Jak kupować książki, żeby nie zaszkodzić autorom

Photo by Jaredd Craig on Unsplash

Aleksandra Janusz, autorka książek o Utraconej Bretanii (pisałam o nich we wpisie Fantastyczne Pisarki i jak je znaleźć), poinformowała jakiś czas temu na swoim profilu FB, że ze względu na słabą sprzedaż wydawca zdecydował się nie wydawać ostatniego tomu serii. Bardzo mnie zmartwiła ta wiadomość nie tylko dlatego, że ogromnie lubię te książki, a Aleksandrę Janusz uważam za jedną z lepszych polskich pisarek (również fantastycznych), ale także dlatego, że na polskim rynku rezygnacja z wydawania jednej serii może oznaczać dla pisarza koniec kariery. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej zastanawiałam się, co może zrobić czytelnik, żeby pomóc ulubionym autorom unikać podobnych sytuacji. Tym bardziej że mam mniej więcej świadomość, jak wygląda polski rynek książki i że marnie. Dlatego skonsultowałam się ze znajomymi pisarzami i pisarkami, czyli Katarzyną Czajką, Romualdem Pawlakiem i Aleksandrą Janusz właśnie, oraz Adamem Pluszką, pisarzem i redaktorem wydawnictwa Marginesy (nawiasem mówiąc, bardzo porządnego wydawnictwa, które płaci tłumaczom dobrze i na czas, o czym miałam okazję się przekonać, tłumacząc dla nich dwie pozycje), żeby się dowiedzieć, jak najlepiej kupować książki.

Ale zanim powiem wam, gdzie kupować, najpierw dwa słowa o sytuacji pisarza na rodzimym rynku wydawniczym. Myślę, że wielu z was ma świadomość jak ten rynek wygląda (tym osobom polecam przeskoczenie od razu tak ze trzy paragrafy niżej), ale z pewnością nie wszyscy. Zacznijmy więc od powszechnie znanej prawdy, że w Polsce zasadniczo nie da się żyć z pisania powieści, zwłaszcza jeśli nie są to a. kryminały, b. romanse. Osoby, które utrzymują się z literatury, stanowią zdecydowaną mniejszość i są to w zasadzie wyłącznie autorzy bestsellerów, czyli książek, które sprzedały się w nakładzie przynajmniej dziesięciu tysięcy egzemplarzy. Przy czym te dziesięć tysięcy oznacza radość przede wszystkim dla wydawcy, któremu zwrócił się koszt wydania książki, bo dla autora do poważnych zysków jeszcze daleka droga. Do tych, którzy faktycznie utrzymują się z literatury, zaliczają się na przykład Remigiusz Mróz, Katarzyna Michalak czy Katarzyna Bonda, a nakłady ich powieści to dziesiątki, czasem setki tysięcy egzemplarzy. Jeśli chodzi o laureatów Nike na przykład, to ich książki zwykle sprzedają się w znacznie niższych nakładach. Z pisania w tym gronie utrzymuje się Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski, Marian Pilot, Jerzy Pilch, Andrzej Stasiuk i Wojciech Kuczok (w jego przypadku doszły jeszcze pieniądze za ekranizację Gnoju). Reszta pracuje w wydawnictwach, na uniwersytetach, są tłumaczami, dziennikarzami, nauczycielami. Książki i opowiadania piszą w charakterze hobby, w tak zwanym wolnym czasie, jeśli jakiś im zostaje.

Wynagradzani za swoją pracę również są tak, jakby ich działalność była amatorska. Średni nakład książki na rynku literackim to jakieś 3000-4000 egzemplarzy, ale zdarzają się pozycje wydawane w znacznie niższych nakładach, np. 500 egzemplarzy (nie mówiąc o książkach naukowych, które drukuje się w nakładach np. 300 egzemplarzy, bo popyt na nie jest bardzo mały). Z tego sprzedaje się około połowa, może dwie trzecie, jeśli dobrze pójdzie. Reszta to „zwroty” – egzemplarze zniszczone w dystrybucji lub leżące w księgarniach przez określony czas i wracające do wydawnictwa z tej prostej przyczyny, że się nie sprzedały. Pisarz, podpisując umowę, zazwyczaj dostaje zaliczkę plus procent od sprzedaży. Procent ten wynosi od 5 do 10% ceny okładkowej (w przypadku debiutu na pewno bliżej 5 niż 10). Oznacza to, że w przypadku, gdy książka kosztuje 40 zł, pisarz dostaje z niej max. 4 złote za sztukę (zwykle jest to 2,80 brutto). Pomnóżmy to razy nakład i już wiemy, że pisarz może zarobić na swojej średnio sprzedającej się książce jakieś 5000-8000 zł. Pieniądze dostaje się raz do roku (czasami dwa), w momencie, kiedy spłyną raporty sprzedaży z wszystkich księgarni i zamykane są rozliczenia. Jako ciekawostkę dodam jeszcze tylko, że autorzy książek naukowych nie dostają zazwyczaj za swoje publikacje ani grosza. Uważa się, że to część ich obowiązku jako naukowców i że uczelnie płacą im już wystarczająco dużo pieniędzy, żeby mieli jeszcze coś dodatkowo zarabiać (każdy, kto kiedykolwiek pracował na uczelni wie, jak zabawne jest to założenie).

Dla wyjaśnienia dodam jeszcze, kto zgarnia resztę pieniędzy. Około 50% ceny okładkowej to marża dystrybutora, czyli hurtowni i księgarni (w przypadku Empiku więcej). Jakieś 20% zarabia wydawnictwo. Reszta to koszty drukarni, składu, korekty i innych tego typu drobiazgów.

Tylna okładka książki Kapitalizm autorstwa Kacpra Pobłockiego z informacją o nakładzie i zarobkach autora

Na złą sytuację polskich pisarzy składa się kilka czynników. Po pierwsze, Polacy czytają mało i mało wydają na książki. A mało wydają na książki między innymi dlatego, że książki są relatywnie drogie. Książki zaś są drogie, bo nakłady są niskie, a ryzyko – bardzo duże. Wydawcy to rzadko są łajdacy, którzy mało płacą pisarzom, bo chcą im zrobić krzywdę. Raczej kalkulują na zasadzie „wydamy jeden bestseller umiarkowanej jakości, dzięki któremu będziemy mogli wydać debiutanta X w nakładzie 2000 sztuk, bo nam się podoba jego książka”. Jest to zamknięte koło, z którego wyjść można by chyba tylko dzięki państwowym dotacjom lub ulgom podatkowym dla wydawców, albo wieloletniej, sensownej kampanii promocji czytelnictwa, której raczej nieprędko się doczekamy (a najlepiej połączenia jednego i drugiego). Po drugie zaś, polska literatura ma ogromną konkurencję. Czytamy przecież Anglików, Amerykanów, Szwedów, Niemców czy Rosjan. A Polaków czytają niemal wyłącznie Polacy. Żeby przebić się z polską literaturą fantasy, trzeba być lepszym niż kilkuset obecnych na polskim rynku pisarzy anglojęzycznych, a wciąż jeszcze wśród wielu czytelników pokutuje przekonanie, że zagraniczne jest lepsze.

Wniosek z tego jest prosty – polscy pisarze to są w przeważającej części tacy ludzie, którzy piszą, bo muszą, bo ich gniecie wena, bo to kochają, bo się w tym realizują. Ci, którzy mieli motywacje wyłącznie finansowe, szybko się wykruszyli, bo na pisarstwie kokosów się nie zbija. Dlatego jeśli podobają nam się książki danego polskiego pisarza, powinniśmy go wspierać – bo jest duża szansa, że jeśli jedno wydawnictwo z niego zrezygnuje, inne również nie będą chciały go wydawać – po co ryzykować, jeśli coś się nie sprawdziło?

W takim razie jak się za to zabrać? Odpowiedź nie jest bardzo skomplikowana, choć zapewne sporej części z nas się nie spodoba. Oto, co należy robić, chcąc wspierać działalność ulubionego pisarza:

Kupować w Empiku.
Niestety, czy nam się to podoba czy nie, Empik to największy sprzedawca na polskim rynku książki. Co za tym idzie – sprzedaż u niego nakręca machinę marketingową. Topki Empiku sprawiają, że książkę zauważają recenzenci, tworzy się wokół niej medialny szum, co nakręca dalszą sprzedaż, bo ludzie lubią kupować książki, które docenił ktoś inny. Oczywiście Empik to także złe traktowanie pracowników, płatne promocje i inne równie mało ciekawe akcje, więc wielu czytelników w ogóle nie chce tam kupować. Dla nich pozostają jeszcze inne opcje.

Kupować w Bonito/Arosie
Przy sprzedaży w księgarniach internetowych wydawca dostaje ten sam procent zysku. Bonito/Aros (to ta sama firma) nie ma księgarni stacjonarnych, więc może sprzedawać taniej, ponieważ nie musi płacić za wynajem powierzchni w centrach handlowych ani pracownikom tych placówek. Z księgarni internetowych nie ma zwrotów, co również pozwala oszczędzić (książki nie zalegają w magazynach, za które trzeba płacić). Te portale również mają topki, znalezienie się na których nakręca sprzedaż, więc ogólnie sytuacja nie wygląda tak źle (nawiasem mówiąc, oni również mają płatne promocje, ale przynajmniej książki są przeważnie tańsze niż w księgarniach stacjonarnych o jakieś 30%).

Kupować na stronie wydawnictwa
Kupowanie książek na stronie wydawnictwa to sytuacja idealna, bo wydawca zarabia najwięcej. Nie wiąże się to natomiast z promocją wśród czytelników, a poza tym ten sposób kupowania książek wybiera niewielki odsetek kupujących, więc de facto nie jest to aż tak dobre rozwiązanie, jak pozornie mogłoby się wydawać.

Kupować audiobooki
Audiobooki stanowią szybko rosnący rynek i bywają sprzedawane na wyłączność np. Audiotece, co przekłada się na zyski. Natomiast w Storytelu wydawnictwo dostaje ryczałt za daną pozycję i jego wysokość nie przekłada się na zyski, co znaczy, że jeśli nawet wiele osób słucha danej książki w Storytel, autor nie zarobi więcej.

Jak więc widzicie, jest kilka opcji kupowania książek w taki sposób, żeby wydawnictwo i autor zarobili na nich możliwie jak najwięcej. Istnieje też kilka rzeczy, których nie powinniśmy robić. Oto one:

Kupowanie e-booków
Niestety dla wielbicieli książek elektronicznych nie mam dobrych wiadomości: e-booki nie sprzedają się dobrze. Stanowią zwykle około 5% sprzedaży i wydawnictwa nie sprzedają ich same, tylko zlecają podwykonawcom. Także kupno e-booków raczej nie przełoży się na dobry wynik sprzedaży naszego ulubionego autora, chociaż – i to jest dobra wiadomość – często na e-booki autor podpisuje odrębną umowę na inny procent i ma szanse dostać za nie dodatkowe pieniądze.

Czekanie, aż wyjdzie cała seria
Niektórzy czytelnicy są estetami i lubią mieć całe serie wydawnicze wydane w jednej palecie kolorystycznej/z pasującymi do siebie okładkami. Jest to niestety z punktu widzenia sprzedaży decyzja fatalna – gdybyśmy wszyscy czekali, aż pojawi się cała seria, żadna nie wyszłaby poza pierwszy tom. O ile jeszcze w przypadku znanych serii zagranicznych taka praktyka może być stosunkowo mało szkodliwa, o tyle w przypadku rodzimych autorów, gdzie kilkaset egzemplarzy może decydować o być albo nie być autora, nie jest to najlepszy pomysł.

Piracenie
I znów, o ile w przypadku bardzo popularnych książek zagranicznych piracenie może mieć niewielki wpływ na zasadniczy wynik sprzedaży (spiracenie najnowszej książki Rowling raczej nie sprawi, że autorka będzie musiała zająć się czymś innym), ściąganie z chomika polskich książek niszowych autorów może naprawdę solidnie im zaszkodzić.

Pozostają jeszcze małe księgarnie i biblioteki. Małe księgarnie mają w dzisiejszych czasach okropnie pod górkę, więc kupowanie w nich to proceder mający swoje plusy – wspieramy pasjonata w postaci małego przedsiębiorcy. Jeśli zaś chodzi o biblioteki, istnieje program, który płaci autorom za wypożyczenia, ale ponieważ polskich pozycji w bibliotekach nie ma dużo, stawki te są raczej niskie, a poniżej pewnej liczby wypożyczonych egzemplarzy w ogóle nic się nie dostaje. Z drugiej strony jestem ogromną fanką bibliotek, bo są ekologiczne i często odwalają dobrą robotę, jeśli chodzi o promocję czytelnictwa, a do tego jeśli poprosi się panie bibliotekarki, to kupią wymarzoną przez nas pozycję, więc jakiś zysk z całej tej historii jest. Dlatego jeśli już wypożyczam z bibliotek książki polskich autorów i autorek, które mi się spodobają, staram się polecać je znajomym, a najlepiej kupić komuś w prezencie.

Widzicie więc, że sprawa nie jest prosta – nas, nałogowych czytelników, jest mało i jak byśmy się nie obrócili, zawsze ktoś na tym zyska, a ktoś inny straci. Ja na przykład trochę inaczej zaczęłam sobie rozkładać budżet książkowy po uzyskaniu tych informacji – jeśli mam kupić coś polskiego autora, robię to w Empiku, na Arosie kupuję głównie komiksy, resztę wypożyczam z biblioteki albo poluję na ebooki. Na koniec chciałam jeszcze polecić wam książki znajomych blogerów i pisarzy, którym życzę jak najwyższych nakładów. Może coś sobie wybierzecie?

Michał Ochnik Zima

Aleksandra Janusz seria o Utraconej Brytanii i cykl Miasto Magów

Książka o Oscarach Katarzyny Czajki (znanej również jako Zwierz Popkulturalny), która dzielnie wspina się coraz wyżej na liście Top w Empiku

Anna Nieznaj Błąd warunkowania

Romuald Pawlak, z którego obszerną bibliografią możecie się zapoznać tutaj

Marta Kisiel i inne autorki Hardej Hordy, o których znajdziecie więcej informacji tutaj

Adam Pluszka, z którego obszerną bibliografią możecie się zapoznać tutaj 

 

Serdecznie dziękuję Adamowi Pluszce za pomoc przy pisaniu tego tekstu. Bez niego nie miałabym o czym pisać 🙂

6 comments

  1. Od wielu lat nie mogę sobie pozwolić na korzystanie z biblioteki i chęć posiadania książek poprzez ich zakup. Najczęściej korzystam z warszawskich targów książki, bo wtedy na dzień dobry jest dobra cena niższa niż w księgarniach, a często jak się trochę kupuje u większych graczy to dadzą upust, a u mniejszych wydawnic to można sobie pięknie podbudować biblioteczkę – sam kupowałem historyczne na zasadzie, że interesowały mnie 3-4, ale gościu powiedział, że jak wezmę 6 to dostanę je za jakąś tam kwotę… i kwota ta była naprawdę zajebista.
    W empiku jest spory wybór to ich plus, oraz często korzystam gdy jest 2w1 czyli dwie książki w cenie tej droższej, wtedy nawet ustawiony na miesiąc budżet musi to wytrzymać i kupuję wtedy te droższe pozycje, bo się bardziej opłaca.
    Ciekaw jestem jak jest z kasą dla autora z książek, które trafiają do centrów taniej książki, gdzie kiedyś po prostu byłem stałym klientem.
    Co do naukowych zgadzam się, jest to przerąbane nawet jeśli ktoś pisze coś ciekawego, to ilość sztuk wydanych… to mniej ile może zainteresować rodzinę i znajomych, a co dopiero ludzi siedzących w temacie tudzież ludzi jak ja zainteresowanych nauką.
    Ciekawy jestem czy ta kasa z wypożyczeń bibliotekarskich to jest tak że musi być odpowiednia ilość wypożyczeń w pojedynczej bibliotece, czy po prostu ogółem ze wszystkich?

      • Empik ma bardzo wysokie ceny,nie raz dwukrotnie wyższe niż inne księgarnie. Pomijam to-to-jak ktoś chce,niech wydaje fortunę. Jednak czy autor artykułu wie jak odbywa się umieszczenie książki w empiku i dlaczego nie każdy tam trafia? Warto zgłębić temat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s