O włos od wolności

Dawno nie wrzucałam zdjęć gołych ludzi! Najwyższy czas to nadrobić, bo mi statystyki spadają.

Żartuję.

Tak naprawdę to potwornie się mnie uczepił jeden temat, ale nie bardzo wiem, od której strony go ugryźć. Męczę się, usiłując złożyć myśli w jeden sensowny post. Przyblokowało mnie i nie jestem w stanie napisać o niczym innym. Zacznę więc i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Chodzi mianowicie o ciało w popkulturze.

Dokonałam niedawno pewnego odkrycia. Ciało w reklamach, na zdjęciach, a także w bardzo dużym stopniu na małym i dużym ekranie to ciało idealne, którym mało kto z nas może się poszczycić. Tak myślałam do tej pory. Ale bardzo niedawno odkryłam, że ciało, które oglądamy w popkulturze, w ogóle nie istnieje. Nikt nie ma takiego ciała. Nie ma osób, które bez retuszu trafiają na okładki gazet. Wszyscy są poprawieni i wygładzeni. Oczywiście nie wszyscy w takim samym stopniu. Ale jednak. Absolutnie wszystkie zdjęcia, które trafiają dziś do druku, są zdjęciami obrobionymi w programach graficznych.

Ten gif świetnie pokazuje, że nawet młodzi, piękni i szczupli nie są wystarczająco dobrzy, by można było ich pokazać bez retuszu.

Co z tego wynika? Otóż to, że w popkulturze ciało nie występuje w ogóle. Jego miejsce zajęło CIAŁO – wyimaginowany twór, tak zwane symulakrum, które udaje ludzkie ciało, ale nim nie jest.

Ciało może być poznaczone rozstępami. CIAŁO nigdy.

Ma to dla nas cały szereg konsekwencji. W prasie (ozdobionej zresztą zdjęciami CIAŁA) mówi się o kompleksach, anoreksji, depresji, o tym, jak spaczone wyobrażenie przeciwnej płci mają ludzie młodzi i tak dalej. Nie mówi się natomiast o tym, że nasze ciała przestały do nas należeć i stały się w jakimś sensie narzędziem represji. Niegdyś ostracyzmowi poddawano nasze zachowanie – że nie chodzimy do kościoła, mówimy brzydkie rzeczy na temat króla albo rządu i nie mamy męża. Dzisiaj możemy mówić (z grubsza), co nam się podoba, ale do wolności droga daleka. Teraz ocenia się stopień, w jakim udało nam się zbliżyć do CIAŁA – tworu, który nie istnieje. Hipokryzja związana z tą oceną jest z grubsza taka sama jak w przypadku wizyt w kościele. Chodzisz – jest w porządku, nieważne, czy wierzysz, czy nie. Starasz się dążyć do ideału – jesteś ok. Nie wychodzi, to trudno, ale spróbuj powiedzieć, że specjalnie nie golisz się pod pachami. Że się nie odchudzasz. Że kochasz swoje zmarszczki i siwe włosy. O nie, nie, nie. Za podobne stwierdzenia grozi niemalże wykluczenie społeczne. Nieprawda? Spróbujmy sobie wyobrazić, że idziemy na miasto w miniówie i z włosami na nogach.

W efekcie paradoksalnie dziś miejscem, gdzie najczęściej możemy zobaczyć przedstawienie ludzkiego ciała w takiej postaci, w jakiej wymyśliła je natura, jest muzeum sztuki.

Na szczęście mamy jeszcze internet. Z jednej strony oczywiście usiany jest on zdjęciami CIAŁA we wszelkich możliwych konfiguracjach. Od pozostałych mediów różni się wszakże tym, że możemy wrzucać do niego, co nam się żywnie podoba i w dodatku sprawdzać, czy ktoś jeszcze myśli podobnie. Odpowiedzią na zalew zdjęć przedstawiających CIAŁO stały się liczne blogi, obrazkowe i nie tylko, na których prawdziwi ludzie pokazują swoje prawdziwe ciała. Grube, chude, owłosione i łyse, piękne i brzydkie. Znajdziemy tam też teksty w rodzaju How to be a hairy woman (and proud of it). Ludziom głównie w internecie zdarza się pisać, że absurdalnie wyśrubowane kanony piękna nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

Wyobraźcie sobie komentarze, gdyby to zdjęcie pojawiło się gdziekolwiek na portalu Gazety.

Pytanie tylko, czy takie oddolne inicjatywy mają szansę cokolwiek zmienić i czy autentyzm w popkulturze w ogóle może istnieć. Czy możliwa jest dziś na przykład reklama, która nie sprzedaje marzeń? Czy którykolwiek magazyn z premedytacją zacznie publikować nieobrobione zdjęcia? Wydaje się to mało prawdopodobne.

Właściwie ta fotka nie do końca tu pasuje, ale zawsze kibicowałam facetom w sukienkach.

A zatem nam, miłośnikom ciała w rozmaitych formach i kształtach, standardowego piękna i nieszablonowej urody, pozostaje chyba tylko taka blogowa partyzantka. Rewolucji w temacie zapewne raczej nieprędko się doczekamy.

PS. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć te blogi i tumblre, służę linkami w komentarzach.

PS. 2. Oczywiście ten tekst to raptem jakiś zarys tematu, który jest szeroki niezwykle. Raczej jeszcze do niego wrócę, jak tylko uda mi się nieco lepiej poskładać myśli.

3 comments

  1. Od razu przypomina mi się akcja z niegoleniem się Amandy Palmer. 😀

    I tak, ogólnie się z tobą zgadzam, ciało w dyskursie popkulturalnym nie istnieje, wpadamy w kompleksy z powodu retuszowanych zdjęć, ale. Przez „ale” mam tu na myśli osoby, które powodowane zrozumiałym sprzeciwem wobec takiego zjawiska odpuszczają sobie całkowicie dbanie o swoje ciało (bo po co? ideału prezentowanego w telewizji i tak nie osiągną) i np. jedzą nieregularne, źle zbilansowane posiłki albo nie uprawiają żadnej formy ruchu i wszędzie jeżdżą samochodem. I tu protestuję ja.

    Inna sprawa, że istnieje również wielka przepaść między tym, co jest dopuszczalne u mężczyzn, a co u kobiet.

    • Myślę, że to są dwie różne sprawy – dbanie o CIAŁO i dbanie o ciało. Dbanie o CIAŁO polega na polerowaniu się głównie z zewnątrz i wtedy nawet jedzenie czy uprawianie sportu mają za zadanie jedynie poprawić nasz wygląd, zbliżyć go do tego nieistniejącego ideału. Często te zabiegi nie mają nic wspólnego ze zdrowiem, patrz głodówki, operacje plastyczne czy inne liposukcje.
      Dbanie o ciało zakłada, że się rzeczywiście słucha tego, co ciało do ciebie mówi, że się zwraca uwagę na to, co nam służy i ogólnie dopasowuje dietę, ruch i tak dalej do nas, a nie próbuje wpasować się w szablon. Dla mnie to są dwie różne rzeczy, ale masz rację, rzeczywiście zdarza się, że ludzie to mylą.

      Nie chciałam wchodzić w przepaść pomiędzy mężczyznami i kobietami, bo wtedy ten post mógłby się nigdy nie skończyć 😉 Oczywiście, że standardy są różne, ale i mężczyźni coraz częściej padają ofiarą CIAŁA.

  2. Ostatni raz w filmie rozstępy zostały pokazane, podobnie jak dyskusja dwóch babek o czymś innym niż faceci, w „Obcym”. S. Weaver miałam śliczne rozstępy na biodrach 😉 I w niczym jej nie przeszkadzały – dała radę walczyć z paskudnym kosmitą, nie tracąc nic z seksapilu.

    Cóż mogę więcej napisać, niż to, że zgadzam się z tym, co napisałaś. Ciało, to w tej chwili narzędzie opresji. Środowisko wielkiej mody choć lubi wszelkiego rodzaju „inności” – gejów, lesbijki, ludzi o innym kolorze skóry niż biały, kosmitów aka Lady Gaga, to nienawidzi ludzi z rozmiarem powyżej 38 (choć wiadomo, że jedyny idealny to 0). Czasem kreatorzy mody zrobią wyjątek – Adele, Beth Ditto – ale bardziej pod naciskiem opinii publicznej niż dlatego, że faktycznie nie ma nic przeciwko.
    W tej chwili raczkują tzw. modelki plus size. I znowu – bardziej pod naciskiem trendów na blogach (w końcu gdzieś się kobitki musiały podziać ze swoimi za dużymi, wg niektórych ciałami. Niestety, mam wrażenie, że to faza przejściowa. Raz, że ogół nie akceptuje – z „dyskusji” pod zdjęciami wynika, że jak mamy na zdjęciu babkę z piersiami i tyłkiem, to jest to promocja otyłości. Najwyraźniej grubych ludzi nie powinno się pokazywać :/ Dwa – ten tren chcąc coś zmienić sam też dyskryminuje. Rozmiary 38 – 42 nie mają gdzie się podziać. Za dużo na modelkę, za mało na modelkę plus size.

    Najgorsze jest to, że człowiek został sprowadzony tylko do ciała. Może być mądry albo głupi, biedny, bogaty, podły itd. i nie ma to znaczenia. Najważniejsze jest jak wygląda jego ciało, jak jest ubrane, umalowane. Najgorsze świństwo można wybaczyć jeśli tylko ciało jest trendy. I to jest promowane we wszystkich przekazach medialnych.

    Pierwsze zdjęcie przez Ciebie zamieszczone jest super optymistyczne :DD Chyba zrobię sobie z niego tapetę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s