Wszystko, tylko nie foch

Macie ulubione polskie słowo? Nie potrafiłabym wybrać jednego (imponderabilia! predestynacja! sempiterna! szuja!) , ale za to nie miałabym problemu ze słowem, którego najbardziej nie cierpię. Tym słowem jest FOCH.

FOCH oznacza wszystko, czego nienawidzę w relacjach międzyludzkich. Jest to słowo, które dyskredytuje jednocześnie obydwie strony konfliktu, wyraża olbrzymią pogardę, nieuzasadnione pretensje i kompletny brak szacunku dla drugiej osoby. Kiedy słyszę „on/a strzeliła focha”, mam ochotę natychmiast opuścić pomieszczenie (z trudem powstrzymując się od wrzasku). Foch przenosi dowolny konflikt na poziom stereotypów. Foch udowadnia każdemu, że jest idiotą. Foch zmienia dorosłych, myślących ludzi w zwalczające się nawzajem obozy i sprawia, że porozumienie między nimi staje się niemożliwe.

Dlatego też wieść, że dziewczyny, które założyły Bachora (pismo tendencyjne w treści, ale ładnie odbrązowujące mit rodzicielstwa jako kwintesencji szczęścia), pod banderą Agory ruszają z serwisem o nazwie Foch.pl, miałam bardzo mieszane uczucia. I można powiedzieć, że słusznie – Foch okazał się serwisem, którego z mojego punktu widzenia zupełnie nie chce się czytać.

Latami czekałam na czasopismo dla kobiet, które nie byłoby Claudią, gdzie nie królowałyby przepisy na wielopiętrowe serniki, stustronicowe rozkładówki pełne ciuchów i teksty w stylu „Co zrobić, gdy on kocha, ale jest żonaty”. Na inteligentny magazyn, który traktowałby kobiety jak istoty myślące, interesujące się innymi sprawami niż tylko gospodarstwo domowe i romanse. Foch.pl zdaje się w założeniu być skierowany do takich właśnie kobiet. Tylko wykonanie nieco szwankuje.

Pomijam już język, jakim ten portal jest pisany. Język, którzy jest w porządku, kiedy pisze się prywatny blog, ale którego naprawdę nie powinno się używać w prasie. Ale rozumiem. Załoga Focha to mają być nasze fumfelki, tylko trochę bardziej wygadane i lepiej piszące. OK. Jakoś to przeżyję.

Czego natomiast przeżyć nie mogę, to tego, że Foch, portal z założenia mający wyjść poza proste podziały męskie-żeńskie, zupełnie z nich wyjść nie może. Mam wrażenie, że powstał, aby pomieścić bezmiar frustracji dziennikarek i współczesnych kobiet (być może zresztą tak właśnie było, biorąc pod uwagę nazwę). Miał być miejscem, w którym kobieta może sobie ponarzekać na rzeczywistość, bezpieczną przestrzenią, gdzie nie trzeba przeglądać się w męskim spojrzeniu, gdzie można być sobą. Tyle że zamiast prawdziwej rewolucji dał nam coś, co doskonale mieści się w starych, znanych (patriarchalnych) ramach. Z jednej strony niby mamy wynurzenia o Lenie Dunham i stawianie tezy, że można nie mieć dzieci i być szczęśliwym. Ale z drugiej są teksty w rodzaju „baba, a zna się na polityce”, list, w którym matka radzi córce, aby w przyszłości nie goniła za facetami, bo pułapka nie goni za myszą, „rewolucyjny” poradnik „jak wyglądać dobrze, kiedy ma się gruby tyłek” (niby ok, każdy ma prawo do grubego tyłka, ale jednak trzeba by go odpowiednio ubrać, żeby nie bił po oczach wrażliwych współobywateli). Niby niewiele o makijażu (w końcu współczesne kobiety nie muszą się pacykować, żeby być wartościowe), ale w tekście o postanowieniach noworocznych jest o tym, żeby się malować dłużej i lepiej (!). Niby nie jest to Claudia, ale jednak tekst o gasnącym pożądaniu w związku musi być. Nawet jeśli udaje przewrotny.

I tak jakoś kuleje ta rewolucja. Mam nieodparte wrażenie, że autorki i czytelniczki tego portalu chciałyby pierdolnąć wszystko, trzasnąć drzwiami i wyjść. Ale nie mają odwagi, więc wciąż biorą na siebie większość obowiązków domowych, grzecznie się malują, chociaż robią to kosztem snu, pracują na dwa etaty i próbują zadowolić męską część tego świata. Tylko że temu wszystkiemu towarzyszy koszmarna wściekłość na rzeczywistość i właśnie ów gigantyczny foch. Ale z focha zupełnie nic nie wynika, bo foch nigdy nie prowadzi do porozumienia. Foch jest pasywno-agresywną formą negowania zastanego porządku rzeczy. Foch nie jest buntem, udaje bunt. Foch jest manipulacją, po której obu stronom konfliktu zostaje w ustach niesmak.

Co ciekawe, gdybym na Foch trafiła dziesięć lat wcześniej, pewnie łykałabym go jak młody pelikan. Ale dzisiaj jestem w zupełnie innym miejscu. Świat poszedł do przodu. Ja poszłam do przodu. Zbyt dużo przeczytałam, zbyt wiele wiem. Mam też do dyspozycji zagraniczne portale, gdzie autorki i autorzy nie muszą strzelać fochów, żeby ludzie chcieli ich czytać. Mogą po prostu powiedzieć, co myślą. W tym świetle zawartość Focha jest zwyczajnie zbyt miałka i banalna, żebym miała ochotę tam wracać.

Wciąż więc czekam na ten magazyn „dla siebie”. I coraz bardziej myślę, że się nie doczekam, bo z magazynów „dla kobiet”, w dowolnej formie, chyba po prostu już wyrosłam.

28 comments

    • O, dziękuję, bo jakoś mi się wydawało, że napisałam mało konkretnie.

      Bardzo ciekawy ten portal, właśnie przeglądam. Czasem też zaglądam na Codziennik Feministyczny, głównie w poszukiwaniu wiadomości kulturalnych, ale czasem i o coś innego zahaczę (część tekstów, które się tam pojawiają, po prostu już znam, bo to przedruki).

    • „Wciąż więc czekam na ten magazyn “dla siebie”. ” Może zamiast czekać, weź się do roboty? razem z innymi krytykującymi 🙂 pozdrawiam

    • W pewnym sensie właśnie to robię 🙂 A serio, myślę, że plan powstania takiego portalu rozbija się o to, że za mało nas i rozsmarowujemy się po innych portalach. Jeden taki mógłby po prostu nie być w stanie się utrzymać. Chyba że by go robić za darmo, ale do tego to musiałabym najpierw wygrać w totka (a nie gram).

  1. 1) Też się zgadzam. I nawet mam swoją teorię dlaczego tak jest: otóż Foch jest taki, bo musi. Musi się sprzedać, a co za tym idzie trafić do jak najszerszej grupy docelowej – Ty, nazwijmy Cię ‚Wyrobiona’, masz przeczytać, przebrnąć i się nie zniesmaczyć za mocno, ale cała grupa czytelniczek ma mieć w ten sposób otworzone oczy, aspirować do tego świata wykreowanego, lekko cynicznego, tak ‚trafnie’ puentującego szarą kobiecą rzeczywistość. Ech, tabloityzacja. To chyba będzie słowo, którego ja nie lubię (jedno z wielu).
    2) Imponderabilia! o mamo – od razu zobaczyłam cudowny kabaret Potem. Stąd moje ulubione słowo: autochtony.
    3) A za ten tekst, Moja Droga, skończą się przedruki z Kaczej na pierwszą stronę Gazety.

    • Ad 1. Tak też właśnie myślę. Ja badam temat od lat i tak jak napisałam – dziesięć lat temu witałabym ten portal z otwartymi rękami. Tylko zdążyłam się w międzyczasie oczytać itp. i już mi to, co jest w Fochu, nie wystarcza.
      Ad 2. Autochtony też świetne 🙂
      3. Myślisz? Na szczęście i tak planowałam przestać tam wrzucać 😉

  2. A mi samo słowo nie przeszkadza. Nawet czasem używam. Chociaż w przypadku serwisu dla kobiet mi nie pasuje, ponieważ tylko utwierdza wszystkich w przekonaniu, że to nasza płeć jest skłonna do fochów. Konstytuuje to, że kobiety obrażają się bez przyczyny i właściwie nie należy przejmować się tymi ich „fochami”. Foch.pl śledzę z ciekawości, ale większość artykułów mnie irytuje. Właśnie z tych powodów, które wymieniłaś. Myślę jednak, że jest grupa odbiorczyń, do których te artykuły są skierowane. Mam koleżanki, które bardzo źle znoszą to, że nie potrafią się wpisać w rolę idealnej żony i matki, ale nie potrafią też przyjąć do wiadomości tego, że wcale idealne być nie muszą. Może ten serwis jest właśnie dla nich.

    • Wiesz, obrazić to się każdy czasem ma prawo. Ja nie mówię, że nie. Ale wychodzę z założenia, że jak ktoś się na mnie obraża, to ja powinnam wziąć pod uwagę, że czyjeś potrzeby zostały niezaspokojone itp., a nie skomentować to „ale walnął focha” i iść dalej. Na tym polega mój problem z tym słowem.

  3. Dziękuję za rzeczową analizę i budującą krytykę. Z częścią zarzutów nie zgadzam się zupełnie (tymi dotyczącymi konieczności robienia rewolucji – osobiście nie mam takiej potrzeby i Foch też temu nie służy), ale biorę sobie do serca. Pozdrawiam serdecznie
    Kasia Nowakowska
    Foch.pl

    • Pani Kasiu,
      Bardzo mi miło, że postanowiła pani ten mój tekst skomentować. Myślę sobie cały czas, że po prostu najwyraźniej nie jestem targetem Focha i stąd moje uwagi, więc może nie ma sensu brać ich sobie do serca 🙂 Dlatego też nie pisałam na Fochu, tylko że tak powiem „u siebie”, bo nie chodzi o to, że mam coś przeciwko istnieniu Focha jako takiego. Raczej o to, że jest nie dla mnie.

      Natomiast ciekawi mnie ten brak konieczności robienia rewolucji – to po co właściwie powstał Foch? Bo mnie się zdaje, że jednak miał być trochę rewolucją, mówić bez ogródek, przedstawiać kobiety takie, jakimi są, a nie takie, jakimi chcemy je widzieć. Macierzyństwo bez lukru, nieświeży oddech rano itp. Nie?
      Pozdrawiam równie serdecznie 🙂

  4. Już przy samym założeniu tego serwisu, kiedy było o nim głośno – zdecydowałam, że nie będę go czytać. Nazwa tendencyjna, bo przecież „foch” to takie kobiece, prawda? Jakby kobiety same pchały się do tego worka z napisem „słodkie histeryczki”. Tematyka też bardzo stereotypowa.
    Jeśli potrzebuję jakiś kobiecych pism/artykułów to sięgam po Wysokie Obcasy Extra, albo Sens lub Zwierciadło. Niestety, nie powstał jeszcze żaden portal dla kobiet na takim poziomie.

    • No właśnie. Pytanie tylko, czy w ogóle jest sens tworzenia „portalu dla kobiet” na poziomie. Może trzeba po prostu tworzyć portal dla ludzi (tak jak my piszemy nasze blogi na tematy, które nas interesują, dla ludzi).

  5. Rozpoczęcie rewolucji zawsze poprzedza jakiś stan wkurzenia, więc może dobrze że foch taki jest, za kilka lat ta złość przerodzi się pewnie w jakieś konkretniejsze działania.

  6. masz jakiś problem z makijażem? bo moim zdaniem makijaż nie uwłaszcza inteligencji kobiety go wykonującej. to chyba Ty myślisz stereotypowo, jak widać

  7. Do mnie Foch też niespecjalnie trafia. Ich targetem są tzw. typowe kobiety, takie panie 30+ z dziećmi, które lubią chodzić po sklepach, gadać o dzieciach, facetach i spotykać się z psiapsiółami. Ich główną tematyką są związki, ciuchy i dzieci. A ja nie przeżywam miłości, nie wzdycham do facetów, nudzą mnie ciuchy, nie mam psiapsiółek ani dzieci. W ogóle bym tam nie zaglądała, gdyby nie to, że dwa razy napisali o mnie arta – stąd się dowiedziałam o ich istnieniu.

      • Nie zwierzowi do radykalności daleko. Raczej nie lubi kiedy coś udaje czym nie jest. O np. mogę się ze Szprotą nie zawsze zgadzać ale bardzo ją cenię za absolutną jasność poglądów i nie cofanie się przed pisaniem tego co myśli (zresztą to chyba jedna z rozsądniejszych pod tym względem blogerek jakie są). Natomiast Foch robi na mnie wrażenie takiego udawania że jest się radykalnym kiedy znów to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s