Arkadia pełna książek

Czy słyszeliście kiedyś o Shirley Jackson? Albo o Craig Rice? Jeśli nie, to nie przejmujcie się zanadto. Żadna z tych autorek nie znalazła się w gronie szacownych twórców Wielkiej Literatury, a ich nazwisk próżno szukać na listach Najlepszy Powieści XX wieku. Mimo to, a może właśnie z tego powodu, ich powieści znajdują się na innej liście – mojej osobistej liście książek ulubionych i takich, do których chętnie wracam. Zajmują wysokie miejsca na liście pozycji, które poprawiają humor, leczą chandrę oraz doły o niewielkiej intensywności i nieznanym pochodzeniu. Nadają się idealnie na ponure listopadowe wieczory i na chwile, kiedy nie mamy ochoty na poważniejszą literaturę.

shirley jackson

Shirley Jackson. Jeśli macie ochotę zobaczyć, jak wyglądały opisywane domy opisywane w jej powieściach, polecam zajrzeć tutaj.

Zacznijmy od Shirley Jackson, amerykańskiej pisarki, która znana jest przede wszystkim z pisanych przez siebie horrorów. Jednak ja najbardziej lubię jej inne, nietypowe powieści – Życie wśród dzikusów i Poskramianie demonów. Są to powieści luźno oparte na wydarzeniach z życia autorki, początkowo publikowane jako felietony czy też opowiadania w rozmaitych amerykańskich pismach dla gospodyń domowych. Shirley Jackson była matką czwórki dzieci (tytułowych dzikusów i demonów), współwłaścicielką rozwalającego się domu w niewielkim miasteczku w stanie Vermont, żoną męża-profesora oraz opiekunką bliżej nieokreślonej liczby psów i kotów. O swoim życiu pisze z humorem i swadą, prezentując się jako osoba ciepła i sympatyczna, acz wiecznie lekko zmęczona i zagubiona (co nie dziwi nikogo, kto ma choć jedno dziecko). Jej dzieci są bohaterami licznych dykteryjek, które ubawią zarówno osoby nie posiadające potomstwa (choć pewnie będą czytały o ich wyczynach z lekkim niedowierzaniem), jak i te, które progeniturę posiadają (te ze współczuciem i zrozumieniem pokiwają tylko głowami). Żeby nie być gołosłowną, przytoczę wam tu dwa krótkie fragmenty tekstu:

„Nowy kombinezon był brązowy, miał futrzane nauszniki i kiedy prezentowałam Barry’ego ojcu i rodzeństwu w tym stroju, uświadomiłam sobie nagle, że odtąd moje przedpołudnia będą długie, ciche i puste. Zapytałam męża, czy zdaje sobie sprawę z faktu, że od jedenastu lat w naszym domu zawsze znajdowało się jedno małe dziecko i to przez cały boży dzień, na co on odpowiedział, że owszem, zdawał sobie z tego sprawę i to nawet bardzo dobrze i że jedenaście lat to bardzo długo, i że tak ciężki wyrok otrzymuje się tylko za handel godnościami kościelnymi albo za ciężkie okaleczenie ciała.” Poskramianie demonów, str. 135, Warszawa 1980

I jeszcze jeden:

„Ale ponieważ w naszym domu i tak panuje nieustanny rozgardiasz, nikt nie przejmuje się sprawą imion. Od niedawna Laurie buntuje się przeciwko zdrabnianiu jego imienia i żąda, żeby mówić do niego albo Laurence, albo Sir. Kiedy nastała Sally, nadaliśmy jej imię Sara, które pozostało wkrótce zdrobnione na Sally, ale naraziło nas na kłopoty z powodu Sally Ellenoy, więc w rezultacie mówiło się na nią Mała, a na tamtą Sallyellenoy. Mała okazało się doskonałym imieniem, bo trudno się pomylić, co również dotyczy imienia Pies dla psa, na którego Mała woła Hauhau, Laurence Trigger, a pani Ellenoy przeważnie Dziecko. Ponieważ nasze koty są identyczne, wołamy na nie przeważnie Kitty. Ja osobiście używam dwóch nazwisk. Utwory literackie podpisuję nazwiskiem panieńskim, a tak na co dzień legitymuję się nazwiskiem męża. A mój mąż, do którego odzywamy się wszelkimi odmianami słowa ojciec, reaguje na nie wszystkie bezbłędnie, począwszy od Pappy, a na Da skończywszy. Ostatnio zaimponował mi przytomnością umysłu, bo zareagował nawet, kiedy Jannie zwróciła się do niego per szanowny panie Ellenoy.” Życie wśród dzikusów, str. 101-102, Warszawa 2002

Obydwie książki są doskonale przetłumaczone przez Mirę Michałowską, a samo wgłębienie się w przekład dostarcza pewnej przyjemności, zwłaszcza kiedy porówna się naszą wiedzę o USA z wiedzą, którą posiadała tłumaczka w latach 80-tych. To samo dotyczy zresztą książki Róże pani Cherington Craig Rice, którą z kolei równie świetnie przetłumaczyła Maria Skibniewska. Smaczki te dotyczą nomen omen głównie kwestii kulinarnych. W Poskramianiu demonów występuje na przykład „narodowe” danie amerykańskie, zwane gorącymi parówkami. Człowiek dopiero po dłużej chwili orientuje się, że musi chodzić po prostu o hot-dogi. Natomiast w Różach pani Cherington bohaterowie zajadają się sandwiczami, które, kiedy czytałam książkę w połowie lat 90-tych, wyobrażałam sobie jako wyborne, choć bliżej nieokreślone smakołyki, podczas gdy dzisiaj wiem, że owe sandwicze to po prostu kanapki.

craig_rice_Time1

Craig Rice była swojego czasu tak popularna, że znalazła się na okładce The Time. Jej książki stanowiły realną konkurencję dla powieści Agathy Christie.

A skoro już jesteśmy przy Różach Pani Cherington, to może teraz dwa słowa o Craig Rice. Była to poczytna autorka powieści kryminalnych, nazywana nawet czasem „Dorothy Parker powieści detektywistycznych”. Czy rzeczywiście jej powieści były takie dobre, nie mam pojęcia, bo żadnej poza Różami nie czytałam (zdaje się zresztą, że na polski przetłumaczono zaledwie jedną inną jej pozycję, a i w Stanach stosunkowo ciężko je dostać). Róże pani Cherington są również pozycją nietypową w jej dorobku, bo przeważnie pisała dla dorosłych, natomiast bohaterami Róż jest trójka rodzeństwa – Diana, April i Archie – którzy postanawiają pomóc matce, autorce kryminałów, w zyskaniu popularności poprzez rozwiązanie tajemnicy popełnionej w sąsiednim domu zbrodni. I tutaj zresztą pojawia się wątek na poły autobiograficzny, ponieważ Georgiana Ann Randolph Craig, kryjąca się pod pseudonimem Craig Rice, podobnie jak jej bohaterka zaczynała jako dziennikarką i miała trójkę dzieci (dwie córki i syna).

Oprócz ciekawej intrygi i zabawnych bohaterów książka, podobnie zresztą jak książki Shirley Jackson, ma jeszcze dodatkową zaletę – opisuje dawno już nieistniejący świat amerykańskiej prowincji lat 40-tych i 50-tych. To świat, w którym butelka coca-coli kosztuje pięć centów, lodówki stoją na werandach, mleko i jajka przynoszą do domu mleczarze, a głównym zajęciem dzieci jest gra w baseball i taplanie się w błocie. W domach bohaterów zalegają stosy książek i komiksów, bo telewizor, nawet jeśli stoi już w salonie, nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Ten wypełniony książkami, dziećmi i zwierzętami świat wydaje się z naszej perspektywy pewnego rodzaju rajem utraconym. To czas, kiedy życie było proste, ludzi stać było na zakup olbrzymiego domu bez konieczności brania kredytu na pięćdziesiąt lat, lata były długie i upalne, a zimy śnieżne i słoneczne (jeśli nie mieszkało się w Kalifornii). Nie ukrywam, że i do mnie ten obrazek przemawia, chociaż przecież za nic w świecie nie chciałabym mieszkać w czasach, kiedy główną rola kobiety było zajmowanie się domem i dziećmi, nawet jeśli przy okazji była poczytną pisarką. Widać to wyraźnie w powieściach Jackson, o której wiemy, że publikowała powieści i opowiadania, ale główny ciężar odpowiedzialności za dom znajdował się zdecydowanie na jej głowie. To jej mąż siedzi zamknięty w gabinecie, pracując cały dzień, to jemu nie należy przeszkadzać, to on wygłasza uwagi w rodzaju „jak ty wychowujesz te dzieci”, mimo że ma wolny zawód i podobnie jak żona większość czasu spędza w tym samym budynku co owe dzieci. Kiedy Jackson przy takim układzie miała jeszcze czas pisać powieści, tego doprawdy nie wiem. I chociaż książka jest oczywiście fikcją literacką, myślę, że relacje pomiędzy bohaterami opisane zostały mniej więcej prawdziwie – po prostu tak wtedy było, że kobiety swoje ambicje mogły realizować niejako ukradkiem, przy okazji, o ile w ogóle mąż im na coś takiego pozwalał.

Nieco inaczej wyglądała sytuacja Rice, która mimo dużej rotacji mężów (miała ich co najmniej czterech) zdecydowanie sama zarabiała na swoje utrzymanie. Wydawała w intensywnych okresach swojej twórczości dwie, nawet trzy powieści rocznie, do tego również opowiadania. Jej książki były ekranizowane, nagrywano na ich podstawie słuchowiska, pisała też scenariusze filmowe. Jednak Rice za swój sukces zapłaciła ogromną cenę – podobnie jak bohaterowie większości jej powieści, piła za dużo i popadła w alkoholizm. Z wiekiem przyplątały jej się również inne problemy ze zdrowiem i w efekcie zmarła w wieku zaledwie czterdziestu dziewięciu (a może pięćdziesięciu jeden, zależy od źródła) lat. Również Shirley Jackson zmarła młodo na zawał serca – miała tylko 48 lat. Przez lata cierpiała z powodu rozmaitych problemów psychicznych, brała również leki, które mogły przyczynić się do jej śmierci (nie mówiąc już o tym, że paliła jak smok). W jakiś sposób wydaje mi się to symptomatyczne, że obie zmarły tak młodo. Owszem, niezdrowy tryb życia niewątpliwie się do tego przyczynił, ale wydaje mi się, że był on raczej efektem sytuacji, w jakiej się znalazły, niż przyczyną problemów. Może to tylko zbieg okoliczności, a może zabiło je coś więcej – presja oczekiwań społecznych, którym nie były w stanie sprostać, niemożność znalezienia dla siebie właściwego miejsca w świecie, frustracja. Szkoda, że jako pisarki gatunkowe nie miały szans trafić do annałów historii światowej literatury i dziś są właściwie zapomniane. Zwłaszcza Rice pozostaje dziś niedoceniona, nawet w rodzinnych Stanach, chociaż książki jej kolegów po piórze z tamtego okresu, również autorów kryminałów, są wciąż wydawane i omawiane.

Mimo te niezbyt optymistycznej konkluzji polecam serdecznie lekturę Życia wśród dzikusów, Poskramiania demonów i Róż pani Cherington. Można kupić je wyłącznie na allegro, bo od lat nie były wznawiane (Róże miały w ogóle chyba tylko jedno wydanie) i kosztują grosze, a naprawdę warto mieć je w domu, bo to ten rodzaj książek, do którego chce się wracać.

13 thoughts on “Arkadia pełna książek

    • Wiesz, pisałam ten tekst w dużej mierze z myślą o tobie, bo to takie książki, które da radę przeczytać z doskoku albo bujając niemowlę na ramieniu 😉

      Coś Marthy Grimes kiedyś zaczęłam czytać, ale chyba nie Hotel Paradise i jakoś tak się nie wciągnęłam. A mówisz, że warto?

      • „Hotel Paradise” zdecydowanie warto, ma fajny klimat retro prowincji USA i zagadkę kryminalną.

        BTW, masz więcej zachęconych czytelników, weszłam wczoraj na Goodreads i ktoś w moim feedzie miał wszystkie trzy książki zaznaczone jako „do przeczytania”.

        A ja teraz wszystkie książki czytam z doskoku, czasy, gdy czytałam powieść na raz minęło bezpowrotnie. 😀

      • „A ja teraz wszystkie książki czytam z doskoku, czasy, gdy czytałam powieść na raz minęło bezpowrotnie.”
        Faktycznie, kiedyś były takie czasy… 🙂 Zupełnie już o tym zapomniałam.

        Całkiem fajne są też powieści Sue Grafton z serii alfabetycznej, ale to już inne czasy.

      • Już wiem, zaczęłam The Horse You Came In On po angielsku i chyba mi jęzkowo ciężko szło, bo zostawiłam w jednej trzeciej. Ale zrobię drugie podejście może…?

      • Polskie tłumaczenie jest niezłe. Ja lubię jej kryminały Richardzie Jurym, ale nie na tyle, by je zapamiętywać, ale seria o Emmie to co innego. Nie dalej jak w tym tygodniu maż mi kupił Southern Comfort, na tak zwane zaś, tylko dlatego, że bohaterka robi na jego bazie drinki.

  1. Kurczę, mam ostatnio taki kiepski nastrój – te książki brzmią na niego idealnie. Jak chłodny okład w gorący dzień 🙂
    Dzięki za polecankę – z przyjemnością dodam książki do wciąż rosnącej listy „to read” 😀

    • Jak zły humor, to koniecznie 🙂 Robią dobrze na duszę, tylko zbyt szybko się kończą. „Przyślę panu list i klucz” Pruszkowskiej też jest fajne, jeśli lubisz wątki literatury w literaturze 🙂

  2. Mogę dorzucić jedna uwagę: „Róże pani Cherrington” miały w Polsce dwa wydania, oba trzymałem w ręce. Jedno w serii ze srebrnym kluczem w latach gomułkowskich chyba, a drugie sporo później, też w jakiejś serii detektywistycznej, w odrażająco różowej okładce. Na marginesie: balladę „Old Sixty Seven” można znaleźć obecnie na youtube np. w wykonaniu Johnny Casha, co wszystkim wiernym książki czytelnikom Craig Rice serdecznie polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s