2012 – popkulturalne podsumowanie

Końca świata jak zwykle nie było, ale koniec roku zbliża się nieustannie, niosąc podsumowanie za podsumowaniem. Z jednej strony nie lubię tych przymusowych rozliczeń, z drugiej – to idealny pretekst do wyprodukowania listy „the best of”, które kochają chyba wszyscy bloggerzy.

A zatem przed wami lista najlepszych według mnie popkulturalnych rzeczy w 2012 roku. W żadnym razie nie twierdzę, że jest ona w jakikolwiek sposób obiektywna – nie znajdziecie na niej na przykład żadnego filmu, bo widziałam ich w tym roku niewiele i żaden nie zachwycił mnie na tyle, żeby go tu umieścić (zdecydowanie najlepszym filmem, jaki w tym roku widziałam, był Fight Club – rocznik 1999). Niektóre pozycje raczej odkryłam w 2012 roku, niż faktycznie wtedy się one pojawiły. Mimo wszystko – zapraszam do lektury.

Zacznijmy od końca.

10. Soundtrack z filmu „Drive”

Bardzo chciałam wrzucić na listę jakiś element muzyczny, ale nie przychodziło mi do głowy nic wystarczająco sensownego. Odpowiedź przyszła znienacka dzisiejszego popołudnia, kiedy siedząc sobie spokojnie w salonie odkryłam, że właśnie po raz 19650q3pintnasty słucham ścieżki dźwiękowej z Drive. Coś na kształt recenzji filmu zamieściłam tutaj, soundtrack natomiast jest po prostu fantastyczny.

9. Pottermore.com

pottermore-zapowiedz_1746f

Jako kompletna potteromaniaczka (w wieku trzydziestu dwóch lat wciąż czekam na list z Hogwartu) uważam, że Pottermore to jest cudo złote. Uwielbiałam stronę domową Rowling (serio, serio, włączałam ją sobie czasem tylko po to, żeby mi sowy hukały w tle. Teraz możecie przestać się przyznawać do znajomości ze mną) i podobną estymą darzę Pottermore. Znów – coś na kształt mojej recenzji znajdziecie tutaj.

8. Hunted

hourglass

Nie przepadam za szpiegowskimi serialami akcji. Tymczasem Hunted porwało mnie od pierwszego odcinka. Ma nie tylko wciągającą akcję, ciekawą historię i bardzo badass główną bohaterkę. Jest też przecudny wizualnie – deszczowy Londyn, piękne kadry, doskonałe zdjęcia… nawet kostiumy są fajne. Przypomina mi w klimacie Rubicon, chociaż postacie nie są niestety aż tak ciekawie poprowadzone. Ale i tak polecam.

7. The Bloggess

thebloggess

The Bloggess właściwie nie ma nic wspólnego z rokiem 2012. Ale moje życie stało się odrobinę lepsze, odkąd trafiłam na jej stronę i to jest prawda aktualna w każdym roku. (A poza tym Jenny Lawson jest wielką fanką Doktora.) (A także to właśnie dzięki niej do sieci trafiło zdjęcie Wila Wheatona, trzymającego ryzę papieru.)

6. Jasper Fforde, seria o Thursday Next

Fan art – Lurazeda.

Alternatywna Anglia, w której żyje bohaterka powieści Jaspera Fforde, to wymarzone miejsce pobytu każdego bibliofila – bohaterowie książkowi mają tam niemal status celebrytów, w windzie dywaguje się z sąsiadami, czy Szekspir rzeczywiście napisał swoje sztuki, a jeśli człowiek się bardzo skupi, może trafić do ulubionej powieści. Do tego masa nawiązań literackich i zabawy konwencją. Nie wiem, dlaczego po polsku wyszły tylko dwa (zresztą świetnie przetłumaczone) tomy. To znaczy oczywiście wiem, ale i tak nie rozumiem. Jeśli jeszcze nie znacie, przeczytajcie koniecznie.

5. Caitlin Moran How to be a woman

How to be a woman to nie jest książka wielka ani przełomowa. Nie jest nawet specjalnie odkrywcza. Ale Caitlin ma pewien wyjątkowy dar – potrafi pisać o zwyczajnych aspektach naszego życia w sympatyczny, zabawny sposób, który jest jednocześnie na wskroś feministyczny. Czytając How to be a woman nie odczuwamy potrzeby wstąpienia na barykady i palenia staników. Wręcz odwrotnie. A jednocześnie zaczynamy czuć się lepiej w naszym ciele i nagle już wiemy, co zrobić w przypadku, gdy ktoś rzuca seksistowskie żarty w biurze. Caitlin jest żywym dowodem na to, że feministki są zwyczajnymi ludźmi, a nie zwyrodniałymi babochłopami, które niczego tak nie pragną, jak zamęczyć ludzkość swoimi idiotycznymi żądaniami.

Książka wyszła również po polsku. Strasznie jestem ciekawa tłumaczenia i żałuję, że ma beznadziejną okładkę, wyraźnie sugerującą, że to tylko kolejny poradnik. Dzięki takiej polityce wydawnictwo Sonia Draga zagwarantowało, że książka przejdzie niezauważona.

4. The Good Wife

To już czwarty sezon, a serial nieustająco trzyma poziom. Ta produkcja to ewenement w telewizji – jest robiona przez dorosłych ludzi dla dorosłych ludzi i opowiada o dorosłych ludziach. Nie ma tu zmieniających się co pięć minut sojuszy, bohaterów sypiających na potęgę ze sobą nawzajem ani katastrof naturalnych na koniec każdego sezonu (tak, do ciebie piję, Grey’s Anatomy). Jest za to sporo humoru, ciekawe sprawy, odnoszące się do aktualnej sytuacji polityczno-społecznej w Ameryce, cudowni bohaterowie drugo- i trzecioplanowi oraz świetne postacie epizodyczne. To także jedyny obecnie serial, na który naprawdę czekam, a każdy odcinek pochłaniam natychmiast, jak tylko się pojawi.

3. The Cabin Pressure

Fan art – paraplyen.

Normalni ludzie od czasu do czasu chodzą do kina. Dziwni ludzie lubują się w serialach i oglądają je nałogowo. Naprawdę dziwni ludzie słuchają brytyjskich sitcomów radiowych. Jakie to szczęście, że należę do tych ostatnich. O ileż smutniejsze byłoby moje życie, gdyby było inaczej.

Uwaga – The Cabin Pressure raz na zawsze zmienia sposób, w jaki podróżujesz samolotem i samochodem. W samolocie już zawsze słyszysz w tyle głowy głęboki głos Rogera Allama mówiący Hey, chief. I might be wrong but I think we’re flying into a mountain. This makes me feel scared of the mountain i zastanawiasz się, jak bardzo niekompetentny jest mruczący coś niezrozumiale kapitan. W samochodzie zaś okazuje się, że korki nie są ci już straszne – właściwie to świetny pretekst, żeby po raz kolejny pośmiać się z odcinka o locie nad Rosją.

2. Hunger Games

hunger-games-mockingjay

Recenzja z pierwszego tomu tutaj. Potem było równie dobrze. A na końcu płakałam, co nie zdarzyło mi się w przypadku książki już od baaaardzo dawna.

1. Mad Men

Postaram się napisać kiedyś dłuższy tekst na temat Mad Men, bo zdecydowanie na to zasługuje – jest to jeden z najlepszych serial ever, ustępujący w moim prywatnym rankingu jedynie Sześć stóp pod ziemią. Pełnokrwiści, niejednoznaczni bohaterowie, fantastyczne portrety psychologiczne. Lata sześćdziesiąte bez mitologizowania, ale i bez demonizowania. Doskonałe aktorstwo, zdjęcia, scenografia, kostiumy. Po prostu cudo i to własnie pod znakiem Mad Men upłynęła mi większość 2012 roku (tak to jest, jak się coś odkryje późno, a potem można z lubością nadrabiać całe pięć sezonów).

13 comments

  1. Ja mam „How to be a Woman” po polsku i mogę ci udzielić kopii. (A co do strony Rowlingowej, OMG, myślałam, że to tylko ja tak miałam!)

  2. Pod The Good Wife podpisuję się rękami i nogami. Reszty, prócz obejrzenia filmy Hunger games, niestety nie znam/nie widziałam/nie czytałam. Ale polecane strony chętnie przejrzę.

  3. Ja jakieś 5 (?) lat temu, po przeczytaniu książek Fforda i zobaczeniu zapowiedzi 3 napisałam do Znaku mail z zapytaniem o ich plany względem tej serii. Dostałam odpowiedź. Pozdrowienia od Thursday. Nic konkretnego na temat planów, ale domyśliłam się że mieli na myśli „spadaj”. Kurcze, zostawić mnie w takim zawieszeniu! Po co oni to w ogóle zaczęli wydawać, skoro nie skończyli?! No nic, teraz mój angielski jest lepszy, więc pewnie kupię kontynuację na amazonie i wreszcie dowiem się co było dalej.

    • To jeszcze pół biedy – przynajmniej te książki są w miarę skończonymi całościami. Gorzej, jak wydawnictwo przestaje wydawać książki w połowie serii i człowiek zostaje kompletnie zawieszony…

  4. W kolejnym podsumowaniu Mad Men na pierwszym miejscu. Będzie to trzeba w końcu zobaczyć… ale jeszcze nie teraz 🙂
    Hunted zachwycałem się na początku, przez pierwsze trzy odcinki. Potem mnie strasznie zirytował. Od ile od strony technicznej jest wspaniale, tak historia mnie nie porwała.

  5. Ja też bardzo długo się przymierzałam do tego serialu. Początek mnie zachwycił, potem lekko znudził (sezon 2 jest moim zdaniem najsłabszy), a potem rozkręcił się tak, że było coraz lepiej i lepiej. Niektóre odcinki to po prostu majstersztyki sztuki filmowej, włączając w tę kategorię również filmy pełnometrażowe. Ale ostrzegam – tam się naprawdę nic nie dzieje 😉

    Mnie się historia podobała, chociaż zdecydowanie można ją było ciekawiej poprowadzić. Mimo wszystko miałam wrażenie, że powiało świeżością i choćby tylko z tego powodu moim zdaniem z Hunted warto się zapoznać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s