Krótka notka o Mulan

Kiedy w 1998 roku Mulan pojawiła się w kinach, byłam w wieku pomiędzy „wyrosłam już z bajek” a „ponownie dorosłam do bajek”. Widziałam ten film tylko raz czy dwa w towarzystwie młodszego brata i nie zrobił na mnie większego wrażenia. Dopiero niedawno obejrzałam go ponownie. Oczywiście spłakałam się jak norka (powiedzcie, że nie tylko ja płaczę na filmach dla dzieci, a zwłaszcza na „Jak wytresować smoka”, prawda, że nie jestem jedyna?), ale kiedy się skończył, pomyślałam: „Jaki to świetny, feministyczny film z super żeńską bohaterką! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że Mulan jest ekstra?”.

Disney_ships_-_Mulan_and_Shang

Natychmiast weszłam w gugle, żeby poszukać, co inni mają do powiedzenia na temat tej produkcji. I się dowiedziałam. Że Mulan wcale nie jest feministyczna. Jest antyfeministyczna. I w ogóle. Zły, niedobry film.

Bo Mulan musi się przebrać w męskie przebranie, żeby coś osiągnąć (hellou, ale uznanie całego kraju zdobywa jako kobieta?).

Bo żołnierze śpiewają, że dziewczyna, dla której chcą walczyć, nie musi być mądra (hellou, to banda głupków, którym Mulan pokazuje, że dziewczyna nie tylko może być mądra, ale w dodatku mądrzejsza od nich?).

Bo Mulan wraca do domu, zamiast przyjąć rolę doradcy cesarza (hellou, zostawiła w domu ciężko chorego ojca?).

tumblr_mu2nuq4N8i1sobyjzo1_500

Przepraszam! A to, że Mulan ratuje CAŁE CHOLERNE CHINY przed bandą Hunów to nic? To, że jest najlepszym żołnierzem ze wszystkich? Że zamiast zostać uratowana jak wszystkie księżniczki, wyciąga z lawiny swojego przyszłego męża?

I w dodatku chińscy żołnierze pokonują Hunów, wymalowani jak laleczki i w kieckach!

tumblr_me2ybtu8a41rb8ly8o1_500

Pojawiają się jeszcze inne zarzuty, na przykład, że Mulan przy okazji ratowania świata zdobywa faceta. Tak jakby męscy bohaterowie nie zdobywali na końcu filmu wymarzonej dziewczyny. No nigdy nie zdobywają.

Oczywiście, nie jest to film wolny od fabularnych klisz (w rodzaju tego powrotu do domu, szlachetny wojownik zawsze musi wrócić, nigdy nie zostaje doradcą cesarza, woli hodować swoje kury) czy nieścisłości historycznych i faktograficznych. Ale to nie znaczy, że nie jest feministyczny. Ma główną bohaterkę, która jest tak dzielna i waleczna, że już bardziej nie można, a przy tym oglądamy jej przemianę, widzimy, że nie pasuje do (szowinistycznego, ależ tak!) społeczeństwa, ale zmusza je, by uznało jej inność. Jak dla mnie to jest po prostu świetny przykład feministycznego przesłania.

tumblr_ma5z7ocpru1qm6oc3o1_500

I widzicie, pomyślałam sobie, nie po raz pierwszy zresztą, że znów rzucamy się sobie do gardeł (feministyczne! nie feministyczne! nie dość feministyczne!), zamiast się cieszyć, że mamy taką fajną, choć nieidealną bohaterkę, w fajnym, choć nieidealnym filmie. Sama to robię. Sama próbuję się dopatrzeć szowinizmu w filmach z żeńskimi bohaterkami. Sama nieustająco „testuję” produkty popkultury pod kątem tego, czy są wystarczająco feministyczne. I sama się za to czasem ganię, bo mam świadomość, że „przyczepiłam się” niepotrzebnie.

Właściwie już kiedyś o tym pisałam, ale napiszę jeszcze raz, bo wydaje mi się, że to ważne – nie każdy film musi być idealnie feministyczny. A nawet więcej – żaden nie będzie idealnie feministyczny. Tak jak feminizm od dawna nie jest monolitem (czy kiedykolwiek nim był?), tak nasze postrzeganie kultury też zawsze będzie przefiltrowane przez nasze doświadczenia, preferencje, wrażliwość. Dlatego stworzenie filmu, książki czy serialu idealnie feministycznego jest niemożliwe. Zawsze będzie się do czego przyczepić. Bo jedna bohaterka nie może być wzorem dla nas wszystkich.

Musi ich być więcej, coraz więcej, żebyśmy wreszcie przestały się zastanawiać nad tym, czy dany film jest feministyczny czy nie. Kobiety to tylko ludzie. Jedne są ładne, inne brzydkie, jedne zabawne, inne drętwe, jedne odważne, inne tchórzliwe. Ale każda z nich jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i zasługuje na to, żeby kogoś podobnego do siebie zobaczyć na ekranie. Nie chcemy oglądać w kółko trzech typów dziewczyn (romantycznej i wiotkiej bladolicej dziewoi, twardej wojowniczki, statecznej matrony). Chcemy różnorodności i to jest w porządku.

Rusty pisała przed chwilą o „zasadzie Shannon” – że jeśli mamy wystarczającą reprezentację kobiet w filmie, to część z nich może być idiotkami. Możemy części nie lubić. Mogą nam działać na nerwy. Możemy się za nie wstydzić.

Ważne, żebyśmy miały z czego wybierać.

 

8 comments

  1. Osobiście uważam, że Mulan jest filmem feministycznym osadzonym w niefeministycznych czasach. Mulan wyprzedza o lata świetlne pozostałe klasyczne bohaterki Disneya (paradoksalnie akcja toczy się chyba najwcześniej z nich), których jedynym celem jest zdobycie faceta. Mulan jest ogarniętą babką, świetnym wojownikiem i córką troszczącą się o chorego ojca. Pewnie, że Chiny ratuje przebrana za faceta, ale to po prostu kwestia czasów, w których żyła. Po wszystkim jej płeć nie ma znaczenia (a przecież w feminizmie chodzi o równość płci).
    Mnie w filmie denerwował tylko Li Shang, którym wszyscy w filmie się zachwycali, bo jest taki wspaniały i w ogóle, a koniec końców nie potrafił zbyt wiele zrobić samodzielnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s