To nie moja bajka

Sarah Shahi (The L Word, Life) w nowym serialu! Ponieważ jestem fanką tej aktorki, która ma nie tylko najfantastyczniejszy tyłek na świecie, ale również rewelacyjnie wygląda w okularach, czym prędzej poleciałam obejrzeć Fairy Legal. No i niestety… rozczarowałam się.

Ale zacznijmy od początku. Otóż kocham kryminały. Zarówno w formie książkowej, jak i filmowo-serialowej. Im bardziej krwawe, dramatyczne i ponure, tym lepiej. Bardzo cenię produkcje realistyczne, w których gliniarze odwalają brudną robotę (Southland, Pitbul), mniej superbohaterów z laboratoriów kryminalistycznych (tak, tak, CSI, do ciebie mówię…). Istnieje jednak pewien gatunek serialu kryminalnego, z którym mi wyjątkowo nie po drodze. Niby wszystko z nim jest w porządku. Interesująca sprawa? Jest. Ciekawi bohaterowie? Są. Humor? Obecny. Ale jednak całość okazuje się niestrawna. Brakuje mu tego czegoś, co pozwoliłoby odwiesić na kołku podejrzliwość i zanurzyć się w historii.

Nie chodzi tutaj bynajmniej o realizm. Powiedzmy sobie szczerze, Prison Break był niespójny i nielogiczny, a mimo to pierwszy sezon oglądało się rewelacyjnie. Z wypiekami na twarzy śledziłam Lost, gdzie bohaterowie całymi dniami tarzają się w piachu i przedzierają przez krzaki, zachowując idealne fryzury. Superlaboratorium Bones też należy raczej do sfery pobożnych życzeń antropologów niż stanowi rzeczywistość na jakimkolwiek uniwersytecie. Ale z jakiegoś powodu irytuje mnie, gdy policjanci są wyłącznie tępymi kołkami (Psych), kryminalistom przewinienia uchodzą na sucho, bo są ładni i uroczy (White Collar), a innym z kolei udaje się  wykaraskać z największych nawet tarapatów (Leverage). Niestety Fairy Legal należy do tej samej kategorii. Mogę wybaczyć Kate, że cały dzień biega po mieście na obcasach, których wysokość przyprawia o zawroty głowy, w międzyczasie rozprawiając się z uzbrojonymi bandytami i ani razu nie potykając, ale sekretarki w biurze prokuratora ubrane w wieczorowe sukienki to już dla mnie za dużo. Problem polega na braku proporcji. Zamiast z humorem, ma być superśmiesznie. Bohaterowie nie są dobrze ubrani, oni wyglądają, jakby właśnie wyszli z sesji zdjęciowej w Vogue. Nie tyle są zdolni, co posiadają nadludzkie talenty. W efekcie ginie gdzieś kryminał. Równie dobrze mogłyby to być seriale o kucharzach, pilotach samolotów czy nurkach. Nie wiadomo, czy to komedia, obyczaj czy dramat. Fabuła przestaje wciągać, bo i nie ma wciągać. Mamy tylko oglądać kolejne wybryki bohaterów. Zatem, o ile nie pokochamy ich od pierwszego wejrzenia, możemy spokojnie poszukać rozrywki gdzie indziej.

Moja przygoda z Fairy Legal, mimo miłości do Sarah, rozpoczęła się i zakończy na jednym odcinku. Jeśli będę miała ochotę na tego rodzaju bajkę, obejrzę raczej kolejny odcinek Gossip Girl lub Glee. Są tak samo mało prawdopodobne, ale przynajmniej niczego nie udają.

2 comments

  1. A mnie się Fairly Legal po paru odcinkach bardzo spodobało. Taka sama urocza bajka jak np. Private Practice, no i aktorka grająca głową bohaterkę śliczna i przyjazna. A do tego główna bohaterka jest wykreowana na sympatyczną, ciepłą, bardzo inteligentną silną kobietę, która daje sobie z życiem radę w swój ekscentryczny sposób z małymi wpadkami. Przydaje mi się taki odrealniony wzór do naśladowania 🙂

  2. Kurczę, bohaterka fajna i nawet zaczęłam oglądać kolejny odcinek, bo dochodzi ciekawa relacja z macochą, ale jakoś całość mnie irytuje. No nie mogę się przekonać do tych sukni 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s