W obronie tych, co sobie śpiewają

Hugh-Laurie

Przeczytałam w numerze Wprost z ubiegłego tygodnia bardzo zły tekst, dotyczący kariery Hugh Lauriego (właściwie przeczytałam kilka bardzo złych tekstów, zarówno we Wprost jak i w Newsweeku. Zwłaszcza ten drugi wydał wyjątkowo słaby i zajeżdżający brukowcem numer. Wstyd, panie Lis). Autorka stawia w nim tezę, że Hugh Laurie popełnił straszliwy błąd, porzucając aktorstwo i przerzucając się na śpiew. Sugeruje również, że doktor House powinien przestać się błaźnić, bo przecież nie umie śpiewać, i wrócić grzecznie tam, gdzie jego miejsce – do telewizji.

Muszę powiedzieć, że mocno wkurzył mnie ten tekst. Nie dlatego, że jestem wielką fanką Hugh Lauriego albo jego śpiewu. Nie dlatego, że nagminne nazywanie „doktorem Housem” aktora o długim i różnorodnym dorobku uważam za gruby nietakt ze strony dziennikarza kulturalnego. I nawet nie ze względu na brzydki język, pełen niejasnych insynuacji – a to, że Lauriemu kasa wylewa się uszami i odbiło mu z tego bogactwa, a to, że aktor serwuje na swoich koncertach nieświeże dowcipy, a w ogóle to niby utalentowany, a taki głupi, skoro nie chce dalej grać w tefał. Najbardziej zirytowało mnie to, że autorka tekstu ocenia, w czym Laurie się aktualnie może albo nie może realizować.

Hugh Laurie wydaje mi się mocno skomplikowanym człowiekiem. Pod maską uroczego, zabawnego, kulturalnego Anglika-intelektualisty kryje się człowiek niesamowicie wrażliwy i, co częste w podobnych przypadkach – smutny. Nie żałosny, ale podszyty melancholią. Zresztą nie jest tajemnicą, że aktor cierpiał na depresję i (jak chyba każdy człowiek cierpiący na tę chorobę) do dziś odczuwa konsekwencje.

I oto ten człowiek śmiał przestać zajmować się czymś, czym był już wyraźnie zmęczony. Postanowił zająć się czymś, co aktualnie kocha. Skandal.

W dodatku jeszcze okazuje się, że ludzkość śmie przychodzić na jego koncerty i kupować jego płyty! Doktora House’a płyty! A przecież to nie jest bluesman, tylko aktor! Zgroza i dramat!

Serio, przychodzi mi do głowy około miliona nazwisk ludzi, którzy nagrywają płyty, chociaż nie umieją śpiewać. Niektórzy nawet podbijają listy przebojów i dostają za swój brak umiejętności prestiżowe nagrody.

Może i wykonania Lauriego nie są wybitne. Tylko co z tego? Facet robi to, co kocha i w dodatku robi to lepiej niż masa innych ludzi, choć nie tak świetnie jak niektórzy. Nie sądzę, żeby miał ambicję zrewolucjonizować scenę bluesową. Jakoś mam wrażenie, że on po prostu siedzi sobie i śpiewa, a ludzie się cieszą i on się w związku z tym też cieszy.

Można oceniać jego płytę, można oceniać jego karierę. Ale siedzieć i smędzić, że po co on porzucił Hałsa, skoro mu to dało miliony? Naprawdę, przy całej mojej dobrej woli NIE ROZUMIEM, dlaczego pani Gromnickiej to tak strasznie przeszkadza, że ktoś jest zadowolony. Uwaga, pojadę teraz złośliwością – być może kluczem do sprawy jest pierwsze zdanie tekstu „W idealnym świecie wszyscy powinniśmy mieć takie same szanse. Każdy z nas w marzeniach jest piłkarzem, aktorem czy tancerką, ale zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne.”. Sądzę, że może być tak, że pani Gromnicka chciałaby być Hugh Lauriem, ale że talentu jej nie starczyło, to chociaż się powyzłośliwia w czasopiśmie opinii.

Poniżej wrzucam link do Hugh Lauriego śpiewającego sobie radośnie jeden kawałek. Patrzcie – tak wygląda człowiek szczęśliwy.

14 thoughts on “W obronie tych, co sobie śpiewają

  1. Kwiaty za ten wpis zaniosę Ci do garderoby, kochana. Więcej takiego blogowania! Powiedzmy dość zawistnym, nieoczytanym, NIEZNAJĄCYM KULTURY (również tej „pop”) dziennikarzynom!
    Hugh Laurie to wspaniały aktor, urocza osoba i człowiek o prawdziwie bluesowej duszy.
    A nieznajomość jego „śpiewania” – i pisania, grania i innych talentów – z czasów „A Bit of Fry & Laurie” jest absolutnie KARYGODNA i powinna się za to obrzucać pierzem.

    • A co w sytuacji, gdy nie mam garderoby? Ja już nie pamiętam, może ta pani nawet coś tam przebąkiwała na temat śpiewania Lauriego z dawnych czasów, ale to się nie liczyło, bo przecież potem zrobił karierę w telewizji!

  2. W zupełności się zgadzam, z własnej woli czy nie, ale należy mu się odpoczynek po takiej roli. Muzyka wydaje się idealnym rozwiązaniem, zresztą bardzo fajna, podsłuchuję ją sobie od jakiegoś czasu i tak mi lepiej na sercu, wiedząc, że aktor którego wielbię robi coś dla siebie ważnego.
    Ps. teksty kulturalne w prasie bardzo często irytują swoją niekompetencją.

  3. Dobrze, że tego nie czytałam, bo pewnie gazeta zostałaby rozerwana na strzępy;) Cały artykuł śmierdzi mi podejściem w stylu: „nie mam co napisać, napiszę więc swoje zdanie bez żadnego logicznego argumentu!” czyli podejściem kompletnego amatora. Wstyd i tyle.

    • Mnie on zajeżdżał dziennikarką świeżo po studiach, która za wszelką cenę chce się wybić, chociaż autorka nie może nią być, bo jest szefową działu kultura. I zdecydowanie to było swoje zdanie bez logicznych argumentów. Naprawdę, po prostu bardzo zły tekst.

  4. Czy ja mogę zupełnie nie na temat?;) Przez przypadek trafiłam ostatnio na twoją recenzję serialu Justified…Zajrzałam na niego i odpadłam. Nie mogę się oderwać (chyba trochę się już podkochuję w Raylanie, więc to też może mieć wpływ;). Dziękuję!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s