„Co ja paczę?” czyli dlaczego właściwie to oglądam (albo nie)

Muszę wam się do czegoś przyznać. Otóż Sherlock Holmes jako taki ani mnie ziębi, ani grzeje. Oczywiście, czytałam książkę. Oczywiście, oglądałam rozmaite ekranizacje. Owszem, lubię wykorzystanie tej postaci w rozmaitych zabawach z widzem. Ale sam Holmes umiarkowanie mnie zachwyca. Wydaje mi się w dużej mierze nadętym, przemądrzałym bubkiem i zazwyczaj nie przepadam za nim jako postacią.

Średnio podobał mi się również najnowszy Sherlock Holmes z Cumberbatchem i Freemanem. Obejrzałam dwa odcinki, z których nic nie zapamiętałam i po namyśle uznałam, że to chyba nie dla mnie. Tym bardziej więc nie sięgałam po Elementary, bo nie dość, że amerykańskie, a więc z definicji gorsze, to jeszcze nakręcone zostało w gatunku, za którym ogólnie nie przepadam – lekkiego kryminału.

elementary

I pewnie dalej bym po niego nie sięgnęła, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, po serii ciężkich, dramatycznych seriali kryminalnych i politycznych, których zafundowałam sobie w tym roku iście końską dawkę, miałam ochotę na coś lżejszego. Po drugie, przeczytałam na Hello Tailor tekst o kostiumach w Elementary i nagle ni z tego ni z owego zapragnęłam jeden odcinek obejrzeć.

Ku mojemu wielkiemu zdumieniu jestem właśnie na odcinku ósmym i na pewno na tym nie poprzestanę. Oglądam serial z dwóch powodów – po pierwsze, obserwuję z wielkim upodobaniem kostiumy i scenografię, a po drugie, niemal natychmiast polubiłam bohaterów. Zawsze miałam problem z Watsonem, tym biednym Watsonem, który służy jako tło dla genialnego Holmesa, musi znosić jego impertynencje, świecić za niego oczami i zmieniać całe swoje życie tak, żeby zaspokoić potrzeby swojego przyjaciela, egocentrycznego bubka. Tymczasem niespodziewanie oglądam Elementary przede wszystkim dla Joan Watson. Pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że Lucy Liu to w mojej opinii jedna z najpiękniejszych kobiet na świecie. Ale nie dlatego zachwycam się Joan. Podoba mi się to, że jest twarda i chłodna, jak marmur. Nie daje sobą manipulować i nie bierze udziału w głupich gierkach, w które Sherlock próbuje z nią grać. Jednocześnie stara się dotrzeć do niego i zrozumieć go. W tej relacji nie ma ani nadmiernego zachwytu jego geniuszem, ani ubolewania nad brakiem społecznych umiejętności Holmesa (który zresztą, jak się wydaje, jest zdecydowanie mniej upośledzony w tej kwestii od innych jego serialowych odpowiedników). Ten Sherlock słucha Joan. Potrafi przyznać się do błędu. To jest relacja dwójki różnych, ale równych sobie ludzi. I to mi się bardzo podoba. Szalenie podoba mi się również to, że nie zanosi się, żeby Sherlock i Joan kiedykolwiek mieli zostać parą. Mam nadzieję, że tak zostanie.

elementary2

Tak czy inaczej, analizując swoją nagłą sympatię do Elementary, zaczęłam się zastanawiać, co właściwie sprawia, że przy pewnych serialach zostaję, a inne czym prędzej porzucam. Po namyśle doszłam do wniosku, że moje ulubione seriale można podzielić z grubsza na cztery kategorie:

Te, których bohaterów lubię.

Bardzo rzadko oglądam seriale tylko dlatego, że bohaterowie wzbudzają we mnie sympatię. W związku z tym nieczęsto sięgam po produkcje czysto obyczajowe typu Brothers&Sisters, bo z mojego punktu widzenia tam się po prostu nic nie dzieje. Jednak od czasu do czasu pojawia się serial, którego bohaterowie kradną moje serce, chociaż fabuła serialu albo mało mnie interesuje, albo jest wręcz niedorzeczna. W tej kategorii oglądanych przeze mnie seriali znalazły się: The O.C. (do tej pory jak widzę gdzieś Adama Brody’ego, Bena McKenzie, Mischę Barton albo Rachel Bilson to myślę o nich „moje dzieci”, chociaż są to przecież ludzie w moim wieku albo starsi), Fringe, The Fosters, Bunheads, Elementary, The L Word, a z nowszych na przykład (póki co) Sleepy Hollow czy Almost Human.

Te, które mają świetną fabułę.

Prędzej będę oglądać serial, którego głównych bohaterów nie lubię (albo są mi obojętni), ale który ma świetną fabułę, niż odwrotnie. Właściwie w tej kategorii mieści się chyba większość oglądanych przeze mnie seriali. Jednocześnie jest to ten typ serialu, który najłatwiej porzucam – wystarczy, że fabuła zacznie mnie nudzić. Do tej kategorii zaliczyłabym m.in. Downton Abbey, Dextera, House of Cards, Homeland, Rzym, Deadwood czy The Newsroom.

Te, które mają świetną fabułę i bohaterów, których lubię.

Perełki wśród seriali. Przeważnie nie porzucam, bo rzadko się zdarza, że jednocześnie schrzanią się oba elementy. Zazwyczaj jest tak, że kiedy kuleje jedno, człowiek skupia się na drugim i odwrotnie, w ten sposób dociągając do końca. W tej kategorii: Sześć stóp pod ziemią, Justified, Gra o tron, Lost, Mad Men, Rubicon, The Killing, Southland itd.

Te, które należy oglądać.

Bardzo rzadko zdarza się, że oglądam serial, żeby wiedzieć, o czym mówią inni. Najlepszym przykładem jest Doctor Who, który jako taki mnie nie zachwyca. Nie mam też nic przeciwko niemu, lubię jego bohaterów i niektóre odcinki są całkiem niezłe, ale oglądam go przede wszystkim dlatego, żeby rozumieć, co się dzieje w popkulturze i o czym ludzie w sieci gadają. Zdarza się też, że na wyrywki wracam do seriali, które wcześniej porzuciłam, żeby zobaczyć, o co cho (a o czym na przykład przeczytałam w recapach). Do takich seriali należą Glee i Grey’s Anatomy, które gdzieś tam ciągle przewijają się w sferze moich zainteresowań, bo mają wielu ciekawych z mojego punktu widzenia bohaterów (np. kobiecych, non-white i homoseksualnych).

Dość oczywista jest ta typologia, ale założę się, że do każdego podtypu każdy z was mógłby podać zupełnie inne niż moje przykłady. Ciekawa jestem, jak to u was wygląda – które seriale oglądacie dla bohaterów, a które dla fabuły? I które stanowią waszym zdaniem crème de la crème serialowej elity?

14 comments

  1. The Good Wife mi od razu przychodzi na myśl jako bardzo dobry serial, i Rzym, i jeszcze ostatnio bardzo lubię Almost Human i Miss Fisher Murder Mysteries.

    • O tak, The Good Wife zdecydowanie, jakoś w zaćmieniu wyleciało mi z głowy, a zalicza się do przedostatniej kategorii 🙂
      Miss Fisher Murder Mysteries nie znam. Z rezerwą podchodzę do produkcji australijskich, ale może bezpodstawnie?

      A przy okazji – czytałaś Tajemnice Diabelskiego Kręgu? Widziałam dziś w księgarni i ciekawa jej jestem.

    • The Good Wife rządzi w każdej kateogrii :). Almost Human oglądam z chyba jeszcze innego powodu. Sama fabuła jakoś mnie nie pociąga, postacie lubię, ale tak naprawdę to oglądam go dla relacji pomiędzy bohaterami.

      • Tak, Almost Human fabularnie stoi daleko za najlepszymi serialami (np. za TGW) – jak na razie same klisze i wszystko już widzieliśmy. Ale za to bardzo fajni są bohaterowie i aż chce się ich poznać. Poza tym sam świat jest ciekawy. Podobał mi się bardzo ten odcinek o prostytutkach i „I will remember you”. Niby trochę kicz, ale bardzo ładnie i zgrabnie poprowadzony. I wzruszający.

  2. Kiedy zobaczyłam tytuł, to od razu pomyślałam, że piszesz o swoich guilty pleasure i od razu zrobiło mi się szkoda, że Elementary jest pod etykietką guilty 😉
    Cieszę się, że Tobie też spodobał się ten serial. Ma lepsze i gorsze chwile, ale też bardzo lubię Joan Watson i genialny finał (a raczej cztery ostatnie odcinki). Drugi sezon dopiero przede mną, ale pewnie poczekam na koniec sezonu i łyknę wszystko na raz 😉

  3. Nareszcie, ktoś pisze pozytywnie o Elementary! Myślałam, że w swej sympatii do serialu jestem kompletnie osamotniona 🙂
    Zgadzam się z podziałem na kategorie, choć, tak jak Izka Pe dodałaby jeszcze kategorią „Oglądać dla relacji między bohaterami”. W taki serial dla mnie zamieniło się już dawno Supernatural, takie jest teraz Once Upon a Time (choć miewam fajne twisty związane nie tyle z fabułą, co mitologią serialu), takie jest dla mnie Marvel’s Agents of SHIELD.
    A za ostatnie bezapelacyjne perełki wśród seriali uznaję Masters of Sex, Orphan Black i Orange Is The New Black. Fenomenalne! Zwłaszcza ten ostatni by Cię zainteresował, bo jest bardzo non-white, LGBT friendly.

    • Kategoria „lubię bohaterów” jest właściwie tą samą kategorią co „oglądać dla relacji między bohaterami”.

      Masters of sex jest bardzo fajne, myślę, że napiszę o nim jakąś zbiorczą notkę po finale. Orphan Black też super. Orange is the New Black jeszcze nie widziałam, miałam go oglądać z koleżanką, ale w końcu nic z tego nie wyszło, więc wkrótce pewnie zobaczę sama 🙂

      • Mam wrażenie, że niekoniecznie. Np. jeśli jeden bohater jest antypatyczny, ale jego relacja z innym bohaterem jest ciekawa (tu w sumie przykładem jest właśnie Elementary, czy Sherlock BBC).

        Ja też przymierzam się do notki o Masters of Sex. A Orange Is The New Black obejrzyj koniecznie i to jak najszybciej! Jestem bardzo ciekawa, czy Ci się spodoba 🙂

  4. Na szybko. Skrajnie subiektywnie. Tylko dla określonej wartości słowa „lubię”

    Lubię, bo wybitne:

    – Stargate Universe
    – Prisoner
    – Carnivale
    – American Horror Story
    – Utopia
    – Sherlock

    Lubię, bo dobre rzemieślniczo:

    – Stargate SG-1
    – Orphan Black
    – Bates Motel
    – Babylon 5

    Lubię, bo nerdyzm:

    – Warehouse 13
    – Doctor Who
    – Power Rangers (nie śmiać się!)

    Lubię, bo sci-fi:

    – Stargate Atlantis
    – Defiance
    – Fringe
    – Crusade
    – Torchwood

    Lubię, bo estetyka:

    – Sanctuary
    – Metal Hurlant Chronicles
    – Sleepy Hollow

    Lubię, bo jakaś popierdówka, która mnie trzyma przy oglądaniu:

    – Da Vinci’s Demons
    – Misfits

    I cała masz tytułów przemilczanych, zapomnianych bądź pominiętych z jakichś innych względów w tej pospiesznej wyliczance.

    • Ciekawe. Twoje kategorie są jakby bardziej gatunkowe, a moje bardziej emocjonalne.

      Swoją drogą Utopii nie dałam rady, za strasznie się mordowali, nie mogłam patrzeć na tego kolesia, jak idzie przez trawnik i ja już wiedziałam, co będzie za chwilę.

      • Bo ja generalnie jestem zimnym, pozbawionym emocji draniem z mięsistą dziurą zamiast serca. mógłbym pogrupować inaczej, w ogóle sporo seriali powielałoby się w różnych kategoriach, ale zdecydowałem przypisać je do, nazwijmy to, kategorii dominujących.

        A przez Utopię polecam przebrnąć. To jest jakby Tarantino i Kubrick poszli ze sobą do łózka.

      • Wiem, widziałam pierwsze dwa czy nawet trzy odcinki. Pewnych rzeczy po prostu nie mogę. (z tego samego powodu nie obejrzałam Breaking Bad i w pewnym momencie porzuciłam Dextera).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s