Pudełko czekoladek

„Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi” – ten cytat z (miernej zresztą) książki Winstona Grooma o Forreście Gumpie dzięki filmowi stał się jednym z najbardziej ogranych frazesów na świecie. Chociaż nie zgadzam się, że akurat życie przypomina pudełko czekoladek (już prędzej Fasolki Wszystkich Smaków – od czasu do czasu nie można nie trafić na taką o smaku rzygów albo gluta), są rzeczy, które naprawdę  je przypominają. Na przykład powieści Diany Wynne Jones z serii „Światy Chrestomanciego”.

Chrestomanci___portrait_by_TheCarli

Autorka: TheCarli.

W tym miejscu pragnę podziękować Rusty Angel, która nieustannie podrzuca mi nowe, fantastyczne książki do czytania i która w październiku zeszłego roku zorganizowała miesiąc z książkami tejże autorki. Na tamten miesiąc się niestety nie załapałam, bo zdążyłam przeczytać tylko „Zaczarowane życie” , a zabrakło mi weny na porządną notkę i czasu na przeczytanie czegoś jeszcze. Zresztą samo „Zaczarowane życie” w oderwaniu od innych powieści z serii nie wydało mi się niczym wyjątkowym – owszem, ciekawe, owszem, dobrze napisane, przeczytałam w jeden dzień (w końcu krótkie), ale żeby zaraz się rozpisywać? Niekoniecznie. Na szczęście swojej przygody z panią Wynne Jones nie zakończyłam. W bibliotece stała na półce cała seria, więc przy oddawaniu pierwszej jakoś tak z rozpędu wypożyczyłam następną i… dopiero odkryłam geniusz autorki.

W tym miejscu należy powiedzieć dwa słowa o fabule. Otóż tytułowy Chrestomanci to nadzwyczaj potężny czarodziej o dziewięciu żywotach, który posiada zdolność przemieszczania się pomiędzy równoległymi wszechświatami. Wszechświaty te powstają w chwili, kiedy gdzieś dochodzi do ważnego wydarzenia, mogącego potoczyć się na dwa możliwe sposoby. Każde zakończenie istnieje w innym wszechświecie. W efekcie wszystkie różnią się od siebie, niektóre bardziej niż inne. W jednych istnieje magia, w innych nie ma jej zupełnie. W niektórych ludzie jeżdżą samochodami, w innych wyłącznie konno. W pewnych istnieją Alpy Angielskie, a w innych Włochy wciąż są zlepkiem rywalizujących ze sobą królestw i tak dalej. Każda z książek cyklu rozgrywa się w innym świecie i ma innych bohaterów – łączy je tylko osoba Chrestomanciego. I to jest właśnie w serii „Światy Chrestomanciego” najwspanialsze. Nigdy nie wiadomo (wracając do porównania z czekoladkami), na jaki świat trafi się w następnej odsłonie ani kiedy pojawi się w nim Chrestomanci. Wiadomo tylko jedno – z pewnością będzie to świat wspaniały.

chrestomanci___one_size_by_chira_chira

Chrestomanci i Konrad z Losu Konrada. Autor: Chirart.

Kolejne tomy serii odsłaniają przed nami różne, ale równie smakowite historie. Diane Wynne Jones ma wybitny talent do portretowania postaci dziecięcych. Autorzy powieści młodzieżowych zbyt często mają tendencję do idealizowania swoich bohaterów, starając się raczej stworzyć wzory, do których należy dążyć, niż postaci z krwi i kości. Tymczasem bohaterowie serii o Chrestomancim często wydają się z pozoru nawet zbyt zwyczajni – bywają małostkowi, egoistyczni, zadufani w sobie, a nawet kłamliwi. Ale dzieci to w końcu trochę młodsi dorośli. Widzą świat, który je otacza i stosują się do zasad, jakie w nim panują. A że żaden ze światów opisanych w serii nie jest idealny, to i dzieci nie są w nim wyidealizowane. Nie zmienia to faktu, że kiedy przychodzi co do czego, okazują się mądrzejsze, lepsze i zdolniejsze, niż im samym się wydawało. Chrestomanci pełni w tych powieściach rolę idealnego dorosłego – wierzy w ich możliwości, daje kredyt zaufania, ale przede wszystkim – wkracza wtedy, kiedy sprawy stają się dla dzieci zbyt skomplikowane. To kolejna rzecz, która bardzo mi się w powieściach Jones podoba – że dzieci mają dać sobie radę z problemami na swoim poziomie. Nie muszą ratować świata, łapać straszliwych przestępców, pokonywać potężnych magów (a przynajmniej nie są przy tym zdane same na siebie). Muszą zmierzyć się z wrednymi rówieśnikami, dogadać z rodzeństwem, uczyć się, ale przede wszystkim poznać swoje możliwości i nauczyć panować nad umiejętnościami. Czyż nie jest to doskonała metafora procesu dorastania?

Wszystko to sprawia, że książki z serii „Światy Chrestomanciego” czyta się po prostu świetnie. Straszliwie żałuję, że zostały mi już tylko dwie. Na szczęście istnieją jeszcze inne książki autorki (choć już się obawiam, że będzie ich za mało). W każdym razie i wam również serdecznie polecam, bo to jedna z najlepszych serii dla dzieci i młodzieży, jaką czytałam.

PS. Czy interesowałby was tekst z recenzjami współczesnych powieści młodzieżowych? Trochę tego przeczytałam ostatnio i tak się zastanawiam – może jakaś jedna zbiorcza notka…?

PS. 2. Niespodziewanie stuknęło temu blogu trzy lata pod moją nieobecność. Kto by się spodziewał.

6 comments

  1. „PS. Czy interesowałby was tekst z recenzjami współczesnych powieści młodzieżowych? Trochę tego przeczytałam ostatnio i tak się zastanawiam – może jakaś jedna zbiorcza notka…?”

    Zdecydowanie tak.Poza Animorphsami nic mnie z tego nurtu nie kręci, więc chętnie poczytałbym o ciekawych współczesnych powieściach młodzieżowych i uzupełnił listę książek do nadrobienia.

  2. Ja też chcę recenzje, ja też! 😀 A czytałaś Ruchomy Zamek Howla? To chyba moja ulubiona książka Diany Wynne Jones i jeśli się z nią nie zapoznałaś, gorąco polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s