Gdzie moja historia?

Uwaga – wpis zawiera spojlery dotyczące seriali takich jak Homeland, Dexter, Grey’s Anatomy, House, Nurse Jackie i Californication

Natknęłam się ostatnio w sieci na nie najnowszy, ale za to bardzo ciekawy artykuł dotyczący finału pierwszego sezonu Homeland. Autor stawia w nim tezę, że Nicolas Brody powinien był zginąć. Wydaje się, że ma rację – gdyby twórcy zdecydowali się na uśmiercenie Brody’ego, zapewniliby sobie automatycznie miejsce w historii telewizji. Jednak tego nie zrobili, przez co zamiast odcinka rewelacyjnego, dostaliśmy zaledwie bardzo dobry. Pytanie – dlaczego nie zdecydowali się na ten krok? Oczywiście z przyczyn komercyjnych – grający Brody’ego Damian Lewis po pierwsze jest gwiazdą, a po drugie to właśnie na jego fantastycznym aktorstwie opiera się dużej mierze sukcesu serialu. Gdyby jego zabrakło, część widzów by odeszła. Być może nie udałoby się pozyskać nowych. Producenci nie chcieli ryzykować.

brody

Śmierć Brody’ego byłaby szalenie kontrowersyjna, a jednocześnie zapewniłaby serialowi Homeland miejsce w historii telewizji.

Z mojego punktu widzenia – wielka szkoda i to mimo, że Damiana Lewisa uwielbiam, a śmierć Brody’ego z pewnością mocno bym przeżyła. Jednak bardziej cierpię nie wtedy, gdy tracę ulubionego bohatera, a kiedy traci cała historia.

Po przeczytaniu artykułu zaczęłam się zastanawiać, jakie inne seriale mogłyby zyskać, gdyby wprowadziły w fabułę dramatyczne zmiany i doszłam do smutnych wniosków. Pytanie powinno raczej brzmieć „jakie seriale nie zyskałyby, wprowadzając w fabułę dramatyczne zmiany”, bo te, którym wyszło by to na dobre, można by wymieniać i wymieniać. Na myśl przychodzi chociażby Hank Moody, który w pierwszych dwóch sezonach Californication był całkiem zabawny, ale od trzeciego wzwyż jego wieczna niedojrzałość stała się po prostu niestrawna. Dexter, którego historia moim zdaniem powinna dążyć w jednym z dwóch kierunków – ujarzmienia mrocznej strony albo całkowitego przejścia na złą stronę mocy – a która tymczasem dryfuje kompletnie donikąd. Doktor House – przy odrobinie wysiłku mógł stać się jedną z najlepszych (i wciąż zabawnych) opowieści o egoizmie, samotności, depresji, odkupieniu i zmianie w amerykańskiej publicznej telewizji. Tymczasem skończył się tak, że właściwie wolę o tym nie pamiętać. I tak dalej, i tak dalej.

hank-moodyWieczny chłopiec Moody daje się znieść tylko przez pierwsze dwa sezony, potem coraz częściej mamy ochotę go udusić.

Zmiana jest koniecznością, jeśli chcemy stworzyć dobrą historię. Kiedy scenarzysta najgłupszego nawet hollywoodzkiego filmu siada do scenariusza, wie, że jego historia powinna dzielić się na trzy części. Pierwsza to przedstawienie bohatera. Druga – rozwinięcie, czyli faza, w której bohater doświadcza czegoś, co powoduje przemianę. I wreszcie zakończenie, gdzie zamyka się wszystkie wątki. Tymczasem scenarzyści serialowi uparcie i z premedytacją utykają w pierwszej części – ciągle od nowa przedstawiają bohaterów, usiłując wmówić nam, że żadne wydarzenia nie są w stanie ich zmienić.  Właśnie z tego powodu ludzie, których poznaliśmy w pierwszym sezonie Grey’s Anatomy, a którzy od tamtej pory musieli kilkakrotnie poradzić sobie ze śmiercią najbliższych, strzelaninami, niechcianymi ciążami, katastrofami lotniczymi i nie wiadomo czym jeszcze, wciąż zachowują się jak niedojrzali dwudziestokilkulatkowie.

nurse-jackie

Pomysły na seriale Doktor House i Siostra Jackie były bardzo podobne, co widać nawet po plakatach, ale wykonanie okazało się skrajne różne.

Oczywiście wiadomo, że ciężko jest prowadzić bohatera, jeśli nie wiemy, ile jeszcze czasu będziemy to robić. Być może będziemy pracować przy danym serialu osiem lat, a może zamkną nam go w połowie pierwszego sezonu. Wydaje się jednak, że gdyby oglądający wiedzieli, że historia dokądś zmierza, chętniej by przy niej pozostali (ale mogę też całkowicie się mylić). Tym bardziej, że to da się zrobić. Właśnie to obserwuję, nadrabiając czwarty sezon fantastycznego serialu Nurse Jackie. Główna bohaterka to zaplątana w gigantyczną sieć kłamstw lekomanka. Zamiast, jak to zazwyczaj bywa, patrzeć, jak cudem udaje jej się wybrnąć z najgorszych tarapatów, widzimy, jak zaplątuje się coraz bardziej, aż w końcu musi ponieść konsekwencje wcześniejszych wyborów. Być może dojrzeje, wyjdzie z tego mądrzejsza i silniejsza, ale na razie musi upaść na dno. I chwała twórcom serialu za to.

Pierwszy wniosek z moich rozważań jest więc taki – wszystkie seriale powinny mieć od początku zaplanowaną skończoną liczbę odcinków i sezonów. Inaczej z czasem bohaterowie mają tendencję do zmieniania się w karykatury samych siebie. Brytyjczycy zresztą praktykują od dawna ten model telewizji i całkiem nieźle na tym wychodzą.

Drugi wniosek zaś jest mało optymistyczny. Był taki moment, kiedy wydawało się, że seriale amerykańskie mogą dorównać kinu (jeśli chodzi o kino hollywoodzkie, to rzeczywiście – chyba nawet zdołały to zrobić), zarówno pod względem jakości, jak i popularności – produkcje nabrały głębi, bohaterowie stali się ciekawi, historie wydawały się dokądś prowadzić. Ten moment już minął. Okazuje się, że scenarzyści i producenci serialowi wciąż jeszcze powinni się od twórców filmowych sporo nauczyć.

20 comments

  1. Zgadzam się, że w serialach brakuje trochę złych zakończeń, śmierci bohaterów i konsekwencji – zawsze twierdziłam, że House ma sens tylko jeśli skończy się źle, myślę że podobnie jest z Californication. Ale problem chyba polega na tym, że luzie wola zakończenia gorsze ale dobre (przynajmniej niektórzy).

    • Moim zdaniem House mógłby się skończyć (względnie) dobrze, ale to naprawdę wymagałoby gigantycznej pracy nad tym bohaterem. I to właśnie takiej zaplanowanej na kilka sezonów.

  2. zgadzam sie tak samo wydaje mi sie że Gandalf powinien umrzec w Morii. to było jego przeznaczenie, strasznie mnie mierził w białym stroju.

    • Ja tam uwielbiam Gandalfa zarówno w wersji szarej, jak i białej 🙂 Gandalf jest archetypiczną bardzo postacią (jak zresztą większość postaci w LOTR), dlatego mógł powrócić jako Gandalf Biały i to miało sens.

  3. W Homeland kontrowersyjne właśnie było zachowanie bohatera przy życiu. ja się tam z tego cieszyłem bo zamiast dostać zupełnie nową historię z nowym zagrożeniem ta stara była kontynuowana.
    Zmiany są dobre i powinny występować, ale nie pod wpływem jakiś wydarzeń bo to jest głupie. Facet jest cały czas egoistycznym dupkiem, przydarza mu się wypadek i od razu ma pomagać innym? Wolę długie fabuły z stopniową przemianą bohatera, gdzie nie jedna rzecz ale ciąg wydarzeń wpływa na niego. To, że się nie zmieniają nie wynika z nieudolności scenarzystów, ale z takiego przedstawienia postaci, przynajmniej w większości przypadków. Widać to na przykładzie Dextera.Zmiany w jego postaci są widoczne. Może nie dotyczą Mrocznego Pasażera, ale jego osobowości. Szczególnie widoczne jest to w ostatnich odcinkach S08. I co zabawne ludziom przeszkadza że to nie jest już ta sama postać. Taki głupi paradoks chcemy zmian, ale gdy już do nich dojdzie narzekamy na nie. Może dlatego tak rzadko się zdarzają?

    Sama zmiana bohatera najlepiej została pokazana w Breaking Bad i tutaj to właśnie twórcy filmów powinni się uczyć.

    • Czy ja wiem, czy było kontrowersyjne. Moim zdaniem jednak było zachowawcze. Ten serial przełamał tabu – pokazał białego Amerykanina, weterana wojennego, który przechodzi na stronę terrorystów, zamiast być dzielnym bohaterem. I to było coś. Ale gdyby ten Amerykanin wysadził w powietrze wiceprezydenta USA, to by dopiero był szok. Historia mogłaby być wciąż ta sama – poszukiwanie Abu Nazira – tylko już bez Brody’ego, za to z pogrążoną w smutku Carrie. Myślę, że ta historia wciąż mogłaby być bardzo dobra. A tak to jednak wydaje się naciągana.
      Zdecydowanie ja też wolę długie fabuły ze stopniową przemianą bohaterów. Fakt, w przypadku Dextera widać zmiany, ale moim zdaniem za mało. Ta historia powinna dokądś zmierzać, a moim zdaniem nie zmierza. A szkoda. Mnie nudzi Dexter nie dlatego, że się zmienił (marzyłam o tym, żeby przestał zabijać), ale właśnie dlatego, że ciągle mamy ten sam schemat wydarzeń.
      A Breaking Bad jest cały właśnie o zmianie i m.in. dlatego ten serial uważany jest za taki świetny. Co moim zdaniem jest znaczące 🙂

  4. Zachowanie Brodyego przy życiu wcale nie umniejsza jego terrorystycznych zapędów ba jego ostateczny upadek był właśnie w tym sezonie. Biały Amerykanin przyczynił się do śmierci wice, patrzył mu w oczy jak umiera i nie było mu przykro. Dla mnie to jest równoznaczne z tym jakby wysadził cały sztab, a nawet gorsze bo teraz widział więcej, miał wybór i tym razem nie był już tak zmanipulowany przez Nazira. Te 12 odcinków pogłębiło jeszcze jego postać, może nie tak bardzo jak na to liczyłem, ale wystarczająco. Bo gdyby zginął w finale S01 to by był jego koniec. Byłby wstrząs, ale cała opowieść zaczęłaby się od nowa. Teraz trzeba było sobie radzić z konsekwencjami swoich czynów.
    Historia Dextera nigdzie nie zmierza bo opowiada o jego życiu. Nie brakuje mi tego, że nie ma z góry ustalonego puntu docelowego w którym historia musi się skończyć. Zauważ, że Dex coraz mniej zabija. Musi, ale się zastanawia nad istotą tego procesu, szuka przyczyn i odkrywa swoją hipokryzję. Mogłoby się to dziać szybciej, ale trzeba się cieszyć że coś się zmienia. Z wyobcowanego odludka przyjmującego maskę chłopaka, stał się rodzicem cierpiącym po stracie żony i rozczarowaniach miłosnych, a jego priorytetem jest wychowywanie syna, a nie zabijanie.
    Ciesze się, że chociaż co do Breaking Bad się zgadzamy 🙂

    • No widzisz, ale twórcy sugerowali, że Brody zabił wiceprezydenta, bo mu zależało na Carrie, a nie dlatego, że był terrorystą. Gdyby nie to, nie zrobiłby tego. Co nie znaczy, że mu to nie sprawiło przyjemności i przynajmniej tyle dobrego. To było słabe.
      Jeśli chodzi o Dextera – ale widzisz, właśnie o to mi chodzi, że życie i film/serial rządzą się innymi prawami. Życie sobie płynie donikąd, ale film/serial powinien mieć konkretny początek i koniec. To prawda, że Dexter bardzo się zmienił w ciągu trwania serialu. Uważam tylko, że ta jego historia jest ciągnięta zbyt długo – pięć, sześć sezonów to byłoby akurat. Teraz jest już za długo i w dodatku końca nie widać.

  5. Właśnie ta przyjemność z zabicia wice potwierdziła mnie w przekonaniu, że to postać zła. Może i ten wybuch byłby bardziej spektakularny, ale ta zemsta była bardziej intymna, dlatego tak mi się podobała, a sam wybuch był w finale tego sezonu i na pewno przysłuży się historii. Jednak muszę ci przyznać, że wątek Brody/Carrie jest słaby. Zrobił się z tego straszny melodramat, którego momentami nie dało się oglądać. Problem tego sezonu nie leży (głównie) w historii, ale w irytującym zachowaniu bohaterów, którzy są tylko cieniami dawnych siebie. Do tego jeszcze te beznadziejne wątki związane z rodziną Brodyego…
    Ok, częściowo masz rację – Dexter ciągnie się za długo, ale tylko dlatego bo ludzie wciąż chcą to oglądać. Specyfikacja rynku telewizyjnego o tyle różni się od filmowego że ciężko stwierdzić kiedy będzie koniec i jak szybko trzeba rozwiać wątki. Może i twórcy mają zaplanowane z góry zakończenie, a może i nie, kto to wie. Wadą jest, że jakąś historię muszą opowiedzieć bo przecież głupio tak kończyć serial gdy świeci triumfy w telewizji. Po 4 sezonach nikt nie myślał o końcu bo było świetnie, potem mamy budzące skrajne emocję wątek z Lumem, ale wciąż nie ma się wrażenia przesytu bo wciąż dobrze się to ogląda. Przy 6 sezonie zaczęło do mnie docierać że już za dużo i poziom dastycznie poleciał w dół. I w tym momencie zapowiedziano 2 ostatnie sezony. Pierwszy z nich spełnił moje oczekiwanie, na prawdę mi się podobał bo właśnie zgłębiał Mrocznego Pasażera, Dexter zastanawiał się nad tym kim jest oraz nad swoją przyszłością. I to był wstęp do finałowego, miejmy nadzieje sezonu. Koniec widać, bo według wszystkich znaków na niebie i ziemi jeszcze tylko 12 epizodów i finito. I to będzie odpowiedni moment bo wcześniej byłoby to ciężko przeprowadzić.

    • Toteż właśnie o tym piszę 🙂 Że trudno przewidzieć, kiedy nastąpi koniec. Ale może dobrze by było właśnie od początku to wiedzieć. Mówię to z punktu widzenia odbiorcy historii, a nie z punktu widzenia osoby, która na niej zarabia, oczywiście…

  6. Dlatego polecam Wire, tam historia przemyślana jest od początku do końca, na dodatek każdy sezon jest logiczną, zamkniętą całością, nie ma problemu z tym, że pod koniec 9tego sezonu scenarzyści (inni niż na początku) próbują łatać wątki ze wszystkich poprzednich…

  7. Tak zastanawiam się nad tym o czym piszesz [z czym się z resztą zgadzam] i wydaje mi się, że spotkałam jeden serial, który spełniał wszystkie warunki bycia w pełni udanym, mianowicie Six Feet Under- chyba jedyny serial wiedzący dokąd i dlaczego zmierza, w dodatku zakończony w idealnym momencie i to w sposób na jaki zasługiwał.

    Też żałuję, że scenarzyści nie pokuszają się na takie jak powyższe rozwiązania częściej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s