Wtem! Muzycznie

Przytrafiło mi się ostatnio kilka muzycznych zaskoczeń. O muzyce generalnie piszę mało, bo się na niej nie znam (co nie znaczy, że jej nie słucham). A ponieważ się nie znam, te zaskoczenia są raczej zaskoczeniami popkulturowymi niż nutowymi. Ale posłuchać też będzie czego.

Dead Man’s Bones

Każdy wielki fan Ryana Goslinga zapewne wie, że zaczynał on obok Britney Spears i Justina Timberlake’a w Mickey Mouse Club. Jeśli mi nie wierzycie, zajrzyjcie tutaj. Później w przeciwieństwie do pozostałej dwójki wybrał raczej karierę aktorską, ale miłość do śpiewania najwyraźniej mu pozostała, bo od czasu do czasu nagrywał dość banalne kawałki o miłości w stylu smętnego rock-popu (albo może pop-rocka). Przynajmniej tak mi się zdawało. Tymczasem właśnie odkryłam, że Ryan już dwa lata temu porzucił miłość na rzecz śmierci i założył z kumplem Zachem Shieldsem zespół Dead Man’s Bones. O dziwo jest to rzecz zupełnie przyzwoita, a niektóre kawałki wręcz wpadają w ucho.

Pati Sokół

Enigmatyczna panienka, znana do tej pory chyba głównie z tego, że jest (lub nie jest) dziewczyną Nergala, nagrała znienacka jeden z najodważniejszych teledysków w historii polskiego show biznesu. Dobra, trochę przesadzam, zaraz tam najodważniejszy. Ale trzeba przyznać, że czegoś takiego jeszcze nie było. W jego kontekście nawet Weronika Rosati jakby zyskuje na uroku.

Break of reality

Jakiś czas temu udało nam się na chwilę zhakować serwis Pandora (dla niewtajemniczonych – to genialny portal do odtwarzania muzyki, niestety działa tylko w Stanach) i wtedy na jednym z kanałów usłyszałam kawałek Spectrum of the Sky. Do tej pory funkcjonował wyłącznie jako muzyka, ale niedawno panowie nagrali do niego teledysk. Najbardziej mi się w nim podoba to, że wykonawcy wyglądają jak studenci politechniki.

Gospel

Najlepsze na koniec. Gospel, czyli Krzysiek Gos, nie lansuje się na mieście sypiając z Nergalem, a szkoda, bo akurat o nim powinni wiedzieć wszyscy. Dawno już nie słyszałam czegoś, co do tego stopnia przypominałoby mi legendarne dokonania Paktofoniki czy Kalibru 44. Utwory Gospela są odważne i bezkompromisowe, chociaż często szalenie wulgarne. Mimo wszystko warto dać im szansę, bo trafiają się tam takie perełki jak Katatoniczna Gorycz czy Chciałbym być.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s