Me, myself and I

Dzisiaj ciąg dalszy spełniania urodzinowych życzeń czytelników, tym razem zamówienia Ani z Filmowego Szaleństwa. Wpis o rudych golasach, powstały na życzenie Rinoasin, już był, teraz czas na wpis że tak powiem orientacyjny. To znaczy taki, po którym możecie się mniej więcej zorientować, co lubię i czy warto brać pod uwagę moje opinie, czy też nasze gusta kompletnie się rozjeżdżają i należy iść poczytać sobie raczej jakiś inny blog.

Nie bardzo wiedziałam, jak się do tego wpisu zabrać i właściwie wciąż tego nie wiem, więc będzie mało koherentnie. Miałam polecieć lubianymi i nielubianymi gatunkami filmowymi, ale w trakcie pisania okazało się, że nie jestem zanadto w stanie wskazać gatunków lubianych, za to świetnie idzie mi z tymi, których nie lubię i właściwie z zasady nie ruszam, albo ruszam rzadko. Tak powstała poniższa lista.

Dramat/obyczaj

Podchwytliwa kategoria. Z jednej strony oczywiście jedne z najlepszych filmów, jakie widziałam, dałyby się z grubsza przyporządkować do kategorii „obyczajowe”, z drugiej sama kategoria cieszy mnie mało. Nie przepadam za podnoszącymi na duchu filmami o grupie smutnych ludzi, którzy jednak dali sobie radę, za filmami o dorastaniu, nie kocham historii o osobach, które przezwyciężyły straszne choroby, nudzą mnie sagi rodzinne. Oczywiście, od tej reguły są masy wyjątków. Tak więc wygląda po prostu na to, że wór pod tytułem „obyczaj” jest zbyt obszerny, żeby można było cokolwiek wyrokować bez odwołania się do konkretnych tytułów.

Romans

Romanse jako takie mnie nudzą. Śmiertelnie. Nie ma nic nudniejszego niż dwójka ludzi, którzy przez cały film próbują się zejść i nie mogą. Albo co gorsza mogą i jeszcze pięć razy w międzyczasie się rozstają. Na domiar złego w scenerii XIX-wiecznej. Tego to już naprawdę nie mogę znieść.

Komedia

Nie lubię komedii. Uważam to zresztą za wielki problem, bo uwielbiam się śmiać. Tylko że jakoś tak się składa, że to, co proponuje mi się w ramach komedii, zupełnie mnie nie śmieszy. Wyjątkiem są niektóre brytyjskie seriale, np. Miranda czy Black Books, które w związku z tym oglądam w kółko. Amerykańskie komedie są zbyt obleśne, a francuskie – zbyt przekombinowane. Serio, nie pamiętam już, kiedy oglądałam film komediowy (nie serial, te jakoś lepiej sobie radzą), na którym ryczałabym ze śmiechu. Chyba było to w 1995, na Rybce zwanej Wandą.

Komedia romantyczna

Romanse mnie nudzą, komedie nie śmieszą, a komedia romantyczna łączy w sobie obydwa te elementy, więc z definicji nie może mi się podobać. Owszem, zdarza mi się obejrzeć jakąś w desperackiej próbie poprawienia sobie humoru, ale w efekcie tylko się wkurzam na seksizm i stereotypy. Ten gatunek zdecydowanie nie powstał z myślą o mnie.

Western

On, on i koń. Dużo strzelania, mało humoru. Czy naprawdę istnieje powód, dla którego powinnam lubić westerny?

Film kostiumowy

Historia to fascynująca dziedzina wiedzy, czego zupełnie nie widać po filmach historycznych. Nie wiem, o co chodzi z produkcjami kostiumowymi, że przeważnie są straszliwie nieudane (podobnie zresztą jak biografie – zazwyczaj upiornie nudne). Chyba problem polega na tym, że cała para idzie w kostiumy i dekoracje, a na fabułę nie zostaje już czasu i pieniędzy.

Film wojenny

Jestem koszmarną, tragiczną, beznadziejną wręcz pacyfistką. Filmy wojenne w związku z powyższym po prostu mnie bolą. Nie mogę patrzeć na śmierć, poświęcenie, bezsens wojny i cierpienie niewinnych. Nie tykam niczego, co choćby leżało koło II wojny światowej. Wystarczy mi mojej i tak rozbuchanej w tym temacie wyobraźni.

Horror

Po najgłupszym horrorze typu Krzyk 15 nie mogę spać przez pół nocy. Pamiętam, jak kiedyś zawaliłam noc przez Piratów z Karaibów (!), a po Blade 3 odważyłam się położyć dopiero wtedy, kiedy zrobiło się jasno. Przerażają mnie i prześladują nawet trailery (ostatnio filmu Mama). Tak więc potworów potwornie się boję. Natomiast jeśli chodzi o horrory typu „pokroili go piłą na 125 kawałków i jak on krzyczał”, to jednak (przepraszam, zdaję sobie sprawę, że mogę kogoś obrazić) uważam osoby, które je oglądają, za mocno skrzywione.

I to wszystko. Reszta gatunków filmowych nie napawa mnie szczególnie negatywnymi uczuciami, a niektóre z nich (na przykład filmy ze smokami albo o superbohaterach) wręcz przeciwnie – obejrzę zawsze, choćby były straszliwą szmirą. Oczywiście, uprzedzając wasze protesty – zdaję sobie całkowicie sprawę, że od każdej reguły są wyjątki i wśród filmów gatunkowych również zdarzają się perełki. Tym bardziej, że w top 10 moich ulubionych filmów znakomitą większość stanowią filmy obyczajowe, romanse i westerny. O czym już wkrótce w następnym poście.

18 thoughts on “Me, myself and I

    • O matko, oglądasz te horrory, w których kroją ludzi na kawałki? To może tobie uda się mi wytłumaczyć, dlaczego to się robi? Bo ja tego naprawdę nie rozumiem. Dlaczego oglądasz o dręczeniu innych? Serio pytanie. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić nieskrzywionego powodu do oglądania takiego filmu, a bardzo się staram.

  1. To nie jest zakrzywienie, raczej wyuczona obojętność. Wszędzie pokazują przemoc w wiadomościach, serialach, „normalniejszych” filmów i wydaje mi się, że w pewnym momencie widz po prostu przestaje to traktować na serio. Osobiście nie widzę różnicy między oglądaniem gore a graniem w tzw. strzelanki i i niszczeniem przeciwnika w grze. Dla mnie to tylko film, zupełnie oddzielony od rzeczywistości, gdzie staram się nawet nie krzyczeć na nikogo. I o ile zupełnie nie rusza mnie krzywdzenie ludzi [zło przecież istnieje i są gdzieś tam tacy popaprańcy, którzy robią takie rzeczy w realu, i jakoś tak jest że umysł popaprańca fascynuje] to nie mogę znieść ekranowej przemocy wobec zwierząt. Ciachanie człowieka to fikcja, ale za każdym razem gdy oglądam [właściwie natrafiam, bo przewijam] na zabijane, katowane zwierze nie mam poczucia „umowności”, bo większość ludzi robi takie rzeczy w realu ze swoimi zwierzętami. I tego oglądać nie mogę – poczucie realności niszczy „umowny odbiór”.

    • To prawa, ale ja też przemocy (również wobec zwierząt) jakoś nigdzie nie mogę oglądać i wszędzie mnie męczy. Na przykład Gra o tron czy Rzym to seriale przesadnie brutalne na mój gust. Z tego samego powodu porzuciłam Breaking Bad. Rzadko oglądam wiadomości i bulwersuję się za każdym razem, kiedy oglądam laureatów Word Press Photo 😉 Śmierć jako towar jakoś do mnie nie trafia.

      Rozumiem, że takim sposobem jesteś w stanie te filmy oglądać, ale czy to oznacza, że wybierasz je specjalnie? To znaczy myślisz sobie „mam ochotę na horror, w którym kroją ludzi na kawałki”?

      • Nie miałam takiej myśli nigdy, zazwyczaj są to spontaniczne decyzje i co ciekawe nigdy nie zdarzyło mi się obejrzeć tego samej, zawsze ze znajomą. Choć ja i tak masy prawdziwego gore nie widziałam. Do tej pory trafiałam raczej na filmy, w których widać inscenizację. Np. włoskiego kanibalistycznego gore na razie boję się ruszyć. Tamte filmy były rzeczywiście popieprzone [sorry za słowo, ale inne nie pasuje], tam np. na planie in real torturowali zwierzęta, żeby uzyskać „fajny” efekt w filmie. Co prawda przetoczyły się potem przez Włochy procesy filmowców za te sceny, ale filmy zostały i to całkiem łatwo dostępne. I gdybym miała się zastanawiać, gdzie jest granica dopuszczalności przemocy w filmie to takie Canibal Holocaust wydaje się całkiem niezłą linią graniczną, a raczej filmem stojącym tuż za nią.

  2. Śmieszy mnie trochę, że przeczytawszy tego posta odniosłam wrażenie, że właściwie żaden gatunek Ci nie pasuje. Śmieszy mnie to tylko dlatego, że ja akurat z gruntu lubię wszystkie gatunki (choć do westernów i niektórych sci-fi trzeba mnie mocno czasem przekonywać). Ale rozumiem zasadę „wyjątków” – zawsze się takie znajdą 😀

    • Wiesz, tych gatunków filmowych jest circa about pięćdziesiąt coś, więc jeszcze trochę ich zostało 😉

      Ale to prawda, generalnie po prostu nie przepadam za kinem gatunkowym. Gatunek jest ok, ale pod warunkiem, że wychodzi poza pewne ramy, igra z konwencją. Takie „chodźmy na komedię romantyczną” zupełnie do mnie nie trafia. Natomiast jeśli chodzi o gatunek, który łykam zawsze, to jest to fantastyka i nieważne, czy mówimy o Eragonie, ekranizacji Supermana, Avatarze czy Incepcji – zawsze chętnie obejrzę;)

      • Ja staram się nie patrzeć na gatunki, ale są takie na które automatycznie patrzę trochę z niechęcią (właśnie westerny na przykład). Za to sama idea kina gatunkowego mi osobiście nie przeszkadza, bo i tak z zasady oglądam wszystko, co mnie zaintryguje. Wtedy gatunek jest mi obojętny 🙂

      • Mnie też idea kina gatunkowego jako taka nie przeszkadza, niech sobie żyją na zdrowie. Natomiast filmy gatunkowe rzadko wychodzą poza pewne klisze, a mnie się nie chce oglądać po raz kolejny tego samego. Od tego mam seriale, żeby oglądać wciąż tego samego bohatera w różnych wariantach 😉

        W pewnym momencie doszłam po prostu do ściany w oglądaniu filmów. Mam dogłębne wrażenie, że gdzieś już to wszystko widziałam i własnie przy kinie gatunkowym najbardziej to wyłazi.

      • Ja jako tzw. „naiwny kinoman” nie mam nic przeciwko kliszom. Ja po prostu naprawdę lubię oglądać filmy. A ponieważ od lat mam zwyczaj, że ulubione filmy oglądam po setki razy, natknięcie się na ten sam schemat w jakimś nowym dziele mało mnie rusza. W sensie negatywnie. Musi być naprawdę nachalną kliszą bym a) zwróciła na to uwagę, b) poczuła się tym w jakiś sposób poruszona.
        Rozumiem wrażenie ściany. Ja z kolei mam tak przy książkach :/

      • Ja w ogóle prawie nie oglądam filmów więcej niż raz, poza naprawdę nielicznymi wyjątkami. Może dlatego tak szybko doszłam do ściany 😉

  3. A ja mam tak, że nie dzielę filmów na gatunki, a na takie które chcę lub nie chcę obejrzeć;). Ale zgadzam się co do horrorów gore – jedne albo udają szokujące a tak naprawdę są żałosne (vide „Piła”) inne znowu są autentycznie chore (takich nie oglądam, więc nie podaję przykładu:D). Choć przyznaję, że bardzo chcę obejrzeć rimejk „Evil dead” ale to raczej ze względu na sentyment do klasycznej wersji. A co do ulubionego gatunku to nie mam pojęcia, chyba w każdej kategorii mam film który uwielbiam, choć nie ukrywam swojej fascynacji ekranizacjami komiksów – oglądam nawet te najgorsze (zaliczyłam obie części „Ghost ridera”, zasługuję na nagrodę:D), więc chyba to mój ulubiony typ filmu… Piszę „chyba” bo jeszcze nie ma takiego gatunku jak „film komiksowy”, ale może wkrótce powstanie na moje potrzeby:).

    • Jeśli chodzi o mnie, to też nie zastanawiam się, jakie gatunki chcę obejrzeć, a jakie nie. Po prostu czytam, o czym film jest i jeśli brzmi znajomo, to nie oglądam (zazwyczaj jest to właśnie film z któregoś z powyższych gatunków).

  4. ale żeby westernów nie lubić… i filmów wojennych… tu się nie zgodzimy 🙂 ale co do komedii, to się podpisuję. ostatnim film, na którym się uśmiałam (to było cudowne uczucie – śmiać się w głos na filmie!), był „Bronson” – filmowa biografia zupełnie WYJĄTKOWEGO więźnia! jeżeli chodzi o amerykańskie produkcje to w chwili obecnej żal to nawet komentować. jedyne co mnie od nich (Amerykanów) jeszcze śmieszy to dzieła w stylu Apatow/Segel (i spółka, nie znam wszystkich, tylko tych kojarzę). niby nie lubię humoru rodem z american pie’ów (nigdy nie obejrzałam żadnego w całości! to zbyt wiele dla mnie), a ci panowie nie boją się czasem używać wulgaryzmów, ale w jakiś niewyjaśniony sposób potrafią mnie rozśmieszyć 🙂

    • Westernów po prostu nie rozumiem, a filmów wojennych nie mogę oglądać, bo i tak się nadmiernie wzruszam byle czym.

      Nie znam Bronsona zupełnie, może czas nadrobić 🙂

  5. mnie Bronson śmieszył, chociaż nie wiem czy to dobre określenie… 😉 ale sporo tam przemocy, więc sprawa do rozważenia, bo nie chciałabym, żebyś przeżyła jakąś traumę czy coś 😉 dla mnie ten film był świetny!! ja już tak mam, że lubię filmy, które w opowiadaniu historii koncentrują się w równej mierze na obrazie i dźwiękach co na słowie. ten taki jest, a przemoc mi nie przeszkadza. przynajmniej w takim wydaniu. jeśli chodzi o wzruszanie się, to też zauważyłam, że z wiekiem coraz ze mną gorzej w tym temacie 🙂 a sympatia do filmów wojennych i westernów to rodzinne dziedzictwo, efekt oglądania w dzieciństwie tv z moim tatą 🙂
    jeszcze odnosząc się do tematu wpisu, to ja z zasadzie przyjmę każdy gatunek filmowy na klatę, ale jest coś takiego w tym przypinaniu im łatek, że można z czegoś zrezygnować po sprawdzeniu kategorii. ja kiedyś jak ognia unikałam filmów ze słowem „dramat” po tytule. chociaż to było dziwne,bo po zastanowieniu dochodziłam do wniosku, że w zasadzie większość moich ulubionych filmów to dramaty… no i jeszcze do tej pory podświadomie unikam czeskich filmów. i nie wiem czemu. nigdy w życiu nie bawiłam się w kinie tak dobrze jak na wieczorze filmów czeskich! dziwne, ale prawdziwe 😉

    • O matko, nie cierpię czeskich filmów. Ale to chyba na fali zachwytów z serii „czeskie kino jest najlepsze” tak mi się porobiło. Widziałam kilka niezłych czeskich filmów, ale generalnie mnie ten ich ciepły klimacik jakoś nie przekonuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s