Cudowne i wspaniałe

Po przeczytaniu tego tekstu, o którym pisałam więcej we wpisie Bo ja nie jestem jak inne, w pierwszej chwili pomyślałam o stworzeniu listy ulubionych postaci kobiecych. Takich, które często padają ofiarą wspomnianego w tekście hejtu, moim zdaniem niesłusznie, bo są cudowne i wspaniałe. I to właśnie będzie taka lista, bynajmniej nie wyczerpująca tematu dobrze napisanych postaci kobiecych. Ale najpierw jeszcze dwa słowa o postaciach kobiecych w ogóle.

Nie chcę się znów zanadto rozpisywać na temat, na który pisałam już niejeden raz i pewnie wiele razy jeszcze napiszę. W dużym skrócie – chociaż tyle się dzieje w temacie tworzenia ciekawych postaci kobiecych i obalania stereotypów, zauważam niepokojącą tendencję wśród feministek (zdaje się, że ta tendencja dotyczy również wielu innych spraw, nie tylko kultury). Kiedyś cieszyła każda postać kobieca, która choć trochę wyłamywała się ze schematu. Dziś tych postaci mamy w popkulturze całkiem sporo, ale feministki wciąż nie są zadowolone. Na pojawiających się w filmach czy serialach postaciach dokonuje się wiwisekcji, sprawdzając pod każdym kątem, czy aby są wystarczająco „poprawne” feministycznie. I tak oto Hermiona Granger nie będzie wystarczająco dobra, bo za rzadko walczy, a za dużo się uczy, Katniss nie będzie wystarczająco dobra, bo zamiast rozpętać rewolucję, myśli o swoich uczuciach do Peety, Danearys Stormborn nie będzie wystarczająco dobra, bo zakochuje się w niewłaściwych mężczyznach. Rozumiecie, o co mi chodzi?

Tymczasem nie ma takiej postaci, która byłaby wystarczająco dobra, bo mamy do czynienia ze sprzecznymi oczekiwaniami. I nie mówię tu już nawet o oczekiwaniach ze strony tak zwanej grupy dominującej, ale o naszych własnych oczekiwaniach – nas, współczesnych kobiet, feministek. Każda ma trochę inne doświadczenia, inny charakter, inne priorytety. Patrząc na postacie kobiece, czując do nich niechęć, powinnyśmy spróbować oddzielić to, co nasze własne, od tego, co ogólne. Co z tego, że taka na przykład Cersei z naszego punktu widzenia jest koszmarną babą? Jest doskonale napisaną, spójną postacią. A że niesympatyczną to już zupełnie inna sprawa. Niesympatyczna nie znaczy niefeministyczna.

I tutaj przechodzę do sedna sprawy – chciałabym, żeby kobiece bohaterki oceniano tak samo jak męskich bohaterów – pod względem ich spójności psychologicznej, tego, czy są ciekawe, fascynujące, dobre. Żebyśmy dotarli wreszcie do punktu, kiedy nie trzeba się zastanawiać – feministyczne czy nie? Ale do tego momentu chyba droga jest jeszcze daleka… Czuję się tym ostatnio bardzo zmęczona.

I jeszcze jedna drobna rzecz, której nie rozumiem. Powiedzcie mi, dlaczego kobiety nie robią squee! na inne kobiety? Dlaczego członkinie fandomów fascynują się Cumberbatchem, Fassbenderem, Whitshawem, Hiddlestonem, a nie fascynują się Emily Clarke, Felicią Day, Ellen Page, Jennifer Lawrence (i/albo granymi przez nie bohaterkami)?

Jak można nie fascynować się Ellen Page? Ona umie żonglować!

Zakładam, że wynika to głównie z faktu, że dla kobiet inne kobiety nie są obiektami seksualnymi, ale czy naprawdę tylko o to chodzi w fandomie? Przecież szanse na to, że kiedykolwiek prześpimy się z Cumberbatchem są takie same, jak szanse na to, że prześpimy się z Jennifer Lawrence, czyli żadne. Tymczasem on jest uroczy w bardzo nieporadny sposób, a ona popełnia gafę za gafą. On rumieni się, kiedy jest mowa o Cumberbitches, ona – kiedy wspomina swoje pierwsze spotkania ze znanymi aktorami. Dlaczego wypada zachwycać się szaliczkiem Sherlocka i jego wysokimi kośćmi policzkowymi, a nie wypada zachwycać się dołeczkami w policzkach i fantastyczną kurtką skórzaną Katniss?

I po tym przydługim wstępie oto postaci, które moim zdaniem jak najbardziej zasługują na zachwyt.

Katniss Everdeen (The Hunger Games)

katnissAMANDA WINTERSTEIN

Autorka: Amanda Winterstein

Tara Thornton (True Blood)

tara_thorton__by_mirandajane

Autorka: mirandajane

Hermione Granger (Harry Potter)

Hermione_by_MirrorCradle

Autorka: Abigail Larson (polecam też inne jej prace, są naprawdę fantastyczne)

Dana Scully (X-Files)

dana_scully_by_firstfruits-d4tr9rc

Autor: firstfruits

Daenerys Targaryen (Pieśni Ziemi i Ognia)

3756_b4ae_500

Autor: Dejan Delic

Kalinda Sharma (The Good Wife)

kalinda-sharma-fan-art-kalinda-sharma-34431100-825-1218

Autor: Kwestone

Anita Blake (Anita Blake)

Anita_Blake_by_Frizelle

Autorka:  Frizelle

Kate Austen (Lost)

LOST__KATE_by_Mr_FunnyFace

Autor: Mr Funny Face

PS. Mam wrażenie, że ten blog nieco mimowolnie skręcił ostatnio mocno w stronę feministycznego rantu. Z jednej strony wydaje mi się, że właściwie co w tym złego, że piszę głównie o kobietach, skoro większość internetu pisze głównie o mężczyznach. Z drugiej strony – trochę się obawiam, że paplam w kółko o tym samym i widzę wszystko przez pryzmat jednego (choć wielce złożonego) problemu. W każdym razie chyba w kilku najbliższych postach postaram się omijać z daleka tematy genderowe. Chyba, że macie wyraźne życzenie, żeby było inaczej. Wtedy się dostosuję 🙂

PS.2. Następny wpis będzie najprawdopodobniej o Rivers of London i o Panu Lodowego Ogrodu oraz o tym, dlaczego ten pierszy trzeba przeczytać, a drugi można sobie darować.

39 comments

  1. Ciastko dla Ciebie, Noida, za tekst „Niesympatyczna nie znaczy niefeministyczna.” Ile razy spotykałam się z podejściem pt. „ona jest wredna, więc nie jest dobrą postacią” (w sensie: dobrze napisaną). Dlaczego? Dlatego, że nie tańczy po łące i nie jest ludzką wersją jelonka Bambi?…. really? Spójrzmy na kobiety wokół siebie – siostry, matki, koleżanki, szefowe. To też często nie są kobiety-ideały, tym bardziej kobiety-puchate-przytulanki. Potrafią być wredne, niemiłe, mściwe, agresywne, itd. Czy przez to są mniej ludzkie, realistyczne, ciekawe?… wręcz przeciwnie. A w kwestii Cersei, biorąc pod uwagę jej roszczeniowe podejście do typowo męskiej konstrukcji świata Westeros, powiedziałabym nawet, że Cersei jest mocno feministyczna. Tylko w bardzo ograniczonym, osobistym, zakresie.

    Popieram myśl, żebyśmy nie musieli się zastanawiać czy postać kobieca jest feministyczna, czy nie; żeby bohaterki kobiece oceniać tak samo jak męskie. Jednak to co mnie współcześnie najbardziej denerwuje to tendencja by każdą bohaterkę – i poprzez to każde dzieło popkultury – rozkładać na czynniki pierwsze pod względem „feministyczności”. I automatyczne gnojenie takowej postaci/dzieła, gdy nie spełnia ona jakichś strasznych, wygórowanych cech. Ale tu podkreślam, że choć pod pewnymi względami jestem feministką, nigdy nie rozumiałam jęczenia „feministek”, że w popkulturze (szeroko pojętej) jest mało kobiet. Czy fajnie było trafić na mocno feministyczne – choć wadliwe – dzieło w fantastyce polskiej typu „Achaja”?… Tak. Czy mimo to potrafiłam czytając inne dzieła fantastyki – chociażby Sapkowskiego czy inne, bardziej męskie dzieła – identyfikować się z przeżyciami postaci męskich?… jak najbardziej. Nie rozumiem tego rozgraniczania na siłę. Jasne, fajnie byłoby mieć więcej świetnych postaci żeńskich, ale nie umniejszajmy jednocześnie niezliczonych świetnych, popkulturalnych mężczyzn. Male dzieci potrafią się w popkulturze identyfikować nawet z małym tosterem czy uczłowiecznionym samochodem! Dlaczego kobiety nie mogą się chociaż spróbować identyfikować z mężczyznami?

    Nie umniejszam tutaj oczywiście walki by w popkulturze było więcej kobiet. Drażni mnie jednak taki „femi-nazim”, który automatycznie zakłada, że mężczyźni są fe. Czy należą nam się – jak psu buda – wspaniałe postacie kobiece?… tak. Ale fajnie, gdybyśmy przy okazji tym fajnym facetom nie urządzały kulturowej Seksmisji.

    A na koniec dodam, że kompletnie nie zgadzam się z tym, że kobiety nie robią „squee!” na inne kobiety. Robią, ale najwyraźniej nie udało Ci się trafić na przykłady takich zachowań. Ja na swoim Tumblrze wciąż widzę wpisy pełne zachwytu na przeróżne aktorki (właśnie np. Jennifer Lawrence, Emily Clarke, Vera Farmiga, etc.) i postacie, gdzie kobiety wyraźnie piszą jak wspaniałe są to osoby i jak bardzo chciałyby być jak one. Myślę, że główna różnica polega na tym, w kobietach społecznie uwarunkowuje się zawiść do swojej płci. Na zasadzie „masz takie śliczne buty, najchętniej bym ci je ukradła a na dodatek wyrwała pukiel włosów, bo tak ci tych butów zazdroszczę”. Dopiero ostatnio tego typu sposób myślenia zaczął się przekształcać w „masz takie fajne buty, powiedz gdzie je kupiłaś, bo jesteś taka fajna, że chcę cię naśladować”. Objawia się to m.in. tym, że podczas gdy wpisy o mężczyznach (Cumberbatch, Chris Pine, Chris Hemsworth, Tom Hiddleston, etc.) są tagowane zwrotami typu: „przestań z tą swoją twarzą, bo ci przywalę”, to wpisy o kobietach coraz częściej są tagowane zdaniami typu: „jesteś boginią nad boginiami, chcę cię wielbić u twych stóp, zdradź mi jak być tak wspaniałą jak ty”.

    Może po prostu bytujesz w niewłaściwych zakamarkach Internetu? 😀

    • Odnośnie Sapkowskiego itepe – oczywiście, że kobiety mogą się identyfikować z mężczyznami. Robią to przecież od wieków. I nikt nie kwestionuje, że to są dobre postaci (chyba że może kwestionuje, nie wiem. Ja w każdym razie nie kwestionuję). Problem polega raczej na braku zjawiska odwrotnego – że facetom w powszechnej opinii nie godzi się identyfikować z kobietami i przez to mamy mało fajnych postaci żeńskich, chociaż daję słowo, kobiet i mężczyzn na świecie jest niemal tyle samo.
      I w ogóle jakie to przyjemne oglądać serial, w którym człowiek identyfikuje się z głównym bohaterem własnej płci, odkryłam dopiero niedawno, oglądając Top of The Lake. Mój ulubiony gatunek, mój ulubiony typ bohatera, z którym zawsze się identyfikowałam, tym razem nie jest facetem, tylko kobietą. Byłam jednocześnie zdziwiona i zachwycona.

      Natomiast trochę offtopicowo odnośnie dzieci identyfikujących się z samochodzikami – czy wiesz, że niemal wszystkim dzieciom po oglądaniu telewizyjnych bajek i programów obniża się samoocena? Jedynym wyjątkiem od tej zasady są chłopcy o jasnym kolorze skóry.

      A co do kobiet robiących squee innym kobietom, to zdecydowanie obracam się w niewłaściwych zakamarkach internetu, bo naprawdę nie znam ich wiele. Co zapewne wynika z faktu, że nie posiadam tumblra. Ale nie założę, no nie założę, bo i tak już spędzam w sieci stanowczo zbyt dużo czasu 😉

      • Zgadzam się – panuje powszechne przekonanie, że facetom „nie wypada” identyfikować się z kobietami. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem panowie to robią – właśnie gdy postać jest dobrze napisana (przykładem mój Luby, który całkiem mocno przeżywał przygody Katniss). IMHO, niewielka liczba dobrze wykreowanych postaci kobiecych nie wynika z tego, że faceci nie mogą się z nimi identyfikować. Raczej właśnie panowie nie mogą się z kobietami identyfikować, bo dobrych kobiet w popkulturze jest tak niewiele. Ale moim zdaniem wynika to z czegoś innego niż tylko „po co mam patrzyć z punktu widzenia kobiety”. To o wiele głębszy, poważniejszy problem niż tylko kwestia identyfikacji.
        Jasne, fajne móc obejrzeć film, serial lub przeczytać książkę, gdzie główny bohater to kobieta i to taka z krwi i kości. Ale ja po prostu nie rozumiem tego automatycznego gnojenia każdego dzieła popkultury, które jest „za mało kobiecie”, „za mało feministyczne”. Ale może wynika to stąd, że choć wspieram feminizm jako taki, sama bardzo rzadko go zauważam/stosuję.

        Wiem, bo pisałam cały wpis o statystyce postaci kobiecych i/lub nie-białych w filmach animowanych. Liczby są zatrważające. Nigdy więc nie odważyłabym się zaprzeczyć, że przedstawianie multikulturowości i różnorodności płciowej jest w filmach dla dzieci ważne. Jest niezmiernie ważne!… nie zmienia to jednak faktu, że ja, jako dziecko, nigdy nie myślałam o filmach dla dzieci w kategoriach „tu jest mało dziewczynek/małych arabów/gejów/whatever”. Patrzyłam na film na zasadzie „czy mnie to angażuje, czy jestem się w stanie wczuć”. I zawsze mogłam się z postacią filmową zidentyfikować. Nie ważne czy był to lew, samochodzik, księżniczka, czy ulicznik z Agrabah. Ale ja byłam wyjątkowym dzieckiem 😉

        Tumblr to STRASZNY zasysacz czasu, więc jeśli nie chcesz tracić wielu godzin na zagłębianie się w Internet, to odradzam. Daję tylko znać, że coraz częściej kobiety są w stanie piszczeć na temat innych kobiet 🙂

      • Ale naprawdę istnieje takie automatyczne gnojenie? Bo mnie się wydaje ono jednak trochę fikcją.

        Niewielka liczba dobrze wykreowanych postaci kobiecych wynika z tego, że mężczyźni nie chcą się z nimi identyfikować z zasady (albo tak uważają wydawcy/producenci), więc nie opłaca się ich pisać, przez co mężczyźni nie mogą się przekonać, że można się z nimi identyfikować i nie umrzeć. I kółko się zamyka.

        Mnie nie przeszkadza, że na przykład w Avengersach jest mało kobiet. Bo mi to zwisa, czy identyfikuję się z Tonym Starkiem czy z Czarną Wdową w sytuacji, kiedy mówimy o czymś totalnie odklejonym od rzeczywistości. Natomiast przeszkadza mi, że tak mało pojawia się filmów na przykład w rodzaju Take This Waltz, gdzie widzi się świat z perspektywy kobiety i jej uczuć. To mnie denerwuje jednak, kiedy widzę kolejny dramat w stylu American Beauty, opowiedziany mocno pod mężczyzn. Tak jakby kobiety nie przeżywały dramatów, albo jak już, to tylko w dziale „romans”. Weź zajrzyj dowolnego dnia na IMDB i listę 25 najpopularniejszych filmów i znajdź na plakacie kobiecą twarz. I to mnie nawet nie tyle wkurza, co nudzi. Znowu faceci. Co tu nowego można opowiedzieć w tym przewałkowanym przez kinematografię na miliard sposobów temacie.

        Każde dziecko ma zdolność do identyfikowania się z bohaterami kreskówek i żadne nie myśli w kategoriach „tu jest za mało tego czy tamtego”. Ono po prostu przyjmuje to, co widzi, jako oczywistą oczywistość. Dlatego właśnie to takie smutne, że poza białymi chłopcami wszystkie inne dzieci czują się gorzej po obejrzeniu takiego filmu, bo przecież one też się identyfikują z tym samochodzikiem. Tylko potem rozglądają się wokół i zaczynają rozumieć, że one tym samochodzikiem nigdy nie będą.

      • (odpowiedź spóźniona, ale jest. Patrz, żyję! Nie umarłam! :D)

        Nie wiem, czy fikcja. I’ve seen it happen. I zapewniam, że to nie była fatamorgana. Ale tak samo jak są skrajni szowiniści, tak myślę, że istnieją skrajne feministki. Z tych bardzo wojujących. Czasem na wyrost.

        No właśnie ja – na poziomie intelektualnym – nie jestem w stanie przyjąć tezy, jakoby ogół mężczyzn „z zasady” nie chciał identyfikować się z postacią kobiecą. IMHO to naprawdę wynika z braku dobrych, spójnych, sensownych postaci kobiecych w popkulturze. A ich brak wynika z niemożliwości ich napisania/stworzenia/przeforsowania ich u producentów-szowinistów. Nie z braku chęci, a braku możliwości. Ale zgadzam się, że brak dobrych postaci = niechęć do identyfikowania się mężczyzn. Rzeczywiście błędne koło.

        Owszem, perspektywa kobieca w Take This Waltz była ciekawa, ale dla mnie ten film jest kiepskim przykładem bo moim zdaniem bohaterka była źle skonstruowana, zarówno scenariuszowo jak i aktorsko. Nie chodzi nawet, że nie darzyłam postaci sympatią – nie byłam w stanie zrozumieć jej działań i odczuć. A u mnie coś takiego oznacza właśnie złą konstrukcję, u samych podstaw. Zgadzam się, że niewiele jest dobrych filmów o kobietach, które nie dotyczyłyby miłości i np. takich filmów jak „In Her Shoes” ze świecą szukać. Nie jestem jednak fanką podejścia „Znowu faceci. Co za nuda”. Jeśli twórca filmu jest poprzez postać mężczyzny przekazać mi pewne teorie/myśli/odczucia/wrażenia/fabułę, to mnie naprawdę jego płeć mało obchodzi.

        Nie wiem, jakie dzieci czują się gorzej po obejrzeniu „takiego” filmu (poza tym co rozumiesz przez „taki” film? Taki o nieszkodliwy film o samochodzikach? Czy może strice-biały film Disneya, gdzie innego koloru skóry ze świecą szukać?). Poza tym ja właśnie próbuję udowodnić, że dziecko ma prawo być rozczarowane tym, że nie jest samochodzikiem, ale nie ma prawa – na poziomie umysłowym – połączyć tego z jakimś rasizmem/seksizmem/cokolwiek, bo dziecko NIE MYŚLI w takich kategoriach. A przynajmniej nie w wypadku filmu o samochodzikach. Może tak myśleć oglądając „Małą Syrenkę” czy „Miecz w kamieniu” i zastanawiać się „dlaczego syrenka nie może być hinduską” albo „dlaczego bohaterem musi być biały chłopiec”, ale w wypadku filmu z uniwersalnymi bohaterami – samochodzik, toster, krzesło, cokolwiek – raczej takie myśli i odczucia nie powinny się pojawiać.

      • Są skrajni szowiniści i skrajne feministki. Ale sądzę, że należy ich traktować jak anomalię a nie normę i nie przejmować się zanadto.

        U kogoś ten brak chęci jednak występuje, skoro mamy do czynienia z tym błędnym kołem od tak dawna.

        Co do Take this waltz to nie będę się kłócić, natomiast mnie naprawdę nudzą faceci. W życiu codziennym też. Wiesz, to jak z kuchnią indyjską – odkrywasz ją i nagle schabowy przestaje ci smakować. Nieważne, jak dobrze zrobiony. Zapewne mi kiedyś przejdzie, ale chwilowo odkryłam ten nowy smak i nie chce mi się wracać do schabowego. I nie idę chwilowo do restauracji ze schabowym, chyba że nie mam innego wyjścia. A z drugiej strony uważam, że jeśli odbiorcy filmu będzie zawsze wszystko jedno, kogo ogląda, byle uczucia dobrze pokazano, to nigdy nic się nie zmieni i już do skończenia świata będziemy oglądać tylko filmy o białych facetach (i dla mnie to też jest argument z serii podwójnego wiązania – przecież to nieważne, że ciebie tam nie ma, skoro MOJE uczucia są uniwersalne. O co ci w ogóle chodzi kobieto/azjato/latynosie). Więc mnie nie jest chwilowo wszystko jedno.

        A co do dzieci i samochodzików. Odnośnie kwestii rasizmu to się nie wypowiadam, bo nie mam odpowiedniej wiedzy. Ale odnośnie tego, że to wszystko jedno, bo oglądamy samochodzik, to właśnie wcale że nie. Bo ten samochodzik (lew, krzesło, toster) też ma płeć. I jest to płeć w 90% męska. Zazwyczaj bardzo starannie w filmie zaznaczona. A że dziecko już w wieku lat trzech doskonale wie, co robi chłopiec, a co dziewczynka i co uchodzi jednemu, a co drugiemu, nawet taki przekaz może działać dziecku na poczucie własnej wartości.

      • Przejmować się nie przejmuję. Zauważam jedynie, że skrajne feministki bardziej (ostatnio) rzucają mi się w oczy niż skrajni szowiniści. Chociaż po prawdzie to gdzie jedni, tam i drudzy.

        True. True. Tu się bezwzględnie zgadzamy.

        Rozumiem analogię ze schabowym i kuchnią indyjską. Też miewam „kulinarne” fazy. Ale z drugiej strony potrafię mieć tak silne ciągoty do konkretnych schabowych, że nagle łapię się na tym, że oglądam islandzki dramat wojenny, bo gra tam lubiany przeze mnie schabowy (przykład hipotetyczny). I tak jak zgadzam się, że obojętność jest niewskazana, bo pod tym względem kinematografia –i telewizja – POWINNY zacząć się zmieniać, nie widzę nic złego w tym, że jestem w stanie docenić/lubić film za dobrą fabułę czy historię. A to, że przedstawia się ją z punktu widzenia schabowego…yyy, faceta? Naprawdę uważam, że może mi być wszystko jedno. Tak długo, jak jednocześnie domagam się dobrych filmów o kobietach.

        Okej, kwestie płci są w wypadku samochodzików/innych przedmiotów dość istotne. Ale miałam wrażenie, że już od dobrych paru(nastu) lat żyjemy w świecie gdzie gender roles są coraz słabiej egzekwowane. Czyli dziewczynka może być kierowcą rajdowym, a chłopiec projektantem mody. Ewentualnie są to jakieś moje optymistyczne złudzenia i najwyższa pora bym zdjęła swoje różowe okulary 🙂

      • Ha, ha, islandzki dramat z grającym tam schabowym rozwalił mnie na łopatki. Widzisz, właściwie to i tu się zgadzamy, bo ja też oczywiście jestem w stanie docenić film, gdzie występują sami faceci albo głównie faceci. O ile jednocześnie będą też dobre filmy o kobietach. Chodzi o tę równowagę. Na przykład teraz obejrzałam sobie trailer filmu „Kill my darlings” i bardzo bym chciała go zobaczyć. I pomyśleć, że zawsze mi się wydawało, że Daniel Radcliffe to marny aktor. A tymczasem on chyba jest takim Eliah Woodem, tylko trochę młodszym.

        Widzisz, mnie też się czasem wydaje, że żyjemy w świecie, gdzie gender roles są coraz słabiej egzekwowane. A potem zderzam się z rzeczywistością 😉 Ale serio, to prędzej zobaczymy film, w którym dziewczynka jest kierowcą rajdowym, niż w krótym chłopiec jest projektantem mody. Ale wszystko jeszcze przed nami…

      • Do usług 😀 Ja ostatnio zgrałam sobie francuski dramat historyczny o szpitalu psychiatrycznym. Sama nie wiem dlaczego *kręci głową* Zgadzam się, że równowaga w przyrodzie MUSI być i oprócz dobrych filmów o mężczyznach, powinno być PRZYNAJMNIEJ tyle samo dobrych filmów o kobietach (i poniekąd także dla kobiet). A na „Kill My Darlings” Mysz czeka od dawna, ze względu na motywy gejowskie. A Radcliffe mnie ostatnio zaskoczył także – pozytywnie, of kors – w clipie z filmu „Horns”. Brzmi tam ZUPEŁNIE inaczej niż zwykle. Tak… dorośle i amerykańsko. Aż mi się letko gorąco zrobiło 🙂
        Ciekawe, bo IMHO tendencja jest raczej właśnie w stronę mężczyzn. To znaczy: popkultura jest tak męsko-zdominowana, że mimo wszystko prędzej chyba byśmy zobaczyli film o facecie-projektancie, niż o kobiecie-rajdowcu. Ale mogę się mylić.

  2. Ja tam lubię silne i aktywne kobiety, takie jak tutaj wymienione. Jeśli już hejtuję, to muszę mieć powód i najczęściej nim jest pozbawienie bohaterki jakichkolwiek cech charakteru – chociażby Bella ze „Zmierzchu” czy Ana z „50 shades of grey” – obie nudne, bez żadnych zainteresowań, niby sprzeciwiające się swoim mężczyznom, ale tak naprawdę ślepo ich słuchające, bez żadnej charakterystycznej cechy, fuj! Nie lubię też gdy z ciekawej bohaterki ulatuje cała werwa – tak jak w przypadku wymienionej wyżej Kate z „Lostów”, która w pierwszych sezonach była naprawdę pełnokrwistą postacią, a potem jedyne do czego służyła scenarzystom to uczestniczenie w trójkącie miłosnym. Dalej mnie boli gdy o tym myślę:)) Dlatego: silna i inteligentna bohaterka? TAK! Nudna i bez charakteru? NIGDY!!!!!

    • Hm, no widzisz, a ja się właśnie zastanawiam, czy takie leluje są niefeministyczne. Nudne, źle napisane – tak. Ale niefeministyczne? Nie wiem. W końcu i takich kobiet nie brakuje na świecie.

      Co do Kate to racja, rozcieńczyli ją w końcowych sezonach, ale z drugiej strony wszyscy inni bohaterowie też zrobili się jacyś tacy nie teges, więc w ostateczności mogę im wybaczyć.

  3. Za dużo by cytować, żeby wskazać z czym się zgadzam, więc uznajmy, że ze wszystkim. 😉

    Nie oglądałam X Files kiedy wszyscy oglądali i właściwie nadal serial mnie nie interesuje jako taki, ale mimo to chętnie bym pofanowała Danie… Czy to ma sens? 😀

    Autora niestety nie udało mi się zidentyfikować
    Hm… Jak się zdaje: KLIK 1, KLIK 2

    • A właściwie to kiedy wszyscy oglądali X-Files? Bo nie wiem, czy się załapałam.
      Dana jest rewelacyjna, kiedyś czytałam o niej taki tekst, który jakoś zapadł mi w pamięć.
      http://www.wired.com/geekmom/2011/02/why-todays-women-need-dana-scully/
      Zwłaszcza ten jeden fragment:
      “In an entertainment world where women are disappearing from multiplexes, where men bulk up as superheroes while women don’t eat but sip pink drinks, we need to remember that there was once a very short heroine who hunted monsters and talked about Einstein, who kicked ass and questioned her faith, who went to work with a man she loved but didn’t rip his shirt off over lunch, who didn’t want to believe, but opened herself nonetheless to possibility. We need Scully back, even for a moment.”

      Wielce dziękuję za odnalezienie autora (przyznaję, nie przyłożyłam się zbytnio do odnalezienia go) – już poprawiłam 🙂

      • Ja mam zakodowane, że Archiwum X = ’90, chyba na Polsacie? A przynajmniej zapamiętało mi się, że to wtedy mi to wyskakiwało z lodówki i że mi się wtedy nie podobało, mimo że to był mój najbardziej serialowy okres w życiu. Może teraz jest jakaś druga fala, nostalgiczna dla jednych, odkrywcza dla innych?

        a very short heroine
        ♥!
        went to work with a man she loved but didn’t rip his shirt off over lunch
        ♥!♥!
        didn’t want to believe, but opened herself nonetheless to possibility
        ♥!♥!♥!
        I co narobiłaś? Teraz kombinuję, jak tu obejrzeć Danę bez oglądania X-Files! 😀

      • A, to ok, bo wiesz, ja jestem już stara i często blogerzy okazują się dużo młodsi ode mnie i mają na myśli zupełnie inną falę niż ja. W każdym razie tak, ta pierwsza fala to faktycznie lata 90-te, ale ja wtedy nie oglądałam, bo się bałam. Dopiero obejrzałam, jak już byłam na studiach, czyli wczesne lata dwutysięczne. I wsiąkłam na amen, obejrzałam prawie wszystko.

        Jeśli bardzo chcesz się zapoznać ze Scully, niekoniecznie oglądając całość, to może zobacz sobie jakieś odcinki z mojej listy top 10?
        https://kaczazupa.wordpress.com/2012/09/10/10-najlepszych-odcinkow-x-files/
        Tam są wymienione takie bardziej nietypowe odcinki, które są po prostu na tyle dobre, że i osoba nieprzepadająca za gatunkiem powinna je przełknąć 🙂

        Ogólnie nie polecam pierwszych trzech sezonów, są dla twardzieli. Ciekawie zaczyna się robić dopiero koło sezonu 4, a najlepszy jest moim zdaniem 6 (symptomatyczne w czasach, kiedy większość seriali nawet tam nie dociera).

        A jeszcze a propos tego kawałka: „went to work with a man she loved but didn’t rip his shirt off over lunch” – przed premierą drugiego filmu X-Files wszyscy się zastanawiali, jak pokażą związek Muldera i Scully, bo przecież to ich „will they won’t they” było siłą napędową wielu odcinków. Czekano na deklaracje, pocałunki, nie wiadomo co. A w filmie widzimy ich po prostu, jak ze sobą od lat mieszkają. I w tym świetle całe to ich „will they won’t they” traci na znaczeniu, bo do widza dociera, że to, co przez lata oglądał i nad czym się zastanawiał, było po prostu związkiem, tylko bez tych scen, gdzie zdzierają z siebie koszule 😉 I to było piękne.

  4. Próbowałam w tamtych czasach, ale byłam klasycznym przypadkiem „no jak zachwyca jak nie zachwyca”. A nawet odrzuca. Muzyka mi nie leżała, klimat mi nie leżał, Duchovny mnie wnerwiał. I mimo to, wciąż żałuję, że mi nie leżało, bo teraz uwielbiam choćby znajdowane tu i ówdzie mulderyzmy. Skoro Tobie weszło za drugim podejściem, może mnie kiedyś też. Będę mieć na uwadze Twoją listę. 🙂

    Co do ostatniego akapitu – zgadzam się, rzeczywiście interesujące rozwiązanie. I jeszcze to: to, co przez lata oglądał i nad czym się zastanawiał, było po prostu związkiem. Przy okazji można na to spojrzeć jeszcze inaczej: mamy wdrukowane, że związek = migdalenie i bukiety róż, ale przecież partnerstwo tego rodzaju jest wyjątkowo bliskim związkiem. Choćby to nawet było totalnie wyprane z wszelkiego „will they won’t they”, choćby w domach mieli swoich czekających oficjalnie zaobrączkowanych, to przecież sam fakt, że ci zaobrączkowani rzadziej widują swojego ślubnego niż jego partner, należy do żelaznego zestawu klisz policyjnych historii. Gdyby Mulder i Scully nie byli płci bardzo przeciwnej, to w ogóle nie byłoby żadnego zawracania głowy z „will won’t”, czyż nie? Co prawda, można to też uznać za potencjalną stratę, ale to inna sprawa.

    • Bywa. Ja też tak mam z niektórymi rzeczami (na przykład Buffy, której nie mogę przebrnąć. Chyba jestem już na nią za stara. Może kiedyś z dziećmi obejrzę, jak dożyję). Zawsze możesz ograniczyć się do klipów na YouTube 😉

      Gdyby Mulder i Scully nie byli płci przeciwnej, to a. w dzisiejszych czasach na pewno znalazłoby się mnóstwo ludzi, którzy i tak mieliby ich za parę (patrz cały ruch slashowy wokółw Rizzoli i Isles, które już chyba same nie wierzą, że są hetero), a b. ileż powstałoby w temacie slashowych fanfiction! 😉

      A serio, to moim zdaniem jedna z największych zalet tego serialu – że pokazuje ludzi, którzy trwają ze sobą przez lata, bez dramatów, obrażania się, rzucania się, całowania ukradkiem w windzie itepe. Akceptują swoje wady i słabości. Piękne.

      • Gdyby Mulder i Scully nie byli płci przeciwnej, to a. w dzisiejszych czasach na pewno znalazłoby się mnóstwo ludzi, którzy i tak mieliby ich za parę (patrz cały ruch slashowy wokółw Rizzoli i Isles, które już chyba same nie wierzą, że są hetero), a b. ileż powstałoby w temacie slashowych fanfiction! 😉
        Też o tym pomyślałam, ale machnęłam już ręką, kwalifikując to do kategorii „dowolny fandom sparuje nawet krzesło ze stołem”. 😀 Co swoją drogą samo w sobie jest interesującym zjawiskiem…

      • To prawda. Ja teraz z wielką uwagą obserwuję relację, która tworzy się pomiędzy Holderem i Linden w The Killing (chociaż chyba już niedługo, bo na czwarty sezon zdaje się nie ma co liczyć). Bardzo ciekawie rozegrany wątek.

  5. Istnieje, istnieje. Jak połazisz po Internecie i poczytasz wywody niektórych online-owych feministek, to aż człowiekowi w głowie alarm wyje. Wcale nie tak daleko nam do tej „Seksmisji” zostało, mam wrażenie.

    No właśnie moim zdaniem to nie tak. Problem nie polega na tym, że mężczyźni – w tym momencie mówię stricte o twórcach kultury – nie chcą się z „silnymi kobietami” kobietami identyfikować. Oni po prostu NIE UMIEJĄ tego zrobić. Właśnie takie mówienie „bo im się nie chce” uważam za krzywdzące. Jasne, są takie przypadki, gdzie jakiś męski szowinista powie „nie, nie wczuję się w kobietę, bo ona nie jest tego warta”. Ale nie na darmo mówi się o różnicach płci w kwestii funkcjonowania naszych mózgów, innych sposób myślenia. Czasem mężczyźni – mimo ogromnych chęci – autentycznie nie są w stanie nas zwyczajnie zrozumieć. A jeśli nie mogę nas zrozumieć, to jak mają dla nas (i dla innych mężczyzn) tworzyć spójne, realistyczne postacie kobiece?… jeśli kobieta w dziele popkultury jest kiepsko napisana, bo autor-mężczyzna nie rozumie kobiet, to nic dziwnego, że inni mężczyźni nie chcą się z taką kobietą identyfikować. Co tam – JA nie chcę się z taką kobietą identyfikować.

    „Take This Waltz” akurat moim zdaniem jest fatalnym filmem, ale to rozmowa na zupełnie inną dyskusję. Zgadzam się, że tzw. kinie rozrywkowym czy „popularnym” mało jest filmów z perspektywy kobiet, lub z „silnymi” kobiecymi postaciami. Ale już w innych ‚gatunkach’ – kinie niezależnym, sci-fi, fantasy, często pojawiają się właśnie silne kobiety. Czego „Take This Waltz” jest właśnie przykładem, bo to przecież nie kino „rozrywkowe”, a właśnie niezależne.

    Okej, jeśli dziecko nie myśli w kategoriach „tego było za mało, tego za dużo”, itd., to jak można stwierdzić, że po obejrzeniu filmu czuło się gorzej? Na jakiej podstawie się to stwierdza? Skoro dziecku w tym filmie świadomie niczego nie brakowało – i może się identyfikować z dowolną postacią (co z resztą robi) – to dlaczego miałoby być smutne?… tym bardziej, że dzieci bardzo dobrze wiedzą, że bajki/filmy, które oglądają nie są prawdziwe. Samochodziki nie rozmawiają, zabawki nie ożywają, itd. Więc dlaczego inne przesłania tam zawarte miałyby być bardziej krzywdzące niż np. wmówienie dziecku, że jego zabawki gadają, jak tylko wyjdzie z pokoju?
    (tu oczywiście bawię się w adwokata diabła, żeby nie było wątpliwości)

    • Myślę, że nawiedzonych fanatyków można znaleźć do każdego odłamu filozoficzno/myślowego, czemu feminizm miałby być inny. Ale jednak większość chyba raczej nie robi z tego aż takiego problemu.

      „Ale nie na darmo mówi się o różnicach płci w kwestii funkcjonowania naszych mózgów, innych sposób myślenia. Czasem mężczyźni – mimo ogromnych chęci – autentycznie nie są w stanie nas zwyczajnie zrozumieć.” – o nienienienie.

      Po pierwsze, to zdanie można napisać inaczej, a sens będzie miało dokładnie ten sam – „Czasami człowiek – mimo ogromnych chęci – nie jest w stanie zrozumieć drugiego człowieka”. Ja czasem nie jestem w stanie zrozumieć własnej matki czy siostry, mimo że też jest kobietą i w dodatku znam je obie pewnie najlepiej ze wszystkich ludzi na świecie. Dla mnie to zdanie jest po prostu nic nie znaczącym truizmem, totalnym stereotypem, wymyślonym tylko po to, żeby płcie przypadkiem nie wpadły na to, że naprawdę można się ze sobą dogadać.

      A dwa, że okej – zakładamy, że rzeczywiście nie jestem w stanie pojąć jakiegoś męskiego doświadczenia, na przykład nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że jestem uzależniona od seksu. No faktycznie, nie potrafiłabym napisać takiego bohatera, jak Brandon ze Wstydu. Za to autor Wstydu zapewnie nie byłby w stanie opisać młodej matki świeżo po urodzeniu dziecka. Co tu poradzić? Hm. No mogę nie pisać nigdy o młodych matkach świeżo po urodzeniu dziecka, jasne. Ale mogę też dać napisać tę bohaterkę kobiecie, która ma za sobą takie doświadczenie , po to, żeby ona napisała tę postać tak, żebyśmy wszyscy mogli ją zrozumieć, tak samo, jak Steve McQueen napisał Brandona. Wybacz, ale ja naprawdę nie widzę problemu w tym, żeby to kobiety pisały świetne kobiece postaci. Ale lepiej jest zatrudniać mężczyzn, którzy nie potrafią napisać dobrych postaci kobiecych (i którym chyba po prostu brakuje empatii, sory, ale przykładów na to, że mężczyzna potrafi napisać świetną postać kobiecą jest mnóstwo, wystarczy chociażby popatrzeć na Alana Balla, Matthew Weinera, Grahama Yosta itp.) i podtrzymywać mit, że z kobietą nie da się zidentyfikować. I owszem, tutaj to już zakładam złą wolę producentów, bo dość się w życiu napatrzyłam na bandy z przeproszeniem starych, konserwatywnych betonów, siedzących w komisjach uniwersytetów, sejmach, na najwyższych stanowskach firm, którzy są przekonani, że gender to jest jakiś idiotyczny wymysł z kosmosu i przecież wiadomo, że kobieta nigdy się nie sprzeda. I którzy nie mają najmniejszego zamiaru podejmować wysiłku zrozumienia czegokolwiek tak idiotycznego.

      Jeśli chodzi o kwestię dzieci, to nie podejmuję się wdawać w polemikę, bo nie jestem psychologiem ani socjologiem i nie jestem w stanie ustosunkować się do kwestii, jak się to bada. Zakładam, że są ludzie, którzy się na tym znają i to potrafią i akurat w tym przypadku jestem skłonna uwierzyć w wyniki ich badań.

      • Byłam kiedyś na spotkaniu autorskim z pisarką, kobietą w wieku mocno średnim, która opowiadała, jak potrzebowała coś dłuższego napisać z punktu widzenia nastoletniego chłopaka. Wyprodukowała, wręczyła to znajomemu żywemu nastolatkowi i czekała na werdykt. Znajomy żywy nastolatek orzekł, że to jest do niczego, bo realny chłopak myśli i działa zupełnie inaczej. Ona to podała jako przykład pisarskiej porażki i tej ponoć nieprzekraczalnej bariery płci, wieku, nie wiem czego jeszcze, i w jakimś sensie miała rację – potencjalny czytelnik był przecież niezadowolony – ale ja pomyślałam, OK, ale właściwie na czym ten chłopak oparł swój sąd? Do jakiego stopnia na swoim realnym świecie, a do jakiego na myśleniu co „prawdziwy chłopak powinien”? I skąd miał taką niewzruszoną pewność, że to dotyczy każdego chłopaka, a nie akurat jego? Poza tym jest jeszcze kwestia rozróżnienia między przedstawieniem „męskiej” kultury (facet w gronie innych facetów unika czegoś tam, stara się o coś tam), a literackim wejściem w rzeczywiste myśli pojedynczego mężczyzny, chłopaka, dziewczyny. Myślę, że w tym drugim przypadku wszelkie generalizowanie typu „prawdziwy facet zawsze”/”prawdziwa kobieta nigdy” będzie fałszywe.

        W jednym moim niedawno odkrytym fandomie kobieta napisała mężczyznę, zresztą otwarcie przyznając, że „pisze facetami”, żeby za wszelką cenę uniknąć popadnięcia w Mary Sue na swój obraz i podobieństwo. I kiedy porównać z analogicznymi postaciami w tym gatunku, można jakoś tam rzeczywiście dostrzec, że tamtych napisali autorzy, a tego autorka (choć nie mogę się oprzeć myśli, co jeśli by się nie wiedziało wcześniej?). Ale paradoksalnie, ja wybieram tego jej, nie tamtych ich. Dlatego, że jestem kobietą i nie potrafię wyłapać, że nie jest „prawdziwy”, a czytelnik-facet by wyłapał? Nie mogę tego wykluczyć, ale dla mnie to, czym „ten” wygrywa z „tamtymi”, jest między innymi, że w tamtych jest obowiązkowo wpisane machismo, zawarte w drobiazgach, ale dostrzegalne szczególnie, gdy spotyka się postać, która tego nie ma. I co zabawne, okazuje się, że ci bardziej-męscy wydają mi się w takim zestawieniu mniej autentyczni, bo jakby grający role prawdziwych facetów, zamiast być po prostu ludźmi płci męskiej. W realnym życiu da się zauważyć to samo – „prawdziwi faceci”, którym testosteron leje się uszami, są tak rozpaczliwie sztuczni, są bardziej jakimiś wyobrażonymi „męskimi mężczyznami” niż sobą. Jak tu odnaleźć wzorzec realizmu na użytek sztuki, skoro odrealnioną sztuczność mamy naokoło, w samym życiu?

      • Jeszcze second thought do ostatniego: przecież jeśli autor nie jest zdolny do wczucia się w płeć przeciwną, to można by się spodziewać, że będzie się ratować jakimś powszechnie ustalonym wzorcem, czymś co „wie”, skoro nie potrafi zgadnąć, prawda? Zatem teoretycznie autorka (ta z drugiego akapitu) powinna by napisać jakiegoś przerysowanego macho, próbując utrafić w „prawdziwego mężczyznę”. A jednak tego nie zrobiła, a mimo to, przynajmniej ja uważam efekt za realistyczny. Tymczasem tylu autorów-mężczyzn, pisząc kobietę, produkuje kobieciątkowate lalunie, które potem oceniamy jako nieautentyczne. Wniosek, być może zaskakujący, jest taki, że chcąc otrzymać realistycznego mężczyznę, realistyczną kobietę, warto (może wręcz trzeba?) właśnie napisać ich nie-prawdziwych w tym kulturowym sensie „prawdziwości”.

      • Bardzo mi się podobało to, co napisałaś na temat nieprawdziwości płci. Wydaje mi się, że czasem nawet lepiej, jeśli bohatera pisze ktoś przeciwnej płci, bo właśnie potrafi wyjść poza stereotyp (w końcu jego on nie dotyczy) i spojrzeć na swojego bohatera, że tak powiem, z dystansem.

        A co do tego chłopaka, który nie odnalazł się w literaturze pisanej przez dorosłą kobietę – wydaje mi się, że to są dwie zupełnie różne sprawy, napisać bohatera „żywego” i bohatera, którego się dobrze czyta. Realistyczny, prawdziwy człowiek przeważnie jest kiepskim bohaterem literackim. A jeszcze z innej beczki, to ja miałam podobne przemyślenia odnośnie powieści Musierowicz, będąc nastolatką, a było to w czasach, kiedy pisała ona Pulpecję, powieść powszechnie uważaną za jedną z jej najlepszych. Tylko co z tego, skoro moje doświadczenia lat nastoletnich i doświadczenia Patrycji Borejko były od siebie tak różne, jakbyśmy pochodziły z dwóch różnych kontynentów.

  6. to są dwie zupełnie różne sprawy, napisać bohatera “żywego” i bohatera, którego się dobrze czyta.
    Też racja. Zresztą dlatego zawahałam się tutaj: warto (może wręcz trzeba?), bo często w danym miejscu danej fabuły potrzebniejszy jest raczej typ niż charakter. Wobec tego, ostrożnie sformułowałabym to tak: statystów można spokojnie jechać stereotypem grubą krechą, na drugim planie nieźle sprawdza się stereotyp częściowo nadłamany, a na pierwszym planie już opłaca się zainwestować w indywidualizm, nawet ryzykując, że powiedzą „łe, co to za chłop/kobita”. Ciekawe, że to się mniej więcej pokrywa z naszą percepcją w realu – samych siebie widzimy w bardzo złożony, niezdecydowany sposób, a im dalszy znajomy, tym bardziej jest redukowany do uproszczonych rysów, aż wreszcie jednorazowo spotykanych ludzi klasyfikujemy szybką etykietką „nobliwy emeryt”, „hałaśliwy dzieciak”, „wąsacz z piwnym brzuchem”, „nastolatka z Bravo w ręce”…

    moje doświadczenia lat nastoletnich i doświadczenia Patrycji Borejko były od siebie tak różne, jakbyśmy pochodziły z dwóch różnych kontynentów.
    A z drugiej strony, często doskonale „czujemy” postać kompletnie od nas inną, przynajmniej w tych zewnętrznych detalach – wygląd, pochodzenie, płeć, doświadczenia. A nawet „częściej”, nie „często”, bo chyba mało kto lubuje się wyłącznie w historiach podobnych do jego własnego życia. 😉 Osobiście zauważyłam, że te „zewnętrzne” okoliczności nie mają większego znaczenia – mężczyzna, smok, kobieta sprzed tysiąca lat, uliczny kot – jeśli tylko podziela się z tą postacią mentalność, spojrzenie na świat, rzeczy typu „towarzyski czy outsider introwertyk”, „egzaltowany romantyk czy melancholijny ironista”, i tak dalej.

  7. Zgadzam się z tym, co napisałaś o ocenianiu postaci – priorytetem dla twórców powinno być przede wszystkim to, żeby stworzyć kogoś, kto będzie przekonujący, spójny i wielowymiarowy bez względu na płeć [ach, marzenia ;)]. Nie każda postać kobieca musi być „silna”. Problem pojawia się. kiedy za bardzo ulegamy [i twórcy, i widzowie] stereotypom – zawsze przychodzi mi tutaj na myśl Sansa Stark. Jedna z najbardziej znienawidzonych postaci głównie przez to, że zaczyna jako wychowana na rycerskich bajkach „mała księżniczka”. Przyznaję, na początku też mnie irytowała. Jednak nie rozumiem czemu spora część fandomu uparła się nie dostrzegać, jak bardzo ta postać się rozwinęła.

    Nie zgadzam się za to z argumentem podniesionym gdzieś wyżej w komentarzach, że twórcy rzadko piszą postacie kobiece ponieważ nie potrafią się z nimi zidentyfikować. Moim zdaniem takie argumentowanie wynika tylko z lenistwa i jakiejś, nie wiem, ograniczonej perspektywy na innych ludzi? Bo mam wrażenie, że stoi za tym wyobrażenie kobiet rodem z komedii romantycznych, tzn. że interesują się tylko modą/zakupami/facetami/romansami etc. Jakby nie można było rozejrzeć się po własnych znajomych, rodzinie, współpracownikach, poobserwować ich i posłuchać. Okazałoby się wtedy, zaskakująco, że ludzie są różni, niezależnie od płci, ludzie mają róże poglądy zainteresowania, a zatem można pisać kobiety [=ludzi], które są po prostu różne 😉

    Ale się rozpisałam… jeszcze tylko na koniec dodam, że ja trafiam, głównie na tumblrze, na dużo kobiet, które zachwycają się zarówno postaciami kobiecymi, jak i aktorkami:)

  8. Ja robię squee nad każdym, niezależnie od płci. Ostatnio nad Felicią Day w Supernaturalu, jaka ona jest tam urocza! I geekowa! I w ogóle! 🙂

    PS.Ale Anitą to ja się zachwycać nie będę, bo to sztandarowy przykład osoby, o której pisałaś w Bo ja nie jestem taka jak wszystkie.Do reszty nie mam zastrzeżeń ;).

    • Znaczy że Anita się podlizuje facetom i odcina od kobiet? Prawdę mówiąc, nie zauważyłam. Już prędzej bym jej zarzuciła, że jest za bardzo Strong Female Character. No i jednak trzeba mieć na uwadze, że pierwsze powieści o Anicie powstały dwadzieścia lat temu, kiedy perspektywa była nieco inna. Zresztą nie wiem, może w późniejszych powieściach to bardziej widać, ja przeczytałam tylko pierwszych pięć czy sześć.

      • Ja przeczytałam kilka kolejnych i tam Anita ze wszystkich sił stara się być „męskim” mężczyzną, najlepiej jeszcze samcem alfa. I wszystkie kobiety są złe/słabe/głupie, niewarte uwagi. Anita wszystkie traktowała z góry, albo umniejszała w rozmowie z kolegami.
        Kulminacją był komplement „jesteś jak facet”, nie „jesteś świetnym łowcą/detektywem/potrafisz wypić najwięcej z nas”, ale jesteś tak dobra w tym co robisz, że prawie jesteś mężczyzną”. Który to komplement bohaterka przyjęła i potraktowała jak coś pozytywnego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s