informacje na temat podejrzanych. How very The Americans of you.

Podsumowując, Rowling czy też Galbraith tworzy bardzo sprawnie napisane powieści gatunkowe. Nie są to w żadnym wypadku rzeczy nowe ani zaskakujące, ale jest w nich coś, co sprawia, że nie chce się ich kończyć (i naprawdę bardzo mnie cieszyło, że The Silkworm jest taki gruby). Wiem, że na pewno sięgnę po kolejne tomy i będę sobie dawkować lekturę, bo Londyn Cormorana Strike’a to miejsce, w którym chciałoby się zostać dłużej.

 

Zamiast spamu #8

Zacznijmy od mocnego akcentu. Wszystkim, którzy twierdzą, że feminizm jest w dzisiejszych czasach niepotrzebny, chciałabym oznajmić, że w Indiach rodziłoby się około 7000 dziewczynek dziennie więcej, gdyby nie diagnostyka prenatalna, która żeńskie płody pozwala wcześnie wykryć i usunąć. To oznacza, że w ciągu ostatnich 20 lat w Indiach urodziłoby się 10 milionów kobiet więcej, niż się urodziło. Tak donosił New York Times w 2006 roku, a od tamtej pory niewiele się zmieniło.

Co nieco o tym, jak się żyje we współczesnych Indiach młodej dziewczynie, pisze bardzo ciekawie Vidhya Iyer w tekście Why India Needs Feminism.

A teraz przejdźmy do kwestii nieco mniej ponurych, a nieco bardziej popkulturowych.

Brzmi to zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe, ale ponoć powstanie ekranizacja komiksu o biseksualnej Painkiller Jane. W dodatku wyreżyserują go dwie kobiety. Uwierzę, jak zobaczę…

A jeśli jesteśmy w tematyce filmów o queer kobietach, oto jakie filmy z 2014 roku poleca nam obejrzeć Women and Hollywood.

Kto jeszcze jest zachwycony nowym trailerem z udziałem Daniela Radcliffe’a do filmu Horns? Coraz bardziej zaczynam lubić tego aktora. A kiedyś wydawał mi się taki nieinteresujący.

Fabulitas stworzyła rewelacyjne antyFeministyczne bingo. Wielce przydatne w internetowych dyskusjach z przeciętnym polskim mężczyzną.

24 sierpnia w Nowym Jorku po raz kolejny odbył się Go Topless Day. A u nas ponoć jak był Dzień Bez Spodni to policja mandaty rozdawała za nieprzystojne zachowanie… Jaka szkoda.

Przez lata na hasło „Miley Cyrus” dostawałam nerwowych drgawek z powodu tworu zwanego Hannah Montaną. Ale ostatnio coraz bardziej ją lubię… Obejrzałam ostatnio na spokojnie jej klip do piosenki We can’t stop i to jest naprawdę dobr, surrealistyczny, odjechany klip, którego głównym grzechem jest to, że zrobiła go Miley, a nie Soundgarden.

 

A ponieważ wczoraj zaczął się rok szkolny, na koniec o czymś, co już od dawna podejrzewałam – Kto rano wstaje, ten się nie nauczy 🙂

 

I jeszcze wiadomość z ostatniej chwiliAnita Sarkeesian z Feminist Frequency musiała zawiadomić policję i opuścić dom z powodu gróźb nieznanych sprawców. A wszystko dlatego, że ośmiela się krytykować gry komputerowe! Rzeczywiście, feminizm to w dzisiejszych czasach kompletny przeżytek.