Fantastyko! Co ja mam z tobą zrobić?

Odkryłam niedawno, że mam problem z literaturą fantastyczną. Co jest bardzo smutne, albowiem lubię literaturę fantastyczną. Mój problem z literaturą fantastyczną polega mianowicie na tym, że jest ona jakaś taka mało fantastyczna.

Wiadomo, literatura gatunkowa ma to do siebie, że operuje pewnymi schematami. Czasami mniej lub bardziej świadomie te schematy łamie, a czasami jest tak dobrze napisana, że schematy przestają nam przeszkadzać. Jednak ostatnio tak sobie pomyślałam, że mało jest fantastyki, która naprawdę wybiłaby nas ze schematów myślowych, którymi na co dzień się posługujemy. Zazwyczaj opisywany świat jest jakąś formą tego, co znamy (i przeważnie jest to forma raczej nam bliższa niż dalsza). Poniekąd jest to zasada zrozumiała – w końcu czytać o czymś, czego kompletnie nie rozumiemy, jest mało przyjemnie.

Zemsta_najlepiej_smakuje_na_zimno_-_art_PL_M

Szkoda tylko, że w gatunku, który ma w sobie taki potencjał (piszemy fantastykę! możemy stworzyć wszystko!), rzadko zdarza się coś, co naprawdę różniłoby się od reszty. Pół biedy jeszcze, kiedy zaczynamy czytać książkę, która od początku niczego nie udaje. I tak na przykład nie mam specjalnie pretensji do Joe Ambercombiego, że świat przez niego stworzony nie jest szczególnie rozbudowany i ciut zanadto przypomina ponurą wariację na temat średniowiecza. Chociaż mamy w jego książkach pewne przełamanie schematów (zamiast miłego, przystojnego bohatera-herosa jest banda pchanych rządzą zemsty zwyrodnialców), jego książki nie wychodzą właściwie poza ramy gatunku. Ale to nie szkodzi – w końcu od początku wiemy, na co się pisaliśmy. Znacznie gorzej jest wtedy, kiedy zaczynamy czytać coś, co wydaje się być nowe, świeże, świetnie napisane i w ogóle ach!, a potem okazuje się, że czytamy tę samą historię po raz tysiąc pięćset sto dziewięćdziesiąty dziewiąty.

I takie właśnie miałam uczucie, kiedy zaczęłam czytać Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Jak mnie ta książka na początku zachwyciła! Połączenie technologii z magią, bohater rzucony w kompletnie nowy świat musi dostosować się do obcych warunków, radzić sobie w kulturze, której nie rozumie i jednocześnie nie dać się zdemaskować. Po prostu cudo. Pierwszy tom czytałam z wypiekami na twarzy (choć im bliżej końca, tym bardziej czułam narastające WTF), każdy kolejny z coraz większym rozczarowaniem. A z czwartego tomu przeczytałam pierwsze 30 stron i leży… A ja jestem wściekła, bo autor zmarnował taki potencjał. Bohater przystosował się do warunków panujących w kompletnie obcym mu świecie tak szybko, jakby wyjechał z Warszawy do Radomia, a świat przedstawiony okazał się być niezbyt wymyślną wersją świata Wikingów i baśniowego Bliskiego Wschodu.

i-pan-lodowego-ogrodu-tom-4

Owszem, pojawiają się jakieś (nawet liczne) nawiązania, tropy literackie, wariacje na temat dzieł sztuki. Fajnie. Ale jednocześnie fabularnie mamy nudę, nudę i jeszcze raz nudę. Biją się, uciekają, biją, wypruwają sobie flaki, gadają z wróżkami (ta wróżka to był gigantyczny strzał w kolano. Serio, tak debilnego pomysłu w literaturze dawno już nie widziałam), znów się biją. I tak w kółko, czyli fantasty najbardziej podstawowego typu. Zero próby pokazania obcych obyczajów, wartości, innej moralności, zero problemów z powodu bycia kimś nie z tego świata. Smutek, bo książka jest naprawdę dobrze napisana, a mimo to bardzo rozczarowuje.

Kompletnie odwrotnie było za to serią Rivers of London Bena Aaronovitcha. Podobnie jak przy książce Grzędowicza zachwyciłam się właściwie od pierwszej strony (no, może od drugiej), tylko tym razem zachwyt z czasem wcale mi nie minął. Wręcz przeciwnie – przeczytałam wszystkie trzy tomy i czekam z niecierpliwością na kolejny (właśnie przy okazji sprawdzania szczegółów odkryłam, że czwarty tom jest dostępny! O radości!). Książki bynajmniej nie są wolne od błędów fabularnych (na przykład nie rozumiem zamiłowania autora do scen pościgu, które może i sprawdzają się w filmach, ale nie w książkach), jednak nie zmienia to faktu, że czyta się je z autentyczną frajdą. Dlaczego? Bo są inne. I nie mam tu bynajmniej na myśli innowacyjnej koncepcji połączenia kryminału z fantastyką (w końcu nie jest taka znowu innowacyjna). Rivers of London, w przeciwieństwie do większości współczesnej literatury fantasy, zamiast kreować inność w wyimaginowanych światach, opisuje obcość w świecie, który nas otacza. Robi to na tyle dobrze, że widzimy tę inność i zaczynamy ją rozumieć, a to trudna sztuka.

rivers-of-london

Naprawdę dobra fantastyka wychodzi poza schematy. Vuko Drakkainen jest dobrze napisaną, dowcipną postacią, ale jednocześnie kompletnie niczym się nie wyróżnia z plejady innych fantastycznych bohaterów. To już Wiedźmin ze swoimi dylematami moralnymi był zdecydowanie ciekawszy, a przecież trudno też powiedzieć, żeby Wiedźmin (przy całym dla niego szacunku i uwielbieniu) szczególnie łamał stereotypy. Tymczasem nawet jeśli mamy do czynienia z bardzo europocentryczną prozą, jak na przykład u Martina, którego świat mocno oparty jest o realia europejskiego średniowiecza, nie musi to być proza banalna. Wręcz przeciwnie, Martin dość dobrze rozprawia się z rozmaitymi mitami dotyczącymi szlachetnego rycerstwa, arystokracji itp., nie mówiąc już o tym, że u niego bohaterami często są ci, którzy w literaturze pojawiają się w najlepszym wypadku na drugim planie jako ciekawe tło.

Ciekawie jest obserwować zmagania bohatera z wrogami, ale jeszcze ciekawej – jego zmagania z samym sobą. Nie wiem, może naprawdę jestem skrzywiona, ale wydaje mi się, że to, co interesujące, prędzej wydarzy się na styku kultur niż w samym środku tego, co tak dobrze znamy.

PS. Celem znalezienia ciekawej ilustracji wpisałam w google hasło „fantasy”. Wyniki niestety zupełnie mnie nie zaskoczyły – co drugi obrazek to wygięta w dziwacznej pozie istota płci żeńskiej w boob plate armor, który nie ma prawa działać, albo co gorsza w ogóle goła. W tle wilki wyjące na tle księżyca i obowiązkowy smok. Czasem się zastanawiam, czy na tym świecie robi się jeszcze cokolwiek dla dorosłych, czy cała produkcja popkulturowa jest skierowana do 14-letnich chłopców. Zresztą może lepiej nie wiedzieć.

18 comments

  1. Hm… To mi wygląda na poważny przypadek „ratunku, polećcie wreszcie coś dobrego!”. Z tym nowatorstwem i łamaniem schematów generalnie jest tak, że rzeczy intelektualnie zachwycające często nie trafiają człowieka na poziomie emocjonalnym. Taki choćby Lem albo Dukaj – pierwsza im postawię ołtarzyk do czczenia, ale cóż z tego, skoro praktycznie nie trafiają mi się u nich momenty autentycznego fanowego zawrotu głowy, a chwile jakiegokolwiek napięcia zdarzają się niewiele częściej. I vice versa – są rzeczy, które nie powalają wizją, a czasem nawet uważam je obiektywnie za słabe, a mimo to je lubię, wręcz zakochuję się w nich. Jeśli trafi się nam, wszystkim czytaczom, rzecz, która wciąga, a jednocześnie jest intelektualnie BARDZO DOBRA, to ogromne szczęście, ale nie oczywista oczywistość, która „ma być”. Tak mi się zdaje. 🙂 Skarby dlatego są skarbami, że są unikatowe. Z tego co piszesz, Aaronovitch okazał się być dla Ciebie takim właśnie znaleziskiem. Nie chcę zabrzmieć jak moralizatorska purchawa, ale osobiście raczej cieszyłabym się, że o radości! jest choć jedno! …zamiast narzekać, że nie ma więcej, a jak jest to rzadko. 😉

    Na marginesie, też uwielbiam literackie zderzenia kultur/mentalności. Na drugim marginesie, pierwsza strona wyników Googla raczej rzadko bywa dobrym adresem, jeśli szukamy oryginalności… Nie żebym się uważała za posiadaczkę nadzwyczajnego gustu, ale może znajdziesz coś dla siebie w moich favach? 😀

    • Ależ właśnie polecono mi coś dobrego – Grzędowicza i Aaronovitcha. Zresztą sporo innej, podobno dobrej fantastyki przeczytałam ostatnio i takie właśnie dopadły mnie przemyślenia. Ale coś w tym jest, że intelektualnie zachwycające nie są emocjonalne i vice versa.
      Ja się bardzo cieszę, ale jednocześnie też się martwię, bo lubię czytać dobre książki, a na takie wcale niełatwo trafić :-/
      Pierwsza strona wyników googla nigdy nie bywa dobrym adresem, jeśli szukamy oryginalności, ale z drugiej strony a. gdzieś trzeba zacząć, b. nie miałam akurat czasu szukać, dlatego jest bez obrazka 😉
      Ooo, ale to wymiata:
      http://aletheiafelinea.deviantart.com/art/Nestlings-heart-265684275

  2. Popieram to, co wyżej napisała Aletheia.
    Od siebie zaś dodam, że choć tak jak Ty ubolewam nad dość bezmyślnym powielaniem schematów, cieszę się, że czasem książki kompletnie je łamiące – albo bawiące się nimi w sprawny, uroczy sposób – trafiają w nasze ręce kompletnie przypadkiem. Dla mnie takim odkrycie stała się książka „Rudowłosa” Jaye Wells. Głupotka straszna, ale tak fajnie bawi się schematem wampirów, że autentycznie zastanawiam się – czy autorka jest totalną grafomanką i zabawa schematem wyszła jej przypadkiem, czy robi to specjalnie, z całkowitą premedytacją.
    Jednak ja mam o tyle ciekawą sytuację, że od lat uważam, że stworzyć świat fantasy od zera jest łatwiej, niż wiarygodnie wpleść fantastykę w świat realny, czy też „znany”. Dlatego tak lubię Wiedźmina, dlatego tak lubię z zasady gatunek „urban fantasy” (choć rzadko go czytam, bo IMHO trudno właśnie znaleźć sprawne połączenie obu światów). Jestem ciekawa czy Ty też tak masz.

    • Jasne, czym bylibyśmy bez naszych schematów myślenia. Ale jednak wyjątki od reguły mogłyby się zdarzać ciut częściej.

      Stworzyć dobry, spójny świat fantasy jest chyba bardzo trudno. Nie wiem, czy jednak nie łatwiej wpleść fantastykę w świat realny. Ja ogólnie lubię, żeby było dobrze napisane, gatunek mi w zasadzie obojętny 😉

  3. Noida, a ty czytałaś Anię Kańtoch? Przede wszystkim „Czarne”, ale też „Diabła na wieży” i „Diabelskie zabawki”. A Connie Willis „Nie licząc psa”? Susannah Clarke właściwie cokolwiek? (Ja tak długo mogę…)

    • A czytałam, właśnie Czarne, do kolejnych nie dotarłam jeszcze. Czarne świetne, bardzo mi się podobało. Susannah Clarke czytałam Jonathana Strange’a i pana Norrela – bardzo dobre. Connie Willis nie znam. Dawaj następne, ja wszystko chętnie przyjmę 🙂

  4. To takie urocze, że zamiast „boob” (plate armor) napisałaś „book” 😉

    U mnie jest takie małe 4ever Tolkien, jeśli chodzi o fantasy.
    Polecam Kańtoch – tworzy genialne uniwersa. Ładnie miksuje znane motywy. Jest świeżo.
    Polecam Łukjanienkę – bo po prostu jest mądry. Stworzył bardzo ładne „urban fantasy” w serii o Patrolach.
    No, i Moers. Odświeżył baśnie jak dla mnie.

    Tak na początek. 🙂

  5. Uff, jednak nie jestem sama w moim stosunku do „Pana lodowego ogrodu”. Kupiłam czwrty tom w dniu premiery, przeczytałam sto stron i leży. Jak wielki wyrzut sumienia.
    A Gaiman? Amerykańscy bogowie, na ten przykład? Albo opowiadania?

    • Mój też leży na stoliku koło łóżka i co wieczór go nie czytam 😉 Teraz wypożyczyłam książkę Clarke i Diane Wynne Jones, więc marne szanse na lekturę w najbliższym czasie…

      Gaiman jest ok, ale jakoś mnie nie zachwyca. Wolę go jako osobowość fejsbukową niż pisarza 😉

  6. Polecam ten czwarty tom jednak przeczytać. Pare zarzutw by nie padło albo przynajmniej by się znacznie osłabiło, bo to jest dobry tom. Lepszy niż drugi i trzeci razem wzięte. W każdym razie – czy oryginalność to aż taki wielki wymóg? To co np. pisze George RR Martin jest w gruncie rzeczy mało oryginalne, ale na tyle przemyślane i solidne warsztatowo, że nie mam kompletnie żadnych zażaleń 🙂

    • Przeczytam, przeczytam… Tylko nie wiem kiedy. Może w ferie, jak będę miała dużo czasu.

      Oryginalność to nie jest aż tak wielki wymóg, ale właśnie – jeśli coś jest przemyślane i solidne warsztatowo, to ok. Gorzej, jeśli nie jest, a Grzędowiczowi moim zdaniem akcja się jednak rozłazi. Zresztą można powiedzieć, że wszystko już było, pytanie tylko, jak się za to zabrać, żebyśmy nie mieli wrażenia, że gdzieś to już widzieliśmy…

      A w przypadku Grzędowicza moim największym zarzutem jest jednak to, że wiele obiecał, a potem nie dotrzymał. Stąd rozczarowanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s