W mroku czyli The Fall

Widz zasiadający przed telewizorem to widz specyficzny – najczęściej zmęczony po całym dniu pracy, ma wszystkiego po czapeczkę i przede wszystkim chce się rozerwać. Chce tych samych bohaterów, których widział tydzień wcześniej, bo nie ma ochoty domyślać się, kto jest kim i dlaczego. Jeśli coś go drażni, po prostu zmieni kanał. Chce odpocząć. Dlatego seriale stosunkowo rzadko są odzwierciedleniem rzeczywistości i nawet dramaty nieczęsto skupiają się na problemach, które faktycznie mogłyby się nam przytrafić. Widzimy zazwyczaj ładniejszą, bardziej wygładzoną i mniej drastyczną wersję wydarzeń. Ale raz na jakiś czas pojawia się serial, po którym w człowieku coś drga. W trakcie oglądania którego myśli „tak to musi wyglądać naprawdę i nie ma w tym nic przyjemnego”. Miałam podobne przemyślenia kiedyś, w trakcie oglądania doskonałego polskiego serialu policyjnego Pitbull i tak czułam przez ostatni tydzień, nadrabiając The Fall.

The Fall Series One

Wyprodukowany przez BBC Northern Ireland i rozgrywający się w Belfaście The Fall jest opowieścią o łowcach. Paul Spector (Jamie Dornan, znany z Once Upon a Time) to seryjny morderca, Stella Gibson (Gillian Anderson) jest przybyłą z Londynu policjantką, która go szuka. Nic nowego w kwestii zarysu fabuły – takich seriali widzieliśmy już tysiące. Diabeł tkwi jak zawsze w szczegółach, a w tym przypadku – w postaciach mordercy i policjantki. Paul Spector wydaje się bowiem zupełnie normalnym, przeciętnym człowiekiem. Ma żonę, dwójkę dzieci, pracuje jako terapeuta z ludźmi pogrążonymi w żałobie. Nie jest pozbawionym uczuć psycho lub socjopatą. A jednak nocami morduje kobiety.

Zupełnie inaczej jest ze Stellą Gibson. Fantastycznie zagrana przez Gillian Anderson londyńska detektyw jest przeciwieństwem przeciętnej kobiety. Nie ma męża ani dzieci, ma za to ukończonych kilka fakultetów. Jest gotowa mieszkać w pracy aż do momentu rozwiązania sprawy. Nie jest jednak ani obsesyjnie skupiona na mordercy, ani nie traktuje pracy jako swojego jedynego celu w życiu. Po prostu jest gotowa zrobić wszystko co w jej mocy, żeby powstrzymać mordercę, zanim popełni kolejną zbrodnię.

Hill Street Blues

Stella Gibson jest najbardziej feministyczną bohaterką, jaką widziałam w telewizji.

Chociaż i ten schemat postaci brzmi znajomo, DSI Gibson nie jest li i jedynie mężczyzną w spódnicy. Wręcz odwrotnie – jej kobiecość i seksualność odgrywa bardzo ważną rolę w rozwoju fabuły i w ogóle stanowi istotny element przedstawionego świata. W jakimś sensie Stella Gibson i Paul Spector są do siebie podobni – oboje zdeterminowani, ambitni, skupieni na swoich zadaniach. Jednak nie są dwoma stronami tej samej monety. Raczej dwiema siłami, które muszą się ze sobą zmierzyć. Jest to o tyle paradoksalne, że płeć obu postaci określa je bardzo silnie. Stella Gibson – chłodna, opanowana, piekielnie inteligentna, a jednocześnie (ale nie przede wszystkim!) seksowna i piękna – ma władzę i przewagę nad kolegami z zespołu pod każdym względem. Tymczasem Paul, choć równie inteligentny i przystojny, jest jednocześnie kimś, komu ziemia usuwa się spod nóg. W starciu ze Stellami Gibson tego świata stoi na przegranej pozycji i wie o tym. Może zapanować nad kobietami w swoim życiu tylko w jeden sposób – mordując je. Twórcy serialu wydają się sugerować, że w społeczeństwie dochodzi do przetasowania. Kobiety nie są już tylko ofiarami. Stały się pełnoprawnymi partnerami, a w wielu przypadkach przewyższają swoich partnerów, współpracowników, mężów.

W serialu pojawia się zresztą cała masa drobnych feministycznych smaczków, których nie będę tu opisywać, żeby nie psuć przyjemności z oglądania. Przytoczę tylko jeden przykład – w pewnym momencie okazuje się, że jeden z pracujących na posterunku policjantów jest skorumpowany, zamieszany w handel narkotykami i w dodatku ma romans z żoną partnera. Kiedy jego przełożony chce odebrać mu służbową broń, policjant strzela sobie w twarz. W kolejnej scenie widzimy mężczyznę w stanie kompletnego szoku, wyprowadzanego z gabinetu i pocieszanego przez spokojną Gibson, która całkowicie panuje nad sytuacją. Pokażcie mi drugi serial, w którym pojawiłoby się podobne odwrócenie ról.

the fall dornanNie polecam tego serialu samotnie mieszkającym kobietom, chyba, że planują przez następny miesiąc spać na kanapie w domu rodziców.

Zachwyciłam się The Fall też niewątpliwie dlatego, że należy do mojego ulubionego gatunku – realistycznego, ponurego, ciężkiego serialu policyjnego. Takiego, po obejrzeniu którego człowiek ma wrażenie, że czymś się ubrudził, a świat przez moment wygląda, jakby patrzyło się na niego przez ciemny filtr. The Fall to nie tylko doskonale skonstruowane postacie, ale również, a może przede wszystkim, wciągająca fabuła. I tutaj należy zaznaczyć, że jest to jeden z najbardziej przerażających seriali, jakie kiedykolwiek widziałam. Dlaczego? Ponieważ akcja rozgrywa się tak, jakby mogła mieć miejsce tuż za rogiem. Oglądając, mamy wrażenie, że niemal każdy z naszych znajomych może okazać się zwyrodnialcem, a ofiarą – nie tylko my sami, ale i nasi bliscy. (Swoją drogą motyw dzieci, które zamiast stać się bezpośrednimi ofiarami wydarzeń, są ich uważnymi świadkami, jest kolejnym ogromnie poruszajcym i doskonale przemyślanym elementem fabuły.) Przestajemy czuć się bezpiecznie we własnym domu. Widzimy, że iluzja bezpieczeństwa, którą dają nam zamknięte na klucz drzwi i sąsiedzi za ścianą, jest właśnie tym – iluzją. Mordercy nie potrafiłby powstrzymać nikt z nas. Jest od nas silniejszy, sprytniejszy, a przede wszystkim – on jest przygotowany, a my nie. On chce nas skrzywdzić, a my nie będziemy potrafili się obronić. I to jest przykra prawda – zło dzieje się wokół nas, a my nie tylko nie chcemy go widzieć, ale jesteśmy w jego obliczu kompletnie bezradni.

Jeśli więc należycie do kategorii widzów, którzy od seriali wymagają przede wszystkim, żeby były zabawne, wizualnie wysmakowane, odprężające i pozwalające zapomnieć ć o ciężkim dniu pracy, nie sięgajcie po The Fall. Co prawda w trakcie seansu z pewnością zapomnicie o wszystkim wokół, ale za to potem możecie mieć problemy z zaśnięciem.

7 comments

  1. Przymierzam się do tego serialu i po tym tekście, aż muszę go obejrzeć. No i Gillian Anderson, uwielbiam ją, zawsze i wszędzie!
    A jeśli lubisz ciężkie policyjne seriale to polecam kultowe „The wire”, „The Killing” od AMC (z oryginału widziałam tylko 1 sezon i też bardzo dobry) oraz „Top of the lake”. Ostatni tytuł jest straszliwie dziwny, kończyłam go z mieszanymi uczuciami, ale im więcej mija czasu, tym więcej plusów wyłapuję. I Elisabeth Moss wspaniała!

    • Naprawdę warto. Z wymienionych przez ciebie seriali nie widziałam tylko „The Wire”. O Top of the Lake miałam nawet pisać, ale jakoś nie mogłam się zebrać – też kończyłam go z bardzo mieszanymi uczuciami. Moim zdaniem jednak Campion nie udźwignęła gatunku, po prostu za bardzo poszła w dramat i wątki kryminalne jakoś jej się rozlazły. Ale aktorsko świetny i miał cudowny klimat.

      • O tak, klimat cudowny, przepiękne zdjęcia i ta czołówka! I zupełnie się z Tobą zgadzam pod względem historii, wciąż nie wiem po co był wątek tej kobiecej komuny;>. Dlatego też serial będę wspominać miło, ale już raczej do niego nie powrócę.
        Co do „The Wire” to nie mamy tutaj wątku w stylu „kto zabił”, każdy sezon to nieco inna historia, ale pod koniec wszystko układa się w piękną całość, czysty klasyk w mojej opinii.
        A widziałaś „Broadchurch”? Naprawdę świetny serial, Brytyjczycy to potrafią!:D

  2. Jestem tym serialem zachwycona i nie mogę doczekać się drugiego sezonu. Gillian zagrała fantastycznie. Szalenie spodobało mi się (i siłą rzeczy wywołało u mnie mdłości) bardzo realistyczne ukazanie pracy techników, tego jak bada się i traktuje ciało zamordowanych. Straszne ale fascynujące. CSI: Miami (z paniusiami w szpilkach, w seksownych białych spodniach, z rozwianym włosem) to przy tym parodia.
    No i wątek feministyczny jest bardzo mocny, zwłaszcza że dzieje się w bardzo konserwatywnej Irlandii. Żeby tak u nas….

  3. Ach, obejrzałam! Miałam wolny wieczór i postanowiłam obejrzeć pierwszy epizod, a potem jakiś film, a skończyło się na maratonie „The Fall” i zdecydowanie nie był to czas stracony. Nie wiem co mnie w tym serialu urzekło najbardziej – przerażający morderca, który jednocześnie wzbudza w widzu odrobinę sympatii (btw. wciąż nie mogę uwierzyć, że to jest szeryf z OUAT, jakbym zupełnie innego człowieka widziała!), doskonała bohaterka z gatunku tych, które łatwo znienawidzić i jeszcze łatwiej pokochać (ja kocham, oczywiście), ciągłe trzymanie widza w napięciu czy też elementy techniczne na najwyższym poziomie. I jeszcze zakończenie, a raczej jego brak – przez pięć odcinków twórcy niezwykle skrupulatnie prowadzili historie, poświęcając dużo czasu szczegółom, ale jednocześnie nie przynudzając, gdyby zakończyli historię w 5 epizodzie, byłby to finał wymuszony. A tak to mamy drugi sezon, a ja trzymam kciuki za utrzymanie poziomu i proszę o wszystkie Emmy i Złote Globy dla tej produkcji (no dobra, na spółkę z „Breaking Bad”:).

    • Oglądanie tego mordercy to było okropne, dziwne wrażenie. Z jednej strony normalny człowiek, z drugiej – kompletny zwyrodnialec. Dysonans poznawczy totalny. Jeśli chodzi o QUAT, to moja koleżanka, z którą oglądałam, nie chciała mi uwierzyć, że to ten sam gość 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s