O kreacji świata w serialu Westworld

Uwaga – tekst zasadniczo nie zawiera spojlerów, ale opisy pewnych zabiegów fabularnych są spoilerami samymi w sobie, więc przeznaczony jest raczej dla tych, którzy serial już widzieli.

Zupełnie ominął mnie hype, który powstał wokół Westworld tuż po premierze. To znaczy owszem, widziałam, że piszą o nim zaprzyjaźnieni blogerzy, ale tylko tyle. I może to dobrze, bo obejrzałam go bez żadnych oczekiwań, a co za tym idzie – bez rozczarowań. Serial budzi wyraźne skojarzenia z Lost (i to jest na plus), ale bez bohaterów, z którymi człowiek mógłby się utożsamiać albo których dałoby się lubić (minus). Fabuła wciągnęła mnie umiarkowanie, natomiast zachwyciło mnie, jak misternie Westworld jest skonstruowany. Im dalej w las, tym bardziej zwracałam uwagę na kostiumy, meble i kolor ścian, aż w końcu zebrało się tego dość na wpis.

Skąd wiemy, że Westworld nie jest prawdziwe?

Zacznijmy od tego, że chociaż pozornie mamy do czynienia z Dzikim Zachodem, widz musi od razu czuć, że coś tu nie gra. Kostiumolodzy musieli więc stworzyć stroje, które tylko pozornie pasują do schematu. Dlatego ubiór bohaterów, zarówno hostów jak i gości, to przedziwna mieszanina epok i stylistyk. Mamy tu groteskowe, wręcz pin-upowe stroje Maeve, wyraźnie inspirowane meksykańskimi telenowelami ciuchy Logana i Hectora Escatona, brudny, znoszony strój Człowieka w Czerni. Kobiety w tamtych czasach nosiły się raczej skromnie, ale tu widzimy „urlopowiczki” w sukniach z wielkimi dekoltami albo w spodniach. Armistice nosi ubrania budzące skojarzenia ze stylistyką postapokaliptyczną (doskonale pasowałyby do The Walking Dead) i tak dalej. Nie ma tu żadnej myśli przewodniej, panuje całkowity chaos.

Kolejna rzecz to zachowanie bohaterów – Dolores siada na koniu okrakiem, nie bokiem, chociaż jest „porządną dziewczyną”, które w tamtych czasach używały raczej siodeł bocznych lub jeździły na wozach (w ostateczności chodziły na piechotę). W ogóle społeczna pozycja Dolores jest osobliwa – teoretycznie jest córką właściciela rancha, w dodatku byłego szeryfa, a zatem człowieka szanowanego w społeczności. Maluje, a to nie było hobby ludzi o niskiej pozycji społecznej, ale robi to, o zgrozo, w samym gorsecie. A jednocześnie jeździ po zakupy (samotnie! od tego powinna mieć służącą) i prowadza się z kryminalistą. Także totalne pomieszanie z poplątaniem.

Kolejna rzecz – alkohol leje się strumieniami, goście co chwila kogoś mordują, ale nikt nie pali nawet fajki, będącej przecież jak najbardziej na miejscu w takim kontekście. I wreszcie, pianino w barze gra współczesne przeboje (chociaż z perspektywy świata przedstawionego to stare ramoty). Wszystko to są subtelne w gruncie rzeczy akcenty, które skumulowane potęgują wrażenie, że ten świat to pewna umowność, zabawa w Dziki Zachód, nie próba jego wiarygodnego odtworzenia.

Świat ludzi vs. świat robotów

Fabuła serialu zbudowana jest na opozycji ludzkie-nieludzkie, przy czym nieludzkie jest to, co robią ludzie, i to od razu widać w scenografii. Świat hostów jest słoneczny, jasny, ciepły. Sceny kręcone tam są w większości oświetlone naturalnym światłem, budzącym miejscami wręcz nostalgiczne skojarzenia. To miejsce żywe, może nie pełne bujnej zieleni, bo to jednak preria, ale mimo wszystko naturalne.

Zupełnie inaczej jest tam, gdzie mieszkają ludzie. Nie wiemy nic o rzeczywistości poza parkiem rozrywki, ale centrum dowodzenia i hotel, w którym mieszkają bohaterowie, to betonowe bunkry bez okien, oświetlone zimnym, nienaturalnym światłem. Wszechobecne szyby, w których odbijają się bohaterowie, oddzielają ich od siebie, jednocześnie niczego nie zasłaniając i jeszcze bardziej potęgując wrażenie obcości i odrealnienia. Pod tym wszystkim zaś znajdują się niezliczone poziomy pełne uśpionych hostów, syfu i smrodu. Ludzkość dosłownie mieszka na grobowcu. Na wierzchu baseny i luksusy, pod spodem mrok i rozkład. Od początku dostajemy jasny komunikat – prawdziwe życie jest w Westworld, reszta świata to tylko namiastka.

Jedyne miejsce, gdzie ściany nie są betonowe, to serce obiektu, czyli wielka, interaktywna mapa. Ściany mają tam kolor czerwony, chociaż jest to raczej nieprzyjemna, ostra czerwień. Nawet pokoje pracowników są zimne. Nie ma w nich żadnych pamiątek, osobistych akcentów, nie rosną tam kwiaty, nie leżą koce, nie ma obrazów. To bezosobowe, hotelowe wnętrza, sterylne i obce.

Stroje obsługi to też w większości swego rodzaju uniformy. Ochrona nosi się na czarno, pracownicy działu napraw ubrani są białe kombinezony z maskami, które nie mają właściwie żadnego logicznego uzasadnienia, bo przecież hosty nie mogą zarazić ich żadną chorobą (chyba że chodzi o to, żeby nie pobrudzić się krwią, która jednak wydaje się płynąć tylko wtedy, kiedy hosty są przebudzone). Jedyne, co jest w ludziach ludzkie, to twarze. Hosty są w większości nienaturalnie piękne, bez zmarszczek, zawsze w pełnym makijażu, kobiety mają rzęsy jak wachlarze. Co innego Theresa. Od razu widać, że ona z pewnością jest człowiekiem. Podobnie Ford czy Mężczyzna w Czerni.

Ostatnim elementem są sceny, w których hosty traktuje się jak przedmioty. Nie raz słyszymy uwagi w rodzaju „to tylko robot, nie traktuj go, jakby coś czuł”. Wizja hostów rzucanych na jedną stertę martwych ciał budzi w nas skojarzenia z ofiarami systemów totalitarnych, przywodzi na myśl ludobójstwo. To wszystko uświadamia nam, jak nieludzka stała się ludzkość.

Jak sprawić, by obce było nasze?

Nie wiemy, kiedy rozgrywa się akcja serialu. Świat przedstawiony wydaje się być jednak przyszłością naszej planety. Wskazuje na to szereg nawiązań do znanej nam rzeczywistości. Część z nich ma znaczenie fabularne, inne go nie mają. Dla niektórych widzów szukanie smaczków stanowi połowę przyjemności oglądania serialu. Ale oprócz fabularnych, nawiązania mają również inną funkcję – oswajają obcy dla nas świat i ożywiają go. W serialach czy filmach bardzo wiele komunikatów o statusie i charakterze bohaterów dostajemy z tła, scenografii, kostiumów. Tymczasem bohaterowie Westworld żyją w atrapie świata. Zarówno sam park rozrywki jak i centrum obsługi to wypreparowane, sztuczne środowiska. Bohaterowie nie słuchają muzyki, nie wiemy, co jedzą, nie mają na ścianach obrazów ani plakatów. Nie jesteśmy w stanie rozpoznać ich statusu materialnego na przykład po meblach, które mają w pokojach ani ciuchach, które noszą. Jak w takiej sytuacji sprawić, że się czegoś o nich dowiemy? Możemy kazać im mówić cytatami. Te odniesienia do innych dzieł kultury sprawiają, że stają się bardziej ludzcy, po prostu nam bliżsi, a przy okazji dowiadujemy się także czegoś o ich wykształceniu i zainteresowaniach.

Kto jest kim i dlaczego

Jeśli chodzi o bohaterów, twórcy mocno poszli w klisze. Poniżej lista niektórych z nich i najważniejsze elementy ich tożsamości podkreślone strojem.

Dr Robert Ford – Archetyp genialnego naukowca, który zna się na wszystkim i zawsze jest pięć kroków przed innymi. Jednocześnie jego stylówa aż krzyczy „jestem XIX-wiecznym naukowcem, który odkrył istnienie ewolucji!”. Cytaty z Szekspira to głównie jego domena, z czego możemy wnosić, że jest typem staroświeckim. Jego biuro jako jedyne pomieszczenie w budynku zawiera osobiste akcenty, które kojarzą się mocno z gabinetami uczonych z ubiegłego wieku (lub z muzeum) – mamy tam więc „okazy ludzkie”, preparaty pod szkłem, biblioteczkę, kolekcję figurek, a nawet czajniczek i filiżanki. Jego strój również wydaje się nie z tego świata, jest niemodny minimum od stu pięćdziesięciu lat. Kolejny element, który nie trzyma się kupy, to „dzieciństwo” Forda, o którym opowiada w zaginionym domku w parku. Te stroje, to wnętrze, serio? To ile on ma lat? Ponad dwieście? Czy to wszystko lipa? Może się kiedyś dowiemy.

Dolores – „Skrzywdzona niewinność” to archetyp Dolores, przynajmniej na początku. Niebieska sukienka, rozpuszczone włosy – te elementy pasują raczej do nastolatki niż do młodej kobiety, potęgując wrażenie bezradności i stopień ignorancji bohaterki. Ale strój jest jednocześnie ewidentnym nawiązaniem do Alicji w Krainie Czarów, której tekst słyszymy również kilkakrotnie w trakcie trwania serialu. Tak więc wiemy, że Dolores nie jest tak niewinna, na jaką wygląda. Później, kiedy po raz pierwszy zaczyna zyskiwać świadomość, natychmiast przebiera się w praktyczne spodnie w kolorze burym. To dla nas wyraźny sygnał, że stała się bardziej samodzielna i niepodległa – w końcu na Dzikim Zachodzie w spodniach chodziły głównie kryminalistki.

Mężczyzna w Czerni (Man in Black) – Archetyp złego charakteru. Jest tak zły, że nawet ubrany jest na czarno, żebyśmy od razu wiedzieli, że mamy do czynienia ze zwyrodnialcem. Zabija na lewo i prawo, gwałci i torturuje. Jego strój jest również nawiązaniem do oryginalnego filmu z lat 70., gdzie w podobnym ubraniu chodził główny, zbuntowany robot-morderca.

William – Archetyp „miłego kolesia”, który zakłada biały kapelusz, bo jest uroczy, ciepły i nie chce nikogo krzywdzić. [Czy jeśli Dolores to Alicja, jego możemy uznać za odpowiednik Białego Królika?]

Maeve – Klasyczna „dziwka o złotym sercu” i mrocznej przeszłości. W barze jest wystrojona i wystylizowana, ale w scenach ze snów wygląda inaczej – ma rozpuszczone włosy i jasny strój (wielce praktyczny w przypadku, gdy mieszkasz sama na prerii), które mają symbolizować fakt, że kiedyś była bardziej niewinna i potrafiła kochać. Z kolei w większości scen przebudzenia, mających miejsce w centrum dowodzenia, Maeve jest zupełnie naga, jak biblijna Ewa.

Theresa – Jedyna bohaterka, która nie wpasowuje się ewidentnie w żaden archetyp. Jest natomiast wystylizowana tak, żebyśmy od razu rozumieli, że jest człowiekiem. Właściwie wyłącznie w jej przypadku nie można mieć żadnych wątpliwości – wygląda na zawsze zmęczoną, wiecznie z papierosem w ręku, nie nosi makijażu (w każdym razie w porównaniu z hostami), pije. Jest najbardziej ludzkim człowiekiem ze wszystkich przedstawionych, chociaż jej morale również pozostawia wiele do życzenia.

Indianie – Traktuję ich jako bohatera zbiorowego, bo tak przedstawiają ich twórcy. Wpadają w archetyp „rasy wiedzącej”. Mają terytorium, z którego nikt nie wychodzi żywy, zachowują się jak duchy, posiadają bezcenne informacje, dosłownie i w przenośni (figurki przedstawiające „sprzątaczy”, wiara, skalpy). Co ciekawe, Bernard ma pościel inspirowany sztuką Indian Navajo, co łączy go w sposób symboliczny ze światem hostów.

Pętla jako narzędzie narracji

Na koniec jeszcze muszę powiedzieć, chociaż to trochę inna para kaloszy – zachwycało mnie w każdym odcinku, jak fantastycznie sprawdzają się pętle jako narzędzie narracji. Nie jestem typem widza, który lubi siedzieć godzinami na forach i spekulować, ale zwracam uwagę na pewne aspekty fabuły i we własnym zakresie staram się wymyślić, co będzie dalej. Te powtórzenia, cytaty w cytatach, to po prostu fantastyczna zabawa. Technicznie ten serial to naprawdę perełka.

2 comments

  1. Genialny wpis! Uwielbiam czytać takie analizy zamiast recenzji seriali. Bardzo interesuje mnie sposób, w jaki twórcy tworzą swoje serialowe i filmowe światy – właśnie ta kolorystyka, lokalizacje i scenografie, wszystkie nawiązania i tropy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s