Samotni w kinie – łączcie się!

Zwierz napisał ostatnio tekst  o tak zwanych Ladies Night w kinach. Jest to wpis mądry i dobry, z którego wynikła równie ciekawa dyskusja. Przy okazji pojawił się też wątek, który mnie  nieco zaskoczył, bo myślałam, że to marginalna kwestia, a tymczasem okazuje się, że wielu ludzi ma ten problem. Chodzi mianowicie o samotne wypady do kina.

cinema alone

Dotychczas żyłam w przeświadczeniu, że ludzie dzielą się z grubsza na dwie kategorie:

  1. Tych, którzy (w dużym uproszczeniu) chodzą do kina, bo to dobra towarzyska rozrywka. Lubią się spotkać z przyjaciółmi, coś fajnego obejrzeć, zjeść popcorn i niejako przy okazji obejrzeć film.
  2. Tych, którzy uwielbiają kino jako takie i filmy jako takie. W związku z tym nie mają problemu, żeby iść do kina samotnie, bo przecież najważniejszy jest film, więc po co im właściwie towarzystwo?

Ale okazuje się, że byłam w tak zwanym mylnym błędzie. Otóż, jak się dowiedziałam z komentarzy pod Zwierzowym wpisem, istnieje całkiem spora grupa ludzi, którzy sami do kina nie chodzą z rozmaitych powodów. I w ten sposób przegapiają ważne filmy, które chcieliby zobaczyć. Jest to perspektywa dla mnie niesamowicie smutna, więc postanowiłam te osoby przekonać, iż do kina jak najbardziej można chodzić samemu (praktykuję ten zwyczaj od lat), a w dodatku czasami jest to znacznie przyjemniejsze niż seans w towarzystwie.

Na początek chciałabym rozwiać dwie wątpliwości, przez które ludzie boją się zaryzykować samotny seans. Otóż, wbrew powszechnemu przekonaniu, jednostka udająca się samotnie do kina nie pada natychmiast ofiarą ostracyzmu. Osobiście nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek ktokolwiek na mnie dziwnie spojrzał, ale po pierwsze, mieszkam w dużym mieście, gdzie jednak ludzi chyba mało co już dziś dziwi, a po drugie – zawsze mam minę radosną i wesołą, bo przecież idę do kina! Więc chyba nikt nie ma odwagi w obliczu mojej rozradowanej mordy robić mi jakichś uwag. Czyli – do kina samotnie, ale z dumnie podniesioną głową!

Po drugie zaś, nie jest prawdą, że w kinie aż roi się od zboczeńców i ekshibicjonistów, którzy tylko czyhają, żeby nas zaatakować. Jak czytam, że seanse typu Kino Na Obcasach zorganizowane są dla „bezpieczeństwa kobiet”, to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera. Jest to argument z cyklu, że kobiety dla własnego bezpieczeństwa nie powinny wychodzić z domu po zmroku, powinny za to nosić burki, żeby nie prowokować potencjalnych gwałcicieli i morderców. Akurat kino jest obiektem monitorowanym, z ochroną i pracownikami dostępnymi niemal na każde skinięcie. Ewentualnego natręta łatwo się pozbyć (nie, żebym kiedykolwiek na jakiegokolwiek trafiła), choć wydaje mi się, że prędzej spotkamy jakiegoś w komunikacji miejskiej (to, i owszem, kiedyś mi się przydarzyło).

A zatem – nie ma się czego bać, trzeba ruszać do kina! Dla nieprzekonanych przygotowałam jeszcze listę powodów, dla których kino w wersji solo jest lepsze od wersji w duecie, albo nie daj borze grupie.

  1. Można kupić kubełek popcornu (żelek, czekoladek, nachosów) i zjeść go w całości.
  2. Nikt nie komentuje ci nad uchem każdego zwrotu akcji.
  3. Można udawać krytyka filmowego, bo wiadomo, że oni zawsze chodzą sami do kina.
  4. Można sobie solidnie popłakać i nikt tego nie skomentuje.
  5. Można wyjść w połowie, jeśli film jest nudny.
  6. Można zostać do końca na filmie, z którego chcieliby wyjść wszyscy twoi znajomi.
  7. Ma się tylko dla siebie podłokietniki z OBU stron.
  8. Można uniknąć zgniłego kompromisu (ja chcę zobaczyć Nimfomankę, druga osoba chce zobaczyć Hobbita, więc w ramach kompromisu idziemy na 47 Roninów).
  9. Można się spóźnić 20 minut i ominąć całe reklamy, a i tak z pewnością znajdzie się dla nas zupełnie niezłe miejsce.
  10. W ogóle można usiąść na miejscu, które NAM pasuje, nawet jeśli to będzie pierwsze miejsce po prawej stronie w trzecim rzędzie.

Generalnie, aby samotne wyjście do kina było jak najprzyjemniejszym doznaniem, należy trzymać się następujących zasad: chodzić do kina w tygodniu, najlepiej przed południem, żeby uniknąć ciągnących się w nieskończoność reklam, mas prychających nam za kołnierz i otwierających kolejne puszki z piwem i/lub wybierać tzw. kina studyjne, gdzie bilety są tańsze, jest mniej ludzi i wszyscy są zbyt uprzejmi, żeby się dziwić.

Dzięki temu ci, którzy chodzą do kina przed południem w tygodniu, mogą doświadczyć wyjątkowego przeżycia, jakim jest siedzenie w dwudziestorzędowej sali całkowicie samotnie (na przykład na horrorze).

Czego i wam życzę.

22 comments

  1. Ja dopiero niedawno się dowiedziałam, że samotne chodzenie do kina jest czymś dziwnym. Dla mnie jest czymś normalnym, praktykowanym od lat. I szczerze mówiąc to jest moja ulubiona forma wyjścia do kina. Ludzie nie wiedzą, co tracą.

    • Właśnie, ja też chyba najbardziej lubię sama. Ale ostatnio potrzebuję towarzystwa, żeby się zmotywować, bo tak po prostu wyjść z domu do kina jest ciężko.

    • Ja kiedyś byłam sama na horrorze, z którego w połowie postanowiłam wyjść. Nigdy tak szybko nie biegłam korytarzem i nigdy ten korytarz nie wydawał mi się taki długi 🙂 Miałam wrażenie, że goni mnie stado demonów 😉

  2. Lubię chodzić sama do kina. Najlepiej w godzinach wczesnych (przed 14.00-15.00). Rzadko mam możliwość, ale jak mam to z niej korzystam. Kilka razy mi się zdążyło, że byłam jedyną osobą na sali i to niesamowite uczucie – film w kinie grany tylko i wyłącznie dla Ciebie 😉

    Z moim mężczyzną, czy przyjaciółką chodzimy razem do kina na film, który nas wspólnie interesuje, ale jeśli jest grane, coś, na co tylko ja mam ochotę, to przecież nie będę kogoś wyciągać na siłę tylko po to, żeby nie być sama.

    Nigdy nie spotkałam się z ostracyzmem, ani nawet dziwnym spojrzeniem. Może dlatego, że mieszkam w dużym mieście? W swoim rodzinnym mieście (duuużo mniejszym) nie chodziłam sama do kina, bo seans jest grany od minimum trzech osób na sali 😉
    Myślę, że te gadki o ostracyzmie tworzą osoby, które nie chodzą same do kina, bo się boją, albo są zbyt przewrażliwione na punkcie tego, co ktoś sobie o nich pomyśli.

    • Najlepiej jest iść tak między 10-13, ale wiadomo, nie zawsze można. Kiedyś przyszłam 10 minut po planowym rozpoczęciu seansu (byłam jedyną osobą na sali), więc puścili mi reklamy od początku, żebym nic nie straciła :-/

  3. Chodzę do kina sama, odkąd rodzice przestali chcieć ze mną chodzić (czyli okolice… 11-12stu lat). Co prawda miałam łatwiej, bo całe życie mieszkałam jedną przecznicę od kina (do niedawnej wyprowadzki) i nawet ze szkolnych lekcji często uciekałam do kina, ale dzięki temu zakodowałam sobie – bardzo zresztą słusznie – że w chodzeniu do kina samemu nie ma NIC ZŁEGO. Nie zliczę ile filmów widziałam na ogromnej sali, kompletnie sama i bawiłam się przy tym, jak nigdy w życiu. Co więcej, nawet kiedy jestem na sali z innymi ludźmi, bawię się równie dobrze, czy nawet lepiej. Mogę się głośno śmiać, w momentach, które śmieszą tylko mnie i po cichu oceniać ludzi, którzy śmieją się z… bo ja wiem, gagu z skórką od banana, a nie inteligentnego, dowcipnego dialogu. Oczywiście nie jest to może „przystojne”, godne zachowanie, ale to tylko jedna z wielu niezliczonych zalet samotnych wypadów do kina. Tym bardziej, że to, jakie zalety odkryjemy w takich wypadach zależy wyłącznie od nas samych 🙂

    • Chodziłam kiedyś licznie na pokazy prasowe, i tam to dopiero można było oceniać (kolegów krytyków)! A potem poczytać, co inni ludzie, którzy byli z tobą na seansie, o nim napisali. Zaiste, ciekawe to było doświadczenie 🙂

  4. A ja wolę chodzić do kina z kimś niż sama. Idealna sytuacja to wyjście do kina z kimś, kto lubi takie same filmy, tudzież tego samego aktora i będzie chichotał ze mną w sytuacji, w której będzie odniesienie do sytuacji dla innych ludzi niezrozumiałej, a potem odbędzie ze mną pasjonującą dyskusję na temat obejrzanej produkcji. Modelowa sytuacja, która jak wiadomo pojawia się najczęściej na kartach podręcznika do socjologii. Jednakże, jak mnie najdzie ochota, żeby po pracy spontanicznie iść do kina albo sprawdzić film, który niewiele osób poza mną zainteresuje, to nie zrezygnuję tylko dlatego, że będę musiała iść sama. Moja zasada brzmi: lepiej samemu niż wcale. Czemu miałoby mnie ominąć jakieś ciekawe kulturalne doświadczenie, tylko dlatego, że nie mam akurat faceta, który z mniejszą lub większą chęcią by mi towarzyszył albo znajomych, którzy mają dokładnie takie same gusta jak ja? Bez sensu. No i czasem jest wręcz tak, że nie mam za bardzo czasu, aby z wyjścia do kina robić wyjście towarzyskie. Mam dużo roboty, ale wiem, że dwie godzinki relaksu mi się przydadzą. Wtedy idę do najbliższego kina, na najbardziej odpowiadającą mi godzinę, a gdy film się skończy od razu czmycham do domu. Jeśli brałabym kogoś ze sobą, wymagałoby to jednak jakiejś towarzyskiej interakcji 😉

    • Tak, wyjście do kina w towarzystwie to zdecydowanie atrakcja wymagająca głębszej interakcji. Na którą nie zawsze ma się ochotę 🙂

      Hm, mam wrażenie, że kiedyś miałam takich idealnych znajomych, co to się pośmieją w odpowiednim momencie itp.,ale chyba drogi nam się porozchodziły czy coś…

  5. Też jestem zdumiona, że to w ogóle jest jakiś problem. Nie tylko wolę chodzić sama, ale nigdy to tej pory nie przyszło mi do głowy, że to jest jakaś decyzja, że się „odważam” czy coś. Jak potrzebuję nowych butów, to też mam zbierać drużynę na Wielki Quest Do Sklepu? O.o Zwyczajnie, grają coś, co chcę obejrzeć, to idę i oglądam. Zaskoczyły mnie też głosy o kinowych napaściach – współczuję i jestem oburzona, ale mojego podejścia do kin w ogólności to raczej nie zmieni. Nigdy nie byłam i nie czułam się w kinie zagrożona niczym poza bulgotaniem, chrupaniem i natarczywą wonią cudzego jedzenia, gadaniem, błyskami telefonów itede. Też zawsze staram się wcelować w możliwie „pusty” seans, właśnie z powyższych powodów. Inna sprawa, że można się przeliczyć w obie strony – „Hobbit” 2D około południa okazał się mieć pełne pół sali, za to „Nightwatching” w poniedziałkowy wieczór zebrał tylko troje chętnych, wliczając mnie, więc wróciłam z niczym… 😦 A to było w dotowanej instytucji! Mniej więcej w tym samym czasie czysto komercyjne, ledwo zipiące kino puściło tylko dla mnie jednej „Historię przemocy” na kawałku płótna powieszonym na gołej ścianie. Zbankrutowali niewiele później, chociaż przestali grać dla pojedynczych widzów. Kiedy znowu raz przyszłam nie pamiętam na co i się dowiedziałam, że jestem tylko ja, kasjer mnie pocieszał „Pani się nie martwi, i tak nie ogrzewamy tej sali”. XD

    Mam wrażenie, że ci „współczujący” chodzącym samotnie mylą wyjście do kina z pójściem na film, a raczej nie rozumieją, że to drugie istnieje, że można po prostu być zainteresowanym filmem, a nie „wieczorem z kimś”. W mojej rodzinie żartujemy „Z kim idziesz?” / „Na film idę, a nie do kina!”, ale nie wiedziałam, że są ludzie traktujący to tak strasznie serio. 😀

    • Wiesz, nie jestem pewna, ale chyba są ludzie, którzy na zakupy po buty też muszą w masie, bo inaczej nie da rady. Panowie z żonami, co im wybiorą, panie z koleżankami albo z mamą…

      To chyba jest jednak w dużej mierze kwestia przyzwyczajenia, no i tradycji rodzinnych, bo moja mama na przykład często chodziła sama do kina, więc wiedziałam, że od tego się nie umiera 😉

  6. Dzień dobry, po raz pierwszy się tu odzywam ^^
    Szczerze mówiąc dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat zorientowałam się, że chodzenie samemu do kina jest dla mnie problemem, kiedy znajomi porozjeżdżali się po uczelniach i nagle okazało się, że nie mam z kim chodzić na horrory. I przez to przegapiłam ostatnie dwa filmy Wana i jestem na siebie wściekła >.< W ogóle samotne wypady na miasto – a już nie daj Boże poza miasto – są dla mnie problemem, nawet kawę i kebaba biorę na wynos, żeby nie siedzieć samej przy stoliku ^^ I tak, docierają do mnie te wszystkie argumenty i po szczerości widzę coraz więcej plusów niż minusów samotnych wypadów. Ale jakoś do tej pory się nie zebrałam. I nie robiłam w tym roku żadnych postanowień noworocznych – bo zrobienie postanowienia noworocznego z góry przekreśla szanse na wykonanie 😉 – ale damn, niech samotny wypad na film będzie moim małym krypto-postanowieniem :3

    • Hm, może to zależy od temperamentu, jak ktoś ma ekstrawertyczny na przykład to nie lubi samotnie 🙂 W każdym razie to naprawdę może być bardzo przyjemne 🙂

  7. Ja od lat chodzę do kina sama, ale przyznam że dość często zdarza mi się, że na stwierdzenie „idę do kina” pada pytanie z Kim nie na co a gdy odpowiadam, że ze sobą takie osoby dość krzywo się patrzą. Na szczęście zupełnie mnie to nie wzrusza.
    W kinie zdarzają się dużo gorsze rzeczy niż ostracyzm ze względu na samotność czy nawet ekshibicjoniści – można usiąść niedaleko rozkrzyczanych „grupek znajomych”, potworów szeleszczących, mlaskających, chrupiących i zasmradzających mój kawałek kinowej przestrzeni cuchnącym jedzeniem. Można też wylądować obok piszczącej z podniecenia fanki albo ludzi z uporem maniaka przeglądających Allegro w czasie seansu Hobbita. [mord w oczach na samą myśl 🙂 ]

    • Ano właśnie, stąd moja rada, żeby jednak trzymać się tych seansów możliwie wczesnych i w tygodniu, albo kin studyjnych.

      Może to zabrzmi snobistycznie, ale odkąd z pokazu Incepcji, na którym byłam, wyprowadzono w połowie seansu gościa, który nachlany darł ryja i trzeba go było siłą wyciągać po awanturze z widzami, nie chadzam do multipleksów w soboty i niedziele. Nie dlatego, że nie lubię multipleksów albo że mi zapach popcornu nie pasuje. Po prostu jak płacę za bilet, to chcę obejrzeć film, a sobotnio-niedzielna publiczność potrafi to skutecznie uniemożliwić.

  8. Hm… nie wiem, może dziewczynom jest jakoś łatwiej – ja jak robię jakieś wycieczki do kina samemu (co zbyt często się nie zdarza) to (prawie) zawsze zdarzają mi się jakieś podniesione brwi / itp. Ba! Raz nawet ktoś z obsługi się mnie spytał czemu bez dziewczyny przyszedłem o_O

    Ale i tak bezcenny był moment kiedy kiedyś wpadłem na jakąś komedię, a tam na sali same dziewczyny ~17 lat – byłem jak czarna owca w stadzie (żeby nie powiedzieć wilk :P), hehe.

    • Naprawdę? Zastanawiam się, może ja po prostu nie zwracam na takie rzeczy uwagi? A może to kwestia twojej interpretacji i tylko ci się wydaje, że ludzie dziwnie się na ciebie patrzą? 🙂
      Fakt, mnie nikt nie robił żadnych uwag. Ale może groźnie wyglądam 😉

  9. Hej, ja muszę się przyznać, że jeszcze nie dawno nie chodziłem do kina sam, bo się wstydziłem, że ktoś na mnie głupio spojrzy czy też nie daj boże spotkam jakiś znajomych i zaczną się głupie pytania. Wynikało to pewnie z mojej wrodzonej nieśmiałości, ale miłość do filmów wygrała i od kilku miesięcy chodzę do kina sam i muszę przyznać że tak ogląda mi się filmy znacznie lepiej i żałuję że nie robiłem tego wcześniej, Też staram się chodzić w godzinach przed południowych, jednak wczoraj na Wilku z Wall Street miałem pecha i trafiłem na wycieczkę szkolną i (swoją drogą ciekawy wybór filmu).

  10. Generalnie chodzę do kina z mężem. Ale kompletnie nie robi mi różnicy chodzenie samotne, ba, czasami właśnie tak jest fajniej. Nie uciekają mi filmy, kiedy nie ma męża, wybieram wcześniejszą godzinę. Chodzimy TYLKO do kina studyjnego, znamy panie w kasie, bileterki, szefową. Bać się? wstydzić? W ogóle nie rozumiem. A mam mnóstwo znajomych, którzy za nic w świecie nie poszli by do kina w pojedynkę. A może ja chodzę na filmy a nie do kina? (Tak się kiedyś żartowało..). A propos, szczytem samotności był dla mnie film „Intymność” obejrzany w małym kinie w Krakowie parę lat temu zupełnie w pojedynkę. Polecam dobre filmy w dobrych kinach!

  11. Ja chciałam napisać o tzw.Ladies Nights. Nigdy się wcześniej z tym nie spotkałam i nie spodziewałam się, że mogłoby to być coś niezwykłego. Ot, dodatkowy seans dedykowany paniom. Aż pewnego razu kilka tygodni temu wybrałyśmy się ze znajomymi na seans. Żeby nie było – to było większe wyjście, bo nie dość, że jechałyśmy do sąsiedniego miasta z naszych wiosek i opłotków, to jeszcze dla jednej z nas był to prawdziwy debiut towarzyski po urodzeniu dziecka. Pani w kasie mówi nam, że film się zacznie ok.godzinę później, ponieważ wcześniej są jakieś „pokazy” dedykowane paniom (jak się później okazało wciskanie kosmetyków czy innego badziewia w rytm muzyki – nie wiem dokładnie, bo nawet nie wchodziłyśmy). Po godzinie oczekiwania i zaliczeniu kilku sklepów w galerii wróciłyśmy do kina. „Pokazy” miały potrwać jeszcze ok. godziny lub półtorej, więc postanowiłyśmy oddać bilety. Niestety nie ma opcji zwrotu pieniędzy. Koniec końców wróciłyśmy do domu z zaproszeniami do wykorzystania w ciągu miesiąca. Ale moim zdaniem COŚ (nie wiem jak to nazwać, bo z seansem ma niewiele wspólnego) takiego to po prostu żenada, kompromitacja dla kina, oszustwo swego rodzaju (nigdzie nie było dokładnej informacji, jak taki seans wygląda; inaczej nie tłukłybyśmy się tam ponad 30 km!) i naciąganie naiwnych, bo bilet był 2 PLN droższy. Brak słów.
    A jeszcze odnośnie samotnego chodzenia do kina. Kiedy jeszcze miałam okazję, prawie zawsze chodziłam sama i bardzo to sobie chwaliłam 🙂

    • Nie to, że planowałam się wybrać, ale teraz to już na pewno się nigdy na żaden nie wybiorę. Dzięki za ostrzeżenie i wyrazy współczucia z powodu zmarnowanego wieczoru…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s