Harry Potter na miarę XXI wieku

Ledwie fani zdążyli ochłonąć po premierze ostatniej części filmowej sagi, Harry Potter i Insygnia Śmierci, gdy studio Warner Brothers i J. K. Rowling ponownie podgrzali atmosferę. Autorka zapowiedziała powstanie portalu, który umożliwi miłośnikom przygód Harry’ego wzięcie bezpośredniego udziału w jego przygodach. Na stronie Pottermore.com znalazły się również audiobooki oraz e-booki (po raz pierwszy w sprzedaży). Portal po wielu testach został otwarty dla wszystkich i okazał się naprawdę interesującym zjawiskiem.

Zanurzyć się w świecie Harry’ego

Użytkownicy, którzy skorzystali z serwisu, początkowo przeważnie piali z zachwytu. I nic dziwnego – na pierwszy rzut oka robi on piorunujące wrażenie. Pottermore.com to połączenie gry, biblioteki i encyklopedii. Wszystkie informacje o bohaterach, czarach, magicznych przedmiotach i stworzeniach zostały zebrane w jednym miejscu. J. K. Rowling podzieliła się również z czytelnikami masą ciekawostek dotyczących stworzonego przez siebie świata. Jeśli więc ktoś zawsze był ciekawy, jakie rodzaje drewna są najlepsze na różdżkę, kim byli rodzice profesor McGonagall lub skąd wzięły się żaby w Hogwarcie, teraz nareszcie się dowiedział. Na stronie będzie można również przeglądać rozdział po rozdziale poszczególne książki (na razie dostępne są Harry Potter i Kamień Filozoficzny oraz jedenaście rozdziałów Harry’ego Pottera i Komnaty Tajemnic). Każdy rozdział zilustrowano kilkoma pięknymi, interaktywnymi planszami, tzw. momentami. Przedstawiają one sceny z powieści. Użytkownik ma możliwość zagłębienia się w nie i szukania ukrytych elementów. Serwis ma też częściowo charakter społecznościowy – pozwala umieszczać uwagi pod planszami, szukać przyjaciół, pojedynkować się na czary z innymi użytkownikami i prowadzić rozmowy w pokoju wspólnym. Podobnie jak Harry wybierzemy się na ulicę Pokątną, by kupić różdżkę, weźmiemy udział w lekcjach Eliksirów, Zaklęć i Uroków oraz w zawodach o Puchar Domu. Twórcy strony bardzo poważnie podchodzą też do kwestii bezpieczeństwa nieletnich – ich ambicją było stworzenie miejsca pod każdym względem odpowiedniego dla dzieci.

Jednak kiedy minął początkowy zachwyt, wśród użytkowników pojawiły się również krytyczne opinie. Serwis ma kilka niemałych wad. Największą z nich jest brak treści, która przywiązałaby nas do niego na dłużej niż kilka, kilkanaście godzin. Po przejściu przez wszystkie rozdziały książki i rozwiązaniu zagadek (których nie ma tak znowu wiele), zostaje nam potwornie czasochłonne tworzenie eliksirów (warzy się je około 90 minut) i śledzenie silnie moderowanych dyskusji między użytkownikami w pokoju wspólnym. Niewiele jak na portal, który obiecywał wyjątkowe przeżycia. W dodatku twórcy serwisu wciąż mają problemy z wydajnością serwerów i strona często się zawiesza.

Książki inne niż wszystkie

Chociaż Pottermore.com nie jest projektem doskonałym, nie ulega wątpliwości, że to przedsięwzięcie przełomowe. Po raz pierwszy w historii może udać się stworzenie książki interaktywnej z prawdziwego zdarzenia, a czytelnik zmieni się z odbiorcy w uczestnika wydarzeń.

Oczywiście próby tworzenia interaktywnych powieści trwają już od wielu lat. Próbowali wielcy, jak Julio Cortázar, którego Gra w klasy jest jedną z niewielu udanych prób zaangażowania czytelnika w proces czytania. Próbowali też mniej znani, głównie pisarze fantasy. Część czytelników z pewnością zetknęła się z tzw. grami paragrafowymi. To rodzaj jednoosobowej gry, w której czytelnik decyduje, co ma zrobić bohater opowieści. W zależności od tego, jakie rozwiązanie wybierze, kierowany jest do innego paragrafu w książce. Szczyt ich popularności przypadł w Polsce na koniec lat 80-tych i początek 90-tych. Chociaż sił w gatunku próbowali uznani polscy pisarze, m.in. Tomasz Kołodziejczak i Jacek Komuda, stanowił on raczej niszową rozrywkę dla fanów fantastyki.

Dlaczego się nie udało? Papier, który wprawdzie zniesie wszystko, sam w sobie okazał się przeszkodą. Im ciekawsza opowieść, tym więcej potencjalnych rozwiązań. A im więcej rozwiązań, tym więcej stron. W pewnym momencie trzeba więc wybrać między jakością a objętością (nie mówiąc już o cenie). Przeważnie ze stratą dla tej pierwszej. Nic więc dziwnego, że książki tego typu nie zdobyły zbyt dużej popularności.

Teoretycznie wszystko powinno zmienić się wraz z pojawieniem się nowych technologii. Jeśli nie trzeba martwić się ilością stron – wystarczy opublikować historię w internecie – dlaczego książki interaktywne wciąż stanowią niewielki procent rynku i nie ma wśród nich międzynarodowych bestsellerów? Rzeczywiście, pojawiają się już pierwsze próby stworzenia nowej jakości, aplikacje książkowe na iPady czy smartfony, na razie jednak głównie w segmencie książek dla najmłodszych. Tymczasem klikanie w kolorowe obrazki wciąż kojarzy się z zabawą dla dzieci, a nie z poważną czynnością, za jaką mamy czytanie. Problemem pozostaje też treść – skąpa i mocno schematyczna.

Nowy czytelnik, nowe rozwiązania

Dlaczego powstanie serwisu Pottermore może stać się początkiem zmian? Złożyło się na to kilka czynników.

Po pierwsze twórcy Pottermore.com inaczej podeszli do kwestii interaktywności. Do tej pory czytelnik decydował o losach bohaterów. W przypadku sagi o Harrym Potterze okazało się to niemożliwe – bądź co bądź książki już zostały napisane. Stworzenie nowego bohatera to nie najlepszy pomysł w sytuacji, gdy czytelnicy najbardziej kochają Harry’ego. Zdecydowano się więc na inny zabieg. Użytkownik serwisu nie będzie decydować o losach poszczególnych bohaterów, ale może zanurzyć się w ich świecie i razem z nimi przeżywać przygody. W portalu nie brakuje zadań rodem z gier komputerowych, ale równie dużo jest opowieści o stworzonym przez J.K. Rowling świecie oraz rozwiązań mających dać użytkownikowi wrażenie, że przenosi się do innego świata. Mowa chociażby o testach, z którymi trzeba się zmierzyć, aby wybrać różdżkę albo zostać przydzielonym do domu. Portal nie jest przy tym osobnym tworem, ale uzupełnieniem już istniejącej, świetnie napisanej książki. Połączono więc dwa istotne elementy, których do tej pory połączyć się nie udawało – wrażenie uczestnictwa i dobrą literaturę. Jednocześnie znajomość sagi nie jest konieczna, aby z przyjemnością korzystać z serwisu – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby (podobnie jak w przypadku filmu) najpierw zostać użytkownikiem portalu, a dopiero potem sięgnąć po sagę o czarodzieju.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że fani Harry’ego Pottera to przede wszystkim ludzie młodzi, otwarci na nowe technologie. Wychowani w epoce iPadów, czytników elektronicznych i smartfonów nie utożsamiają już czynności czytania z koniecznością trzymania w ręku kilkuset sklejonych ze sobą kartek papieru. Nie znaczy to bynajmniej, że czytać nie chcą – po prostu robią to inaczej niż my. Jednocześnie sporą część fanów powieści stanowią osoby dorosłe. Portal ma szansę przyciągnąć dojrzalszych czytelników i stać się pomostem między pokoleniami.

W dzisiejszych czasach granica pomiędzy książką, filmem, a tym, co w sieci, coraz bardziej się zaciera. Właściwie żadne z tych dóbr kultury nie występuje pojedynczo. Prawie zawsze filmowi towarzyszy strona promocyjna, książce – filmiki na YouTube (chociażby te tworzone przez fanów), nie mówiąc już o możliwości kupienia audiobooków, e-booków i obejrzenia filmów w sieci. Internet raz na zawsze zmienił też relacje między autorem a czytelnikami. Aby wypromować swoje powieści, pisarze muszą się dziś porządnie napracować. Tworzą blogi, nagrywają filmy, korzystają z Twittera. Właściwie każda popularna książka prędzej czy później doczeka się ekranizacji, czy to w formie filmu, czy serialu. Wydaje się, że J.K. Rowling świetnie odnajduje się w rzeczywistości nowych mediów. Zawsze też miała duży szacunek dla fanów, uważnie ich słuchała i starała się zaspokoić ich potrzeby. Portal Pottermore powstał właśnie w tym celu, a stworzono go przy użyciu najnowszych technologii. Przy odrobinie wysiłku J.K. Rowling i współpracujące z nią firmy mogą wyznaczyć nowe standardy w świecie popkultury, a Pottermore.com będzie początkiem tej przemiany.

Ten tekst w założeniu miał pójść do druku, ale zamiast tego leżał sobie na moim komputerze i się marnował. Mam nadzieję, że wam się spodobał mimo nieco odmiennej formy.

2 comments

  1. […] Jako kompletna potteromaniaczka (w wieku trzydziestu dwóch lat wciąż czekam na list z Hogwartu) uważam, że Pottermore to jest cudo złote. Uwielbiałam stronę domową Rowling (serio, serio, włączałam ją sobie czasem tylko po to, żeby mi sowy hukały w tle. Teraz możecie przestać się przyznawać do znajomości ze mną) i podobną estymą darzę Pottermore. Znów – coś na kształt mojej recenzji znajdziecie tutaj. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s