Dzień obciachu 2015, czyli dlaczego nie piszę

Pamiętacie, jak dwa lata temu ogłosiłam 11 lipca Dniem Obciachu? Nieważne, ja też właściwie o tym zapomniałam. Ale niedawno mi się przypomniało, bo znów minął ponad miesiąc, odkąd ostatnio coś tu napisałam i ciągle nie mogę się zebrać, żeby to zrobić. To jest, jak sądzę, największy aktualnie obciach, przynajmniej jeśli chodzi o ten blog.

Nie chodzi o to, że brakuje mi weny. Bynajmniej. Mam rozgrzebanych kilka wpisów, a pomysłów „na później” cały notatniczek. Dopadła mnie inna blogerska choroba – brak poczucia, że moja pisanina ma sens. Wydaje mi się, że wszystko, co wymyślę, jest wtórne, a jeśli nie wtórne, to niewystarczająco dopracowane. A czasu na dopracowanie brak, bo dzieci, praca i inne życiowe okoliczności. Nie mogę pisać wpisów wystarczająco dobrze, więc nie piszę ich wcale.

Nie oznacza to jednak, że popkultura przestała mnie interesować, albo że nie mam ochoty na dialog z innymi jej uczestnikami. Wręcz przeciwnie, potrzebę taką posiadam i wydaje mi się, że zdaje się ona raczej rosnąć niż maleć. Lubię też słuchać, co inni mają do powiedzenia w tematach, które mnie interesują, nawet jeśli mój udział w jakimś zjawisku ogranicza się do czytania o nim (hello, gry komputerowe i RPGi).

O ile założenie strony bloga na FB zawsze wydawało mi się pomysłem megalomańskim (nie, że w ogóle, tylko odnośnie mojego bloga, który ma niezbyt powalającą liczbę odwiedzin i fanów), o tyle ostatnio doszłam do wniosku, że może być ona fajną platformą wymiany myśli i opinii. Chciałabym jednak, żeby nie było to tylko miejsce, gdzie będę wrzucać linki czy złote myśli. Wolałabym bardziej „demokratyczny” twór. Dlatego zdecydowałam, że zamiast stworzyć stronę bloga, zrobię po prostu grupę.

Oto więc Kacza Zupa: Forum Wielbicieli Popkultury. Kto chce, niech dołącza. Kto chce pisać, niech pisze, kto nie chce, może tylko czytać. Recenzje, linki i polecanki mile widziane.

Zapraszam.

Mam nadzieję, że się tam spotkamy.

 

10 comments

  1. *tuli* Przez te 2+ lata w blogosferze zauważyłam, że każdy przechodzi taki (lub bardzo podobny) kryzys. I jestem zdania, że grunt to do niczego się nie zmuszać, bo wtedy to dopiero jest mordęga – nie dość że czujemy się jakbyśmy nie mieli nic do powiedzenia, to jeszcze się zmuszamy żeby coś wymyślić i zadręczamy, że nam się nie udało.
    Tak więc tulam i trzymam kciuki, że uda Ci się ponownie nabrać blogerskiego wiatru w żagle 🙂

    • Dziękuję Ci bardzo, właśnie pamiętam Twój kryzys i nie sądziłam, że mnie to samo dopadnie.

      Miało pomagać na samopoczucie, a nie pomaga 😦 Ech, to wszystko przez to deszczowe lato i uwiązanie do małego dziecka. Nawet seriali nie mam kiedy oglądać. 😦
      I Internet nad morzem tak bardzo nie działa :(((

      • Myślę, że to kryzys a) powszechny wśród blogerów, zwłaszcza popkulturowych (bo jest ona powszechna i cykliczna, ie. gdy wchodzi nowy film, wszyscy o nim piszą, etc.),
        b) nawracający. W sensie ja takie kryzysy – w mniejszym lub większym natężeniu – mam przynajmniej raz na kwartał 😛

        Jestem sobie w stanie wyobrazić, że życiowe obowiązki mogą utrudniać popkulturowe doświadczenia, ale pamiętaj, że każdy z nas jakoś się jednak musi ograniczać, bo nikt nie może pochłonąć -całej- popkultury. Jasne, gorzej gdy nie masz nawet jednej chwili dla siebie, ale IMHO to idealna okazja by np. zrobić popkulturową czystkę – zrezygnować z pewnych seriali (które np. oglądamy „bo wypada” albo z przyzwyczajenia), itp.
        Ja w takich momentach staram się pamiętać, że nie muszę wiedzieć i oglądać wszystkiego – tylko to, co naprawdę mnie kręci. I podobnie jest z pisaniem – wszyscy piszą o nowej kinowej premierze, i czujesz że też powinnaś? F*ck it! Napisz o zapomnianym serialu z lat 90-tych, albo najnowszej płycie niezależnego zespołu. Zauważyłam także, że często największy odzew mają notki nieco bardziej osobiste, a nie koniecznie dotyczące ostatnio obejrzanego serialu. Może właśnie urodzi Ci się w głowie tekst o wpływie potomstwa na pochłanianą popkulturę? I’d be interested to read that 🙂

        PS. I żeby nie było: mogę tu sobie siać różnymi radami, a prawda jest taka, że nie zawsze potrafię się do nich stosować. No i każdy przypadek jest indywidualny 🙂

      • Och, Myszo, strasznie ci dziękuję za twoje słowa. Wielce są pokrzepiające (not sarcasm). Ja się zawsze w sumie pozycjonowałam gdzieś obok nurtu nowości, bo i tak nie byłam w stanie nadążyć ze wszystkim, ale chwilowo wypadłam tak bardzo, że nawet te lata 90-te wydają mi się daleko 😉

        Wpływ potomstwa na pochłanianą popkulturę! Świetny pomysł. Chyba faktycznie o tym napiszę 🙂

        A z radami to wiadomo – zawsze lepiej się daje, niż się do nich stosuje 😉 Ale i tak bardzo ci dziękuję.

      • Glad I could help, chociaż troszkę. W razie gdybyś potrzebowała pojęczeć albo wspierającego przytulenia, wiesz gdzie mnie szukać 🙂

  2. Doskonale rozumiem. Od marca mam problem z pisaniem, bo mam wrażenie, że moje pisanie nie ma większego sensu. Owszem, trafiły się dwa wpisy dotyczące niedosłuchu w kontekście odbioru kultury, ale nie na tym chciałam budować swoją blogerską chwałę. 😛

    Już się zapisałam, jestem ciekawa jak to miejsce będzie funkcjonować. Ogólnie wrzucanie treści na FB jest zdecydowanie wygodniejsze i są większe szanse na interakcje z innymi.

    • Ja mam problem z pisaniem od grudnia. Najpierw to był brak czasu z powodu posiadania małego dziecka i pracy jednocześnie, który przeszedł w kryzys pod tytułem „po takiej przerwie trzeba by napisać coś z sensem”, a sensu jakoś brak. I tak zamiast coraz lepiej, robiło się coraz gorzej i gorzej…

      A z tym niedosłuchem to akurat bardzo ciekawe i oryginalne teksty. Mnie sie wydaje, że na takich właśnie powinno się budować sławę, bo są czymś, co wyróżnia 🙂

      Jeśli chodzi o grupę to nigdy jeszcze nie prowadziłam grupy, więc wszelkie uwagi przyjmę na klatę. Na razie będę traktować to miejsce trochę jak swoją stronę FB, wrzucać tam różne rzeczy, w nadziei, że coś kogoś ruszy. Fajnie by było, gdyby udało się przyciągnąć grupę ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy mogliby sobie pogadać 🙂

  3. Mnie o wiele łatwiej przychodzi korzystanie z bloga fejsowego, bo łatwiej tam jednak odczuwać interakcję z ludźmi ( a przy okazji rozrzewnić się nad faktem, że ktoś polubił mój post, to znaczy, że „heeej przeczytał, czyli jeszcze kogoś obchodzi to co piszę ;)). A kryzys blogowy mam od samego początku pisania, bo o tylu rzeczach chciałoby się napisać, a codziennie życie nie odpuszcza. A później to jakoś wena mnie opuszcza.

    • Właśnie, na FB jakoś lepiej widać czytelników. Tutaj tylko liczba odwiedzin mówi mi, że ktoś przeczytał, bo komentarzy jest przeważnie niewiele (a czasem w ogóle ich nie ma i wtedy to już zupełnie nie wiem, jak to interpretować).

      Tak, życie i blogowanie nie idą ze sobą w parzę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s