W obronie miłego gościa

Dziś ciąg dalszy wpisów upalnych, wakacyjnych, plotkarskich, do bólu popkulturowych oraz, nie bójmy się tego słowa, miałkich. Zaczął się piąty sezon True Blood, co po raz kolejny zmusiło mnie do przemyśleń na temat tzw. miłych facetów oraz ich roli w literaturze i filmie. Otóż mili faceci pełnią tamże zazwyczaj rolę popychadeł, nudziarzy i frajerów. Ogólnie ludzi, których pokochać można tylko wtedy, kiedy nic lepszego nie pojawiło się na horyzoncie. Moim zdaniem zła sława miłych gości jest absolutnie, całkowicie niezasłużona. Miłych facetów powinno się promować, chwalić pod niebiosa i stawiać za wzór. Oczywiście interesujących miłych facetów. Nudziarzom, popychadłom i frajerom mówimy stanowcze „nie”, nawet jeśli są bardzo mili.

Problem polega na tym, że w kinie i telewizji interesujący mili faceci są gatunkiem nieomal mitycznym, podobnie jak geje niezainteresowani modą oraz sympatyczne kobiety pracujące na najwyższych stanowiskach. Mili faceci uwięzieni są niemal wyłącznie w komediach romantycznych i z tajemniczych powodów nie mogą wydostać się poza obręb tego gatunku. Popatrzmy na popularne seriale. Czy tam można znaleźć miłych facetów? Dexter – morderca i psychopata. Doktor House – wredny dupek. Hank Moody – wredny dupek, seksoholik i pijak. I tak dalej, i tak dalej. Tymczasem przecież w życiu, jako partnerzy, przyjaciele, kochankowie, nie sprawdzają się mroczni mściciele z tajemniczą przeszłością, ale fajni, dobrzy mężczyźni. Przynajmniej ja tak uważam. Jeśli się mylę, proszę naprostować mnie w komentarzach.

W serialach interesujący mili goście występują w czterech kategoriach. Poświęćmy chwilę i przyjrzyjmy im się bliżej.

Miły, ale brzydki

Najczęstszy rodzaj miłego faceta. Jest uczciwy, lojalny i uroczy. Można z nim porozmawiać na każdy temat. Doskonale rozumie główną bohaterkę albo jest najlepszym przyjacielem głównego bohatera. Po prostu cud, miód i orzeszki. Oczywiście do tego jest paskudnie brzydki, co absolutnie dyskwalifikuje go jako potencjalnego partnera dla którejkolwiek z głównych postaci serialu. Idealnym przykładem takiego faceta jest Mouth z One Tree Hill, który i tak miał kupę szczęścia, bo koniec końców dostała mu się Millicent.

Mouth miał wielkie serce i równie wielkie usta, co skutecznie dyskwalifikowało go jako amanta.

Miły facet, który okazuje się świnią

Występuje z równą częstotliwością w serialach, jak i w komediach romantycznych jako były narzeczony, który obdarowywał nas diamentowymi pierścionkami, ale chciał tylko naszego głosu w wyborach, a nie naszej duszy. True Blood obfituje w tego rodzaju bohaterów. Weźmy Billa czy Sama – mieli być śmiertelnie nudni, ale przyzwoici, a okazali się śmiertelnie nudni i w dodatku są paskudnymi mordercami. Pod tę kategorię podpadają też wszystkie zakochane nastoletnie wampiry, które wprawdzie teraz nie zjadłyby człowieka pod groźbą kary śmierci, ale gdy dopiero co się przemieniły, pożerały wszystkich na lewo i prawo. Jeszcze innym przykładem jest sierżant Nicolas Brody, który kocha żonę, dzieci i kraj miłością wielką jak Biały Dom, ale jednocześnie jest terrorystą i psychopatą.

Wystarczy spojrzeć w te smutne oczy, żeby zrozumieć, że ten oto wampir skrywa okropnie mroczną tajemnicę.

Uwaga, uwaga! Świnia o złotym sercu to zupełnie inny gatunek mężczyzny! McSteamy i  Jason Stackhouse może bardzo chcieliby być przyzwoici, ale na tyle często im to nie wychodzi, że nie zasłużyli na tę szlachetną etykietkę.

McSteamy chciałby być dobrym człowiekiem, ale w kodzie genetycznym ma zapisane jedynie bycie uroczym łajdakiem.

Miły facet z ogromną wadą

Ten rodzaj miłego faceta spotyka się znacznie rzadziej. Jest przystojny, prawy, solidny i byłby ze wszech miar pożądany, gdyby nie to, że – w zależności od serialu – nieustannie pakuje się w kłopoty i zbyt szybko sięga po broń (Raylan Givens), zmienia się w wilkołaka (Alcide) albo co i rusz próbuje udusić swoją przyszłą żonę (dr Owen Hunt).

Świetny facet, tylko dlaczego tak szczerzy zęby?

Po prostu miły facet

Tych jest już naprawdę jak na lekarstwo. Nie mają żadnych dyskwalifikujących wad, ich przeszłość nie jest specjalnie mroczna i w dodatku świetnie wyglądają. W związku z tym szybko giną (Eddard Stark), trafiają na wózek inwalidzki (Matthew Crawley) albo zostają przepędzeni przez byłe psychopatyczne narzeczone (Jake Jagielski). Właściwie jedynym miłym facetem, który do tej pory zanadto nie ucierpiał w roli głównego bohatera, jest Seeley Booth. I jak tu nie ubolewać nad tym faktem?

Zjawisko równie rzadkie co jednorożec i króliczek wielkanocny – normalny, sympatyczny facet w roli głównego bohatera serialu.

Biorąc pod uwagę powyższe, stawiam tezę, że w przemyśle telewizyjnym pracują wyłącznie podłe dranie i wstrętne świnie, które celowo usuwają miłych facetów z fabuły, żeby wpoić ludziom przekonanie, że miłe jest złe, nudne albo nieprawdziwe. Tak nie powinno być. Gdy tylko wymyślę, co z tym fantem zrobić, na pewno dam znać. A teraz pójdę poleżeć pod gruszą albo w wannie z lodem, bo jest naprawdę za gorąco na cokolwiek innego…

11 comments

  1. Tak a propos twojej uwagi o gejach niezainteresowanych modą, ostatni mój mąż zwrócił mi uwagę, że najwięcej szkody w tej materii uczynił ostatnio „nieoceniony” Ryan Murphy. W „Glee” bowiem nie ma ani jednej osoby homoseksualnej, która nie byłaby zainteresowana sztuką (w tym wypadku śpiewem i tańcem). Serio, żadnego mechanika, matematyka czy historyka, wszystko artyści. W dodatku, gdy już przychodzi do fabuły, definiowani głównie przez pryzmat swojej orientacji+plus jakiejś jednej dodatkowej cechy. Okropność.

    • Właśnie m.in. Glee miałam na myśli. W Glee w ogóle ludzie są postrzegani strasznie stereotypowo i prawie wyłącznie poprzez pryzmat swojej orientacji seksualnej, niepełnosprawności itp. Czytałam gdzieś świetny tekst o niepełnosprawności w Glee i o tym, że skoro niby są za i w ogóle, to czemu nie zatrudnili aktora na wózku? Muszę go gdzieś wygrzebać i wrzucić do kolejnego przeglądu prasy, bo naprawdę jest bardzo ciekawy.

      • Żeby nie było, uważam, że np. całkiem nieźle potraktowali wątek Becky w trzecim sezonie, zwłaszcza głos Helen Mirren dodał postaci smaku, ale już np. sugestia, że Sue Sylvester może mieć upośledzoną córkę, została tak jakby porzucona przez scenarzystów. Ktoś kiedyś pisał, że Glee tylko prześlizguje się po problemach, zamiast faktycznie się nad nimi pochylić.

      • Nie dotrwałam do trzeciego sezonu, wypadłam pod koniec drugiego. Mam plan nadrobić, ale jest tyle innych dobrych rzeczy, że jakoś nie mogę się zabrać. Nie wymagam od Glee, żeby głęboko angażowało się w problemy ludzkości, w końcu to serial rozrywkowy, a nie obyczajowy, ale czasami ta stereotypizacja jednak ciut przeszkadza…

  2. hm…. nie wiem czy to nie za niskie serialowe loty, ale sporo „miłych gości”, bez specjalnych wad ukrytych (chyba że chodzi o takie rzeczy jak niezaradność życiowa albo chowanie się do jaskini 😉 można uraczyć w Desperate Housewives: Mike Delfino czy Tom Scavo… Poza tym mamy jeszcze takich rozmemłanych, honorowych bohaterów jak Rick Grimes z The Walking Dead, Tom Mason z Falling Skies czy Jim Shannon z Terra Nova (więcej ich jest, ale nie pamiętam…). No i są jeszcze wyrozumiali mężowie trudnych kobiet 😉 Kevin Peyton z Nurse Jackie czy Joe Dubois z Medium. W Revenge mamy miłego gościa – Jack Porter 😉

    • Nie za niskie loty, ale akurat DH oglądałam tylko kilka odcinków, po prostu nie znam tych bohaterów. O Ricku myślałam jako o bohaterze z ukrytą wadą (w końcu lezie zawsze nie tam, gdzie powinien, podobny syndrom co Raylan). Przypuszczam, że Tom Mason i Jim Shannon to podobny typ (FS nie widziałam, a Terra Nova zdzierżyłam może z 1,5 odcinka). Masz rację z Kevinem Peytonem. On ma podobny syndrom jak Alcide – jego największą ukrytą wadą jest żona 😉 Eddie zresztą też jest fajnym i miłym gościem. Lubię ich obu. Jak to pisałam, to przychodziło mi do głowy coraz więcej i więcej tych bohaterów, może jednak nie ma ich wcale tak mało 😉

  3. Kiedyś trafiłam na taki podział bohaterów (filmowych, komiksowych i literackich):

    – samiec alfa np. bohaterowie kreowani przez Johna Wayna albo np. Brudny Harry
    – samiec beta, taki właśnie słodki kumpel i przykładem miałby być tu Spiderman
    – samiec gamma, połączenie cech dwóch poprzednich z olbrzymią dozą sprytu, inteligencji i bezwzględności , np. James Bond

    Zakładam, że Twój opis najbardziej pasuje do bety. Facet zawsze z boku nigdy w centrum, a jak się już przemieści, to nabywa cech pozostałych dwóch typów.
    Wydaje mi się, że ten brak nadrabiają faceci z TBBT 😉

    • Hm, ciekawy podział. Wydaje mi się, że on się opiera o kryterium że tak powiem siły mięśni. Wydaje mi się, że jest jeszcze jeden typ mężczyzny, być może to jest nowość wynikająca z naszych czasów – taki gość, który stoi z boku, nie chce być samcem alfa, ale w razie czego bierze na siebie odpowiedzialność za pozostałych. Nie pasuje mi do żadnej z powyższych kategorii. Na przykład Jack z Lostów jest takim facetem. Nie nazwałabym go samcem alfa, bo dylematy, morale itp. a jednak był przewodnikiem stada.
      Faceci z TBBT mi podpadają pod kategorie „miły, ale brzydal” (Leonard, Howard) albo „miły, ale z dyskwalifikującą wadą” (Sheldon i Raj).

  4. W przypadku True Blood to każdy facet ma wadę – nie mniej oglądając sezon piąty wydaje mi się, że postać Alcide może jednak wyrosnąć na coś więcej niż miłego faceta. Zwłaszcza, że tą role właściwie zgarnął Bill (w przeciwieństwie do Erica, który gra najstarszą rolę świata czyli niewłaściwiego wlaściwiego faceta). Co do miłego faceta to zwierz zwrócił uwagę, że on już praktycznie nigdy nie dostaje dziewczyny. Ta ucieka zawsze z tym niebezpiecznym ale gorącym co szczerzy kły, ma miliony i tylko po to by go zmienić na zwykłego faceta.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s