Lubię ładne kadry. Wpis mocno ilustrowany.

Rozmawiałam ostatnio z kilkorgiem moich znajomych i naszła mnie taka w sumie dość banalna refleksja, że ludzie rzeczywiście odbierają rzeczywistość na dwa różne sposoby – słuchem lub wzrokiem. Niby fakt, że ludzie dzielą się na słuchowców i wzrokowców, wbija nam się do głowy już w podstawówce, ale jak wszelkie proste podziały i ten zawsze wydawał mi się podejrzany. Właściwie dalej tak jest. Pewnie istnieją masy ludzi, którzy rzeczywistość odbierają słuchem i wzrokiem w równym stopniu, albo jeszcze innymi organami, węchem, dotykiem i czym tam jeszcze się da.

Tym, co mi się zdecydowanie najbardziej podobało w serialu Detektyw, był sposób filmowania i budowania świata przedstawionego za pomocą niesamowitych, klimatycznych zdjęć. Ten serial to również dowód, że z pieknych kadrów nie zawsze musi wynikać ładna historia.

Nie zmienia to jednak w najmniejszym stopniu faktu, że ja kulturę odbieram przede wszystkim wzrokiem. Czym to się właściwie objawia? Głównie tym, że jednak kino jest moją absolutnie ulubioną ze sztuk. Literatura, muzyka, teatr itp. stoją zdecydowanie niżej w mojej prywatnej hierarchii ulubionych rozrywek. Po prostu lubię sobie popatrzeć.

euforia

Euforia, film rosyjskiego reżysera Ivana Wyrypajewa, składa się niemal wyłącznie z obłędnych kadrów. Za ich pomocą udaje mu się pokazać niesamowitą przestrzeń rosyjskiego stepu.

To też oznacza, że wolę filmy, w których wizja gra większą rolę niż fonia. Nie przepadam za takimi produkcjami, w których najważniejszą rolę odgrywa dialog. Jest to jedna z przyczyn, dla których nie kocham filmów Allena – za dużo w nich gadania. Neurotyczni bohaterowie są w porządku, pod warunkiem, że z ich ust nie wylewa się nieustanny potok słów. Między innymi dlatego wielkim odkryciem było dla mnie w pewnym momencie kino azjatyckie, produkcje Kim Ki Duka czy Wong Kar Waia. Bohaterowie ich filmów porozumiewali się półsłówkami, a czasami wyłącznie gestami czy spojrzeniami, jak w moim ulubionym Pustym Domu, gdzie główny bohater nie odzywa się przez cały film (choć słyszymy jego głos z offu). Myślę, że również dlatego tak bardzo zachwycił mnie Brokeback Mountain, nawiasem mówiąc przecież także zrealizowany przez azjatyckiego reżysera, bo ten film stworzony jest z pięknych kadrów, można powiedzieć wręcz widokówek, które opowiadają tak przejmującą historię przy pomocy tak niewielu słów.

brokeback-mountain Jeden ładny kadr. Tyle możliwych interpretacji.

Właściwie to wszystko wydaje się dość paradoksalne, bo żyjemy w erze kultury obrazkowej. Niemal każdy z nas ma w telefonie aparat fotograficzny, instagram i inne programy umożliwiają błyskawiczną obróbkę naszych zdjęć. Zdjęcia strasznie „staniały”, ich wartość jest dziś dużo mniejsza niż w erze aparatów na kliszę fotograficzną. Piękne, pocztówkowe zdjęcia zalewają nas ze wszystkich stron, wystarczy wejść na dowolny tumblr, pinterest czy generator tapet na pulpit. W każdej gazecie mamy eleganckie, śliczne czy urokliwe sesje zdjęciowe. Do zdjęć na najwyższym poziomie przyzwyczaiło nas Hollywood (co zwłaszcza widać, kiedy ogląda się niedoinwestowane, choć przecież zasobne w dobrych operatorów kino polskie). Czym się zatem różni ładny kadr w dajmy na to hollywoodzkim filmie sensacyjnym od ładnego kadru w ambitnym kinie azjatyckim?

Heath ledger 2heath ledger

Po lewej ładne zdjęcie Heatha Ledgera. Po prawej dobre zdjęcie Heatha Ledgera.

Tym samym, czym dobre zdjęcie różni się od ładnego zdjęcia. Dobre zdjęcie ma warstwy (jak ogr i cebula), opowiada historię. Dobre zdjęcie daje do myślenia. Dobre zdjęcie budzi emocje, zostaje z nami. Możemy obejrzeć milion zdjęć opadających jesiennych liści i kolorowych skarpetek na tle płonącego ogniska w górach na dowolnym tumblr i nie zapamiętać z nich ani jednego. Wartość zdjęcia, kadru czy filmu nie leży wyłącznie w jego urodzie. I chociaż wielu reżyserów ucieka od ładnych kadrów, celowo używa chropowatych, nieobrobionych zdjęć, żeby nie odciągać uwagi widza od akcji, to ja jednak uważam, że sztuką jest użyć tych pięknych, ocierających się niemal o banał kadrów i zrobić film, który na zawsze pozostaje w duszy.

A gdybyście mieli ochotę obejrzeć jakieś ładne filmy, oto lista kilku(nastu) moich ulubionych (w absolutnie przypadkowej kolejności).

 

Tajemniczy ogród (reż. Agnieszka Holland)

Pusty dom (reż. Kim Ki Duk)

Upadłe anioły (reż. Wong Kar Wai)

Hero (reż. Zhang Yimou)

XXY (reż. Lucia Puenzo)

Życie ukryte w słowach (reż. Isabelle Coixet)

Take This Waltz (reż. Sarah Polley)

Tajemnica Brokeback Mountain (reż. Ang Lee)

Euforia (reż. Ivan Wyrypajew)

Tylko kochankowie przeżyją (reż. Jim Jarmush)

Mad Men (twórca Matthew Weiner)

Duża ryba (reż. Tim Burton)

Stalker (reż. Andriej Tarkowski)

Kochankowie z księżyca (reż. Wes Anderson)

W stronę słońca (reż. Danny Boyle)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s