Kilka słów o Grawitacji

Uwaga – tekst zawiera dokładne omówienie filmu, więc jeśli go nie widzieliście, nie czytajcie.

GRAVITY

Grawitację Cuarona chciałam zobaczyć głównie z tego powodu, że cały świat dziwił się, jak to możliwe, że film, w którym jedna baba przez półtorej godziny unosi się w próżni, mógł dostać tyle nominacji do Oscara. Nie wiem czemu byłam przekonana, że będzie to film niesamowicie smutny. Może dlatego, że z trailera wywnioskowałam, iż faktycznie Sandra Bullock będzie przez półtorej godziny samotnie dryfować przez ciemny kosmos, co okazało się nie do końca prawdą. W filmie jest jednak sporo akcji i napięcia. Zdaje się, że (co zupełnie mi umknęło) był nawet reklamowany jako thriller. Wiele recenzji pod tym kątem zresztą film oceniało (Hitchcock w kosmosie itp.). Nie jest to zresztą opinia nieuzasadniona. Faktycznie, nie pamiętam, kiedy ostatnio tak mocno obgryzałam na filmie paznokcie. Reżyserowi doskonale udało się stworzyć obraz nieprawdopodobnie wprost klaustrofobiczny, posługując się najszerszą możliwą przestrzenią.

tumblr_mujerkQrzO1r0vrb6o1_500

Ale czy to sprawia, że filmowi naprawdę należy się Oscar? Czytając recenzje, zauważyłam, że widzowie dzielą się zasadniczo na dwie kategorie. Jedna grupa twierdzi, że Grawitacja to niezapomniane widowisko, które zapiera dech w piersiach i ze względu na techniczną perfekcyjność jak najbardziej zasługuje na najwyższe pochwały. Druga zaś twierdzi, że ludzie tak w kosmosie nie latają, a poza tym w filmie zapomniano dodać fabułę. I tak naprawdę widziałam tylko pojedyncze głosy, które zwracają uwagę na fakt, że ten film bynajmniej nie jest tylko pustą, wizualną wydmuszką. Dla mnie Grawitacja to bowiem przede wszystkim film o żałobie, depresji i procesie zdrowienia.

gravity-set-image-sandra-bullock-462x600

Człowiek, który nigdy nie przeżył depresji, nie jest w stanie sobie wyobrazić, jakie to właściwie jest uczucie. Jednak ktoś, kto ma za sobą ten stan, wie doskonale, że pod pewnymi względami przypomina on właśnie dryfowanie w przestrzeni kosmicznej. Po pierwsze – nie wiadomo, gdzie góra, a gdzie dół. Leci się gdzieś, właściwie nie wiadomo po co. Woła się w przestrzeń „Czy ktoś mnie słyszy?”, ale dźwięk nie rozchodzi się w próżni, więc nikt nie ma prawa go usłyszeć. Działa się na autopilocie – człowiek wstaje rano, jedzie do pracy, wykonuje jakieś czynności, ale tak naprawdę go nie ma. Idzie tam, gdzie go popchną. Jest mu wszystko jedno.gravity-sandra-bullock-set-image

I tak właśnie dzieje się z bohaterką filmu. Wprawdzie podejmuje ona jakieś działania (niektóre nawet ekstremalne, jak lot w kosmos), ale wszystkie mają na celu jedynie zminimalizowanie bólu. Ryan jest dla mnie osobą, która tak bardzo bała się swojego cierpienia, że uciekła od niego najdalej, jak to możliwe – w przestrzeń kosmiczną. Jednak nawet tam nie była w stanie pozbyć się bólu po stracie córeczki. I dlatego na początku, gdy ją poznajemy, wydaje się osobą bierną, powolną, niepozbieraną. Po prostu część niej w ogóle nie ogarnia otaczającej jej rzeczywistości. Doskonale symbolizują to sceny, kiedy bohaterka dryfuje w przestrzeni kosmicznej, ciągnięta na linie przez Kowalskiego. Jej sterowność jest żadna, jej możliwość działania – kompletnie sparaliżowana. Jedyne, co może zrobić, to patrzeć bezradnie na kolejne trupy i wrzeszczeć.

Sytuacja zmienia się w momencie, gdy Ryan zostaje sama. I tutaj znów mamy scenę symboliczną, kiedy niemal naga bohaterka przybiera embrionalną pozycję w bezpiecznym łonie stacji kosmicznej. Dla mnie to jest właśnie moment, w którym reżyser pokazuje całkowitą bezbronność swojej bohaterki. To jest moment, kiedy Ryan chciałaby odciąć się od wszystkiego, co się wokół niej dzieje, zniknąć, wrócić w stan słodkiego niebytu. I to jest też moment, kiedy siła nawyku rozkazuje jej iść dalej.

gravity-alfonso-cuaron-george-clooney-set-image-600x421

Jednak prawdziwy sprawdzian woli życia Ryna nadchodzi dopiero później. Scena w kapsule ratunkowej jest znacznie bardziej oczywista w swojej wymowie – chociaż bohaterce wydaje się, że się poddała, podświadomość każe jej – teraz już aktywnie – walczyć o życie. Czy do głosu dochodzi tutaj jedynie instynkt samozachowawczy? Myślę, że nie. Czynników, które umożliwiają ludziom życie po stracie jest znacznie więcej i sprawa jest bardziej skomplikowana. Tak czy inaczej, Ryan postanawia walczyć o swoje życie. Jednocześnie podejmuje decyzję, że nie chce już dłużej wegetować. Chociaż smutek jest czymś, co nigdy jej nie opuści, znajduje siłę, żeby żyć dalej.

Kolejne sceny pokazują, że wyjście z depresji nigdy nie jest łatwe. Chociaż najtrudniejszy krok został wykonany, droga do normalności często prowadzi przez piekło. Ryan musi pozbyć się całego ciążącego jej bagażu. Dopiero wtedy będzie mogła chwiejnie stanąć na nogach. Przestaje bezładnie dryfować w przestrzeni. Z początku może być słaba, ale wie, że przeżyła ten koszmar i wreszcie może samodzielnie pójść do przodu.

Nie wiem, czy opowiedzenie historii o żałobie było zamysłem reżysera, czy udało mu się to tylko przypadkiem. Skłaniam się raczej ku opinii, że nie był to do końca przemyślany element fabuły. Ale nawet jeśli tak, nie po raz pierwszy zdarzyło się, że ktoś nakręcił film, który okazał się większy niż suma wszystkich jego części składowych.

I to jest właśnie w kinie najpiękniejsze.

7 comments

  1. W nocy chciałam powiedzieć, że podobnie można zinterpretować „Pacific Rim”, ale potem zdałam sobie sprawę z tego, że tam jednak nie ma depresji, tylko poczucie winy. Bardzo fajna ta twoja analiza.

      • Pewnie, i powinno ją mieć. Pytanie to odnosi się raczej do dzisiejszej kinematografii hollywoodzkiej, w której mam wrażenie takie głębsze sensy powstają jednak jakby przypadkiem. Ale może jestem niesprawiedliwa.

      • Bo ja wiem? Zarówno Cuaron, jak i del Toro gdzieś ten głębszy pierwiastek w swoich filmach zawsze mieli, a że obaj przy okazji są geekami, to wreszcie mogli nakręcić te filmy, które zawsze chcieli kręcić. Oni się obaj wychowali na dobrym SF i złych filmach, więc teraz w swojej twórczości to miksują. I to procentuje, bo ogląda się je z przyjemnością, a refleksja widza też nie jest potem jałowa.

      • Cuaron i del Toro tak, ale oni są reżyserami z marką, własnym stylem i zaczynali poza Hollywood. A powstaje przecież masa filmów totalnie rozrywkowych bez drugiego dna. Zresztą nie ma w tym nic złego. Tylko wydaje mi się, że przede wszystkim musi być jednak emocjonująco, a te sensy to z punktu widzenia Hollywood są jednak sprawą drugorzędną.

  2. To jest film który w zeszłym roku zrobił na mnie największe wrażenie! Wbił mnie w fotel i mocno sponiewierał 🙂 Urzekła (chociaż nie wiem czy to odpowiednie słowo) mnie historia samotnej kobiety wracającej na Ziemię. Dosłownie i w przenośni, bo jest to też jej świadomy powrót do życia. Scena, kiedy decyduje się walczyć była absolutnie niesamowita! Plus widoki, plus muzyka z niesamowit

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s