Hania Humorek jest feministyczna

port-Hani

Chyba mam obsesję na punkcie literatury dziecięcej. Wnioskuję to z faktu, że myślałam dziś o Hani Humorek, stojąc pod prysznicem. Właśnie tam dopadło mnie olśnienie, że jest ona doskonałą feministyczną bohaterką.

Zanim napiszę, dlaczego, dwa słowa wyjaśnienia dla osób, których przestrzeń osobista wolna jest od dzieci i w związku z powyższym z Hanią się wcześniej nie spotkali. Otóż panna Humorek to siedmioletnia protagonistka serii książeczek dla dzieci autorstwa Megan McDonald. W oryginale nazywa się Judy Moody. Urodziła się w średniozamożnej rodzinie państwa Humorków, mieszka w stanie Wirginia. Ma młodszego brata Smrodka, kotkę Myszkę i kolekcję plastrów. Z pozoru jest, jak widać, zupełnie zwyczajna, skąd więc posądzenia o feminizm?

Już wyjaśniam. W punktach, żeby było czytelniej.

  1. Hania jest niegrzeczna. Pierwszy tom serii zaczyna się od wielce znaczącego zdania: „Hania Humorek miała humorek. I to wcale nie za dobry humorek. Humorek ze złą minką”. Hania ten zły humorek pokazuje. Warczy. Marudzi. Jęczy. Krzyczy. Nie ma zamiaru znosić losu ze stoickim spokojem ani tym bardziej pokorą. Bywa męcząca i upierdliwa. Niesprawiedliwa. Wredna. Mówi nieprawdę. Wyraża całą gamę negatywnych uczuć, które wszyscy mamy. Małe dziewczynki też.
  2. Hania jest fajna. To, że miewa zły humor, nie znaczy, że jest antybohaterką. Owszem, czasem się denerwuje, ale za chwilę śmieje. Wścieka się, a potem przeprasza. Jest smutna, ale daje się pocieszyć. A jednocześnie jest wygadana, zabawna, sprytna i ma ogromną wyobraźnię.
  3. Hania ma hobby. Kolekcjonuje różne rzeczy. Fascynują ją rośliny i dzikie zwierzęta, czyta książki detektywistyczne i uwielbia historię. Podsumowując ten i poprzednie punkty – Hania jest feministyczna, bo jest ludzka. To nie wydmuszka z kartonu, ale postać z krwi i kości. Hania, jak każde prawdziwe dziecko, miewa dni lepsze i gorsze. Czasem wstaje lewą nogą bez wyraźnego powodu. Czasem pokłóci się z przyjaciółmi o głupoty. Czasem wścieknie się na młodszego brata. Ale wciąż pozostaje sobą, fajną, samodzielną, myślącą dziewczynką.
  4. Hania nie jest anty-dziewczynką. Mam wrażenie, że autorom książek dla dzieci chcącym przedstawić alternatywną postać dziewczęcą zdarza się popadać ze skrajności w skrajność. Skoro bohaterka nie chodzi w różowych sukienkach, to na pewno uwielbia łazić po drzewach, pluje na jednorożce i w życiu nie miała na sobie nic z kokardkami. Wprawdzie Hania na rysunkach przedstawiana jest głównie w spodniach, a z treści dowiadujemy się, że okropnie nie lubi się czesać, ale nigdzie nie pada ani jedno słowo potępienia „dziewczęcego” stylu bycia ani pochwały „chłopięcego”.
  5. Już samo to wystarczyłoby, żeby polecać książki o Hani. Ale to jeszcze nie koniec. Jak wspomniałam, Hania interesuje się historią. Chce też zostać lekarką. Jej idolką jest Elizabeth Blackwell, pierwsza kobieta-lekarz. W kolejnej części serii Hania po wizycie w Waszyngtonie opowiada dzieciom z klasy o Sybil Ludington, bohaterce wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Maniakalnie czytuje książki o Nancy Drew. Pojawiają się też inne kobiece postacie. Takie „if you can see it, you can be it” w praktyce.

Niełatwo jest znaleźć książki dla dzieci, których bohaterkami są fajne dziewczynki. Podobnie jak w przypadku filmów, większość „uniwersalnych” książek ma za bohaterów chłopców. „Dziewczęce” najczęściej ociekają różem i lalkami Barbie. Ale Hania jest po prostu fajna. Dlatego opowieści o niej lubią nie tylko dziewczynki. Mój pięcioletni syn też.

PS. Audiobooki o Hani są fantastycznie czytane przez Julię Kamińską. Polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s