Co to jest?

Oficjalnie nie jest to fan art, ale obrazek ładny. Nawiasem mówiąc, stawiam tutaj odważną tezę, że jeśli do czegoś nie ma fan artu, to znaczy, że nie było naprawdę dobre.

Sto lat po wszystkich postanowiłam zapoznać się z Domem nad Rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej. Stosunek do tego typu dzieł mam skomplikowany – z jednej strony gdy wszyscy się zachwycają, ja od razu nie lubię, ale z drugiej – chcę wiedzieć, co piszczy w trawie (odkąd z powodu nielubienia rzeczy popularnych niemalże przegapiłam Harry’ego Pottera, wolę chociaż zajrzeć do różnego rodzaju hitów). Wzięłam więc książkę do ręki i zaczęłam czytać.

I cóż mogę powiedzieć. Nie podoba mi się. Język paskudny (te wszystkie stylizowane na język potoczny „mamciki” i wykrzykniki w co drugim zdaniu doprowadzają mnie do wilkołaczego wycia). Bohaterka denna i irytująca. Główny amant dramatyczny. Historie z życia wsi wesołej niby interesujące, ale podane w jakiś taki łopatologiczny, nieciekawy sposób. Przepisy kulinarne ni przypiął ni wypiął powsadzane do tekstu tylko po to, żeby go „ocieplić”. Poczucia humoru za grosz. Cóż, wbrew zapewnieniom wydawcy nie jest to Rok w Prowansji.

Co ciekawe, o tym, że Dom nad Rozlewiskiem raczej mi się nie podoba, wiedziałam mniej więcej po dwudziestu stronach. Że nie podoba mi się na pewno, byłam przekonana po pięćdziesięciu. Od strony siedemdziesiątej rzucałam brzydkimi wyrazami przy co brzydszych zdaniach, a od setnej zaczęłam w duchu nazywać książkę pieszczotliwie „tym koszmarnym gniotem”. A jednak wciąż czytałam. Przeczytałam połowę i wyjechałam na wakacje, zostawiając powieść w domu. Liczę na to, że do powrotu znajdę jakąś inną ciekawą lekturę i nie będę musiała kończyć.

Co to jest za siła, która pcha człowieka do obejrzenia do końca beznadziejnego filmu, sezonu głupiego serialu, przeczytania idiotycznej książki? Czy chodzi o to, że człowiek, zainwestowawszy już czas i emocje w losy bohaterów, pragnie poznać koniec historii? Czy to tylko moc działania suspensu? Podobno zadania, których nie udało nam się ukończyć, pamiętamy lepiej niż te wykonane. Czasami niemożność porzucenia danej historii opłaca się – książka i serial się rozkręcą, a zakończenie filmu zaskakuje. Jednak przeważnie zostaje nam tylko poczucie straconego czasu i postanowienie, że następnym razem porzucimy gniota w połowie.

Akurat.

PS. Przepraszam za przedłużającą się ciszę, spowodowaną głównie nadmiarem roboty przeplatającym się z okresami wypoczynku na łonie. Obiecuję, że następny wpis pojawi się wkrótce i będzie nieco bardziej rozbudowany.

3 comments

  1. W tle jest staw, który był wykopany na wzór orła na godle Polski 🙂 Bardzo ciekawa historia, po pałacu nie został kamień na kamieniu a Dworek Gubernatora (czyli kiedyś był dworkiem zarządcy, zaraz przy stajniach) przetrwał 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s